Sporty walki

Żeromiński załamany po werdykcie. "Nie...

Jak pojedynek z Tanzańczykiem ocenia Parzęczewski? - Było przede wszystkim spokojnie. Cały czas powtarzam, że najwyższy czas dojrzeć boksersko, wydorośleć i zacząć boksować spokojnie, na luzie, bawić się tym i będzie dobrze – mówi Polak, który jednak momentami zachowywał się w ringu zbyt nerwowo - Dlatego muszę podziękować mojemu sztabowi trenerskiemu, że mnie uspokoili – przyznaje.

Częstochowianin mógł liczyć na wsparcie swojej wiernej publiczności, która wypełnia obiekt. - Było bardzo dużo ludzi, co było słychać. Ta walka jednym podobała się bardziej, drugim mniej. Widowisko było, były nokauty. Być może byliśmy świadkami trochę jednostronnego widowiska, ale jednak działo się – zaznacza „Arab”.

Jakie plany na najbliższą przyszłość ma świeżo upieczony triumfator? - Przede wszystkim odpoczynek. Jestem zmęczony fizycznie i psychicznie. Cały rok spędziłem w reżimie treningowym. W tym czasie odbyłem cztery walki. Jestem bardzo zadowolony z tego okresu. Teraz czas poświęcić się najbliższym, rodzinie. Niedługo święta, więc z tej okazji chciałbym życzyć wszystkim wesołych, spokojnych świąt i wracamy w przyszłym roku – twierdzi.

Sam zainteresowany nie chce jednak wypowiadać się na temat swoich potencjalnych rywali w 2018 roku. - To nie jest pytanie do mnie. Ja jestem zawodnikiem i wchodzę do ringu. O tym trzeba rozmawiać z promotorami, telewizją, trenerami. Jeżeli u góry się wszyscy zgodzą na daną walkę, to mnie nie pozostaje nic innego jak wejść do ringu i walczyć. Wydaje mi się, że z walki na walkę jestem gotowy na coraz większe wyzwania. Moi rywale także są coraz lepsi. To jest dopiero początek. Jeszcze to nie jest to co chcemy, żeby było. Jest na pewno lepiej niż w poprzednich walkach – mówi. - Wiem, że to jest dopiero początek mojej kariery zawodowej. Muszę podziękować wszystkim moim sponsorom, bo tak naprawdę to wszystko jest uzależnione od środków finansowych. Przygotowanie do walki bokserskiej dużo kosztuje. W przypadku mojej poprzedniej walki można powiedzieć, że wyszedłem na zero, a nawet dołożyłem. Wiedziałem jednak, że bez dobrego przygotowania tej walki nie wygram, więc zainwestowałem wszystko co miałem. Sobotnią walką delikatnie odbudowałem się finansowo. Gdyby jeszcze niektórzy sponsorzy pooddawali pieniądze to by było fajnie (śmiech) – kontynuuje z przymrużeniem oka.

Wracając do walki, Saidi Mbelwa nie postawił zbyt trudnych warunków częstochowianinowi. Reprezentant Tanzanii przegrał przed czasem już w trzeciej rundzie. - Wiedziałem, że będzie ciężki do boksowania w tym sensie, że będzie unikał walki. Patrząc na jego poprzednie starcia, to jednak zadawał więcej tych ciosów. Tutaj zadawał wyłącznie pojedyncze ciosy. Zniechęciłem go chyba fizycznie – podkreśla na koniec Parzęczewski.