Najlepsi:

 

1. Golden State Warriors (11-3): Jak się chce wygrać z Warriors, trzeba zagrać przyzwoitą pierwszą połowę...i przeżyć trzecią kwartę, kiedy rywale mistrzów NBA mają największe problemy z dotrzymaniem kroku najbardziej wyrównanej drużynie ligi.

 

2. Boston Celtics (12-2): Nie wiadomo, co bardziej chwalić – dwanaście kolejnych zwycięstw Bostonu, czy fakt, że udało się to zrobić nie tylko bez kontuzjowanego od początku sezonu Gordona Haywarda, ale także bez narzekających na kontuzje Al’a Horforda i Kyrie Irvinga?

 

3. Houston Rockets (11-3). Nikt w NBA nie gra w ofensywie lepiej niż Rockets. Napędzana (znowu) znakomitą formą Jamesa Hardena drużyna z Teksasu na razie nie przejmuje się zbytnio grą w obronie, ale trenerzy zapewniają, że to Rockets też to potrafią.

 

4. Detroit Pistons (10-3). Tak, Detroit Pistons. Z zespołem wiązano spore nadzieje w minionym sezonie, ale nie wyszło z tego zupełnie nic. W tegorocznych rozgrywkach to jeden z najsolidniej grających po obu stronach parkietu zespołów NBA. To, że Tobias Harris trafia ponad 50 procent rzutów za trzy punkty, też pomaga.

 

5. San Antonio Spurs (8-5). Spurs wyglądają jak szpital. Nie gra znakomity Kawhi Leonard, ale dzięki temu wszyscy widzą, co potrafi normalnie wchodzący tylko z ławki rezerwowych Rudy Gay.

 

Najgorsi:

 

26. Brooklyn Nets (5-8). Nets od lat przywyczaili nas do słabej gry, ale tym razem zmagają się nie tylko z brakiem solidnej drużyny, ale także z kontuzjami. Leczą się D’Angelo Russell, nie ma do końca sezonu Jeremy Lina i... nie ma za bardzo komu grać na pozycji rozgrywającego.

 

27. Phoenix Suns (5-10). Kibice (i szefowie) zespołu z Arizony szykują się na dobrą drużynę gdzieś około 2020 roku. Przez następne cztery lata, obecnie najmłodszy zespół ligi, będzie miał okazję pozyskać aż siedmiu graczy z pierwszej rundy NBA Draft, więc jest na co czekać.

 

28. Dallas Mavericks (2-12). Nie jest dobrze, jeśli najlepsze, co można powiedzieć dziś o Mavericks to fakt, że w pierwszych 7-8 meczach się kompromitowali na parkiecie, a teraz przynajmniej da się ich oglądać... jak przegrywają.

 

29. Atlanta Hawks (2-12). Jedyne, co jest warte uwagi w grze Hawks, to bardzo solidny pierwszy sezon w lidze Johna Collinsa. Chłopak potrafi grać.

 

30. Chicago Bulls (2-9). Wszystko rozumiemy, zespół w przebudowie, liczymy na przyszłość, ale jak można przegrać różnicą 40 punktów z San Antonio grającym bez TRZECH koszykarzy z pierwszej piątki? Okazuje się, że można.