Głosuj na Kamila Stocha w 83. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski 2017 Roku

Większość kibiców jeszcze nie zdążyła się przyzwyczaić, że kalendarz pokazuje im już 2017 rok, gdy Kamil Stoch zapewniał sobie miejsce w gronie nominowanych do Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” i od razu ustawiał się w roli jednego z poważnych kandydatów do miejsca w czołówce.

Nagroda za poświęcenia

Skoczek z Zębu zaczął świetnie skakać w Turnieju Czterech Skoczni jeszcze w 2016 roku, a kilka dni po Nowym Roku zapewnił sobie triumf w tej prestiżowej imprezie. To był jeden z ostatnich tytułów, którego naszemu skoczkowi brakowało w kolekcji. Wcześniej był mistrzem świata, zdobywcą Kryształowej Kuli i, przede wszystkim, dwukrotnym mistrzem olimpijskim z Soczi. Kilka lat wcześniej mówił nam, że to właśnie TCS jest jednym z jego największych marzeń. Długo nie wychodziło, bo i Stoch to taki skoczek, który z reguły rozkręca się powoli i najmocniejszy jest w drugiej części sezonu. Po przyjściu trenera Stefana Horngachera to się jednak zmieniło, a Polak w Niemczech i Austrii skakał rewelacyjnie. Po wygranej wzruszył się Adam Małysz i tysiące kibiców Kamila. On sam też był szczęśliwy. – To ogromna nagroda za pracę, wyrzeczenia i trudy, jakie znosiłem przez całą karierę. Dziękuję wszystkim, którzy mają w to wkład. Pewnie nie będę w stanie odwdzięczyć się im do końca życia – mówił Kamil w Bischofshofen, gdzie przypieczętował wygraną. Po drodze do tego sukcesu przewrócił się w Innsbrucku, później cierpiał, ale się nie poddał. Kolejny raz zapisał się w historii i trafił do grona najbardziej utytułowanych skoczków. – Fantastycznie, że tyle osiągnąłem, ale nie myślę o tym. Przed ostatnim konkursem bardzo się denerwowałem. Nie jestem maszyną, tylko człowiekiem. Stres się pojawił i przez to pierwszy skok nie był tak dobry, jakbym chciał. Drugi też został spóźniony, ale lepszy – tłumaczył zwycięzca i cieszył się też sukcesami kolegów, bo TCS na drugim miejscu skończył Piotr Żyła, a czwarty był Maciej Kot.

Po triumfy do Polski

Prosto z Austrii Stoch i jego koledzy przyjechali do Polski na konkursy w Wiśle i Zakopanem. Kamil nie zawiódł – wygrał trzy razy z rzędu! Potem do końca sezonu walczył o drugą w karierze Kryształową Kulę. Ostatecznie jej nie zdobył, a klasyfikację generalną wygrał Stefan Kraft. Stoch jednak i tak nie miał powodów do narzekań. Tym bardziej że wcześniej, podczas mistrzostw świata w Lahti, znowu uzupełnił kolekcję trofeów. Co prawda indywidualnie na podium nie wszedł, ale razem z kolegami urządzili w Finlandii show, którego długo nikt nie zapomni. Z poprzednich mistrzostw świata w Val di Fiemme i Falun nasi wracali z brązem. Teraz potwierdzili, że cały czas się rozwijają i rozbili rywali w pył. Po raz pierwszy w historii zostali mistrzami świata! Stoch miał w tym wielki udział. – Radość z tego złota jest tak ogromna, że aż tracę głos. Cieszyłem się tak bardzo, bo w drużynówce każdy z nas ma swój wkład w sukces – mówił skoczek z Zębu, który skakał oczywiście jako czwarty. – Przed ostatnim skokiem miałem jednocześnie najłatwiejsze i najtrudniejsze zadanie. Nie musiałem daleko lecieć, ale zdawałem sobie sprawę ze stawki. Wiedziałem też, jak długo pracowaliśmy, aby być w tym miejscu – opowiadał dalej Kamil. Triumfował też trener Horngacher. – Czułem przed skokiem Kamila, że powinno być dobrze – cieszył się Austriak, który wydobył z drużyny wielkie pokłady rezerw.

Teraz Pjongczang

– Pewnie, że chciałbym też zdobyć Kryształową Kulę, ale nie można mieć wszystkiego. Sezon był dla nas świetny. Wiem, że warto mocno pracować, bo kolejny będzie bardzo ważny – mówił z kolei Kamil po ostatnich zawodach. Tuż po nich kadrowicze zabrali się za treningi z myślą o zimowych igrzyskach w Pjongczangu. Kamil zaczął skakanie od „bomby”, czyli drugiego miejsca w Wiśle. Później na podium wchodził tylko z kolegami z drużyny, ale wiele wskazuje na to, że wkrótce zacznie regularnie bywać w czołowej trójce. A kto wie, czy 2018 roku nie zacznie podobnie, jak tego trwającego? Wtedy znowu szybko zapewniłby sobie miejsce w gronie nominowanych. Z kolei w lutym w Pjongczangu ma szansę zapewnić sobie drugą (a może już trzecią?) wygraną w naszym Plebiscycie.