W inauguracyjnym meczu RET Polacy niespodziewanie przegrali 28 października w Pradze z beniaminkiem Czechami 14:19 i ten wynik postawił ich w bardzo trudnej sytuacji. Do Conference 1 zostanie zdegradowany jeden zespół i w konfrontacji z Mołdawią biało-czerwoni nie mogą pozwolić sobie na porażkę.

Pozostałe trzy mecze drużyna narodowa prowadzona przez trenera Stanisława Więciorka rozegra w marcu, z czego dwa na terenie rywali – 3 marca z Holandią i 17 ze Szwajcarią. Te zmagania zakończy 24 marca w Polsce spotkaniem ze spadkowiczem z Rugby Europe Championship Portugalią.

W tej edycji RET Mołdawia jeszcze nie grała, a pierwszy mecz z jej udziałem zaplanowano 11 listopada – w Orhei podejmie Holandię. Polacy zmierzyli się z Mołdawią dziewięć razy i pięć z tych spotkań zakończyło się triumfem rywali, trzy razy wygrywali biało-czerwoni, zanotowano też remis.

W dwóch ostatnich potyczkach lepsi okazali się jednak Polacy, którzy w listopadzie 2015 roku pokonali rywali w Warszawie w ramach Pucharu Narodów Europy 18:14, natomiast 18 marca triumfowali w Anenii Noi w Rugby Europe Trophy 15:3.

- Niech te wyniki nikogo nie zmylą, bo Mołdawia, jeśli uda się jej zebrać wszystkich występujących za granicą, głównie we Francji i Rosji, najlepszych zawodników, jest niezwykle groźnym zespołem. Tacy gracze jak Wadim i Maxim Cobilas, Oleg Prepelita, Andrei Mahu, Maxim Gargalic czy Victor Arhip to klasa sama w sobie – stwierdził na konferencji prasowej w Gdańsku drugi trener polskiej reprezentacji Dariusz Komisarczuk.

Według 44-letniego szkoleniowca najsilniejszą bronią Mołdawii jest młyn. „Dlatego musimy zatrzymać tę formację rywali, chcemy także oprzeć naszą taktykę na szerokiej grze ręką w ataku. Zgrupowanie w Gdańsku rozpoczniemy w następną środę i przed sobotnim meczem mamy w planie cztery treningi. Jeśli uda nam się ściągnąć kilku zawodników z Francji, też dysponować będziemy silną drużyną” – dodał.

Działacze Polskiego Związku Rugby czynią starania, aby do Gdańska przyjechało sześciu reprezentantów występujących nad Loarą - Kamil Bobryk, Mateusz Bartoszek, Grzegorz Janiec, Radosław Bysewski oraz bracia Aleksander i Jędrzej Nowiccy. Z Czechami zagrał tylko ten ostatni (to łącznik młyna), pozostali to zawodnicy młyna, który będzie miał za zdanie powtrzymać analogiczną formację rywali.

- Ci rugbiści regularnie grają co tydzień w lidze francuskiej. Co prawda na trzecim jej poziomie, ale są wyróżniającymi się postaciami swoich zespołów, które niezbyt chętnie zwalniają na mecze reprezentacji. Prowadzimy z ich klubami zaawansowane rozmowy i szansę, że wystąpimy 18 listopada w pełnym składzie, oceniam na 80 procent – podsumował Brażuk.