Na półmetku rozgrywek "The Citizens" prowadzą w tabeli z 13 punktami przewagi nad lokalnym rywalem - United. Strata trzeciej obecnie broniącej tytułu Chelsea wynosi już 16.

 

W sobotę piłkarze z Etihad Stadium wygrali po raz 17. z rzędu i tym samym śrubują rekord kolejnych zwycięstw. Kolejną przeszkodą będzie w środę Newcastle United, ale eksperci i komentatorzy w rozważaniach stawiają dwa podstawowe pytania - czy zagrożona jest najwyższa w historii przewaga na koniec sezonu, czyli 18 punktów, o jakie w 2000 roku Manchester United zdystansował drugi w tabeli Arsenal Londyn, i czy City zostaną trzecią ekipą - po Prestonie (1888/89) i "Kanonierach" (2003/04) - kończącą rozgrywki bez porażki.

 

Jedyne dwa punkty ekipa City straciła 21 sierpnia w drugiej kolejce, remisując przed własną publicznością z Evertonem 1:1. Gospodarze jednak niemal całą drugą połowę grali w liczebnym osłabieniu po czerwonej kartce dla Kyle'a Walkera. Później nastąpiła seria 17 zwycięstw z rzędu, okraszona wieloma golami, co odzwierciedla bilans bramek po 19 kolejkach: 60 zdobytych przy 12 straconych. Takiej passy nikt w angielskim futbolu nie miał, ale była już udziałem... Guardioli. W sezonie 2003/04 prowadzony przez niego Bayern Monachium wygrał kolejnych 19 spotkań i już pod koniec marca cieszył się z mistrzostwa Niemiec.

 

O równie szybkie załatwienie tej sprawy w bieżącym sezonie może być trudniej, gdyż jego drużyna rywalizuje w sumie na czterech frontach: dotarła już do 1/8 finału Ligi Mistrzów, półfinału Pucharu Ligi, a 6 stycznia pojedynkiem z Burnley rozpocznie batalią o Puchar Anglii.

 

Jose Mourinho, trener Manchesteru United - najgroźniejszego obecnie rywala "Obywateli", uważa, że walka o tytuł jeszcze nie jest zakończona, ale piłkarscy fachowcy podkreślają, że tylko olbrzymi kryzys City sprawiłby, że nabrałaby ona jeszcze rumieńców, a na coś takiego na razie się nie zanosi.

 

Choć w czołówce klasyfikacji strzelców znajdują się Argentyńczyk Sergio Aguero, Raheem Sterling i Brazylijczyk Gabriel Jesus, to wielu obserwatorów i ekspertów zachwyca się przede wszystkim grą Kevina De Bruyne. Tego pomocnika Guardiola ustawia w tym sezonie bardziej w głębi boiska, gdzie świetnie uzupełnia się z Hiszpanem Davidem Silvą. O postawie Belga świadczą nie tylko liczby - sześć goli i osiem asyst. Imponuje on też mobilnością, kreatywnością, celnością podań, ale również ich różnorodnością, co sprawia, że jest porównywany do Davida Beckhama z jego najlepszych czasów. Nic dziwnego, że władze Manchesteru City już rozpoczęły rozmowy na temat przedłużenia kontraktu 26-letniego zawodnika.

 

Angielskie kluby pozwoliły sobie przed sezonem na największe w historii wydatki na transfery, ale wśród wyróżniających się piłkarzy obecnych rozgrywek można doszukać się takich, o których latem było dość cicho.

 

Jednym z nich jest ściągnięty z Fluminense za 17 mln dolarów Brazylijczyk Richarlison. 20-latek, występujący jako skrzydłowy bądź napastnik, błyskawicznie przystosował się do tempa oraz intensywności Premier League i - zwłaszcza na początku - był kluczowym zawodnikiem imponującego formą Watfordu. W pewnym momencie ten zespół, głównie dzięki niemu, plasował się nawet w czołowej czwórce tabeli. Teraz - po pięciu porażkach w sześciu ostatnich występach - spadł na 10. pozycję, ale szybki i sprytny Richarlison wciąż jest wyróżniającą się postacią drużyny, choć - mimo pięciu uzyskanych dotychczas goli - można mieć zastrzeżenia do jego skuteczności.

"Rywale poznali mnie już na tyle, że albo wyznaczają mi indywidualnych opiekunów, albo przesuwają w rejony boiska, gdzie operuję, dwóch zawodników" - powiedział Brazylijczyk serwisowi ESPN.

 

Nie zdążył on jeszcze zadebiutować w reprezentacji, ale wydaje się to kwestią czasu. Według angielskich mediów, jego nazwisko widnieje już w notatnikach osób odpowiedzialnych za transfery w Chelsea i Tottenhamie Hotspur, znacznie bogatszych klubach niż Watford.

 

Inni wyróżniający się gracze drugiego planu, którzy mogli zaimponować formą, to np. Andreas Christensen i Joe Gomez. Duński środkowy obrony ze składu Chelsea "wygryzł" doświadczonego Brazylijczyka Davida Luiza, a mające gambijskie korzenie Anglik sprawia, że w obronie Liverpoolu nie widać braku kontuzjowanego Nathaniela Clyne'a.

 

Kto jeszcze stanowi pozytywne zaskoczenie? Mimo ostatniej porażki 0:3 z Tottenhamem Hotspur piękna sportowa przygoda jest udziałem Burnley. Opierający swą siłę na defensywie zespół (tylko 15 straconych bramek) jest siódmy w tabeli i doznał tylko pięciu porażek. Jego najlepszym osiągnięciem jest szósta pozycja z 1974 roku i teraz może się pokusić o podobny wynik. Podopieczni trenera Seana Dyche'a potrafili pokonać Chelsea i zremisować ze Spurs i Liverpoolem. A przed sezonem, w przeciwieństwie do większości rywali, bilans transferów klub zamknął zyskiem i to w wysokości 20 mln dolarów.

 

Kto rozczarował? Gwiazdą o ugruntowanej pozycji, która wyraźnie zawodzi, jest Alexis Sanchez. Chilijczykowi wyraźnie zaszkodziła letnia przepychanka transferowa między Arsenalem a Manchesterem City, do którego miał trafić. Nie wiadomo, czy zimą Guardiola ponowi ofertę, gdyż ofensywnym graczom jego drużyny trudno cokolwiek zarzucić.

 

Sanchez zdobył co prawda pięć goli, ale przed rokiem przed Bożym Narodzeniem miał ich w dorobku już 12, a całe rozgrywki zakończył z rekordowymi 24 trafieniami.

 

Więcej spodziewano się także po tak doświadczonych menedżerach, jak Alan Pardew czy Mark Hughes.

 

Ten pierwszy zastąpił przed niespełna miesiącem Tony'ego Pulisa w West Bromwich Albion, ale walcząca o utrzymanie drużyna Grzegorza Krychowiaka w pięciu spotkaniach z nowym trenerem wywalczyła tylko dwa punkty i jest przedostatnia w tabeli. Jedyne dwa zwycięstwa w sezonie odniosła w... dwóch pierwszych kolejkach.

 

Natomiast Stoke pod wodzą Hughesa, byłego świetnego obrońcy, straciło najwięcej goli - 40 i także bliżej ma do strefy spadkowej niż środka tabeli.

 

Choć wyścig o mistrzostwo wydaje się rozstrzygnięty, to pasjonująco zapowiada się rywalizacja o pozostałe trzy miejsca-przepustki do Ligi Mistrzów, na które chrapkę mają Manchester United, Chelsea, Arsenal, Liverpool i Tottenham, co oznacza, że dwa z wielkich klubów będą musiały się obejść smakiem. Równie zacięta powinna być walka o utrzymanie, gdyż zamykający tabelę na 20. miejscu zespół Łukasza Fabiańskiego Swansea City od 13. teraz Southampton FC dzieli tylko sześć punktów.