- Jestem bardzo szczęśliwy, można powiedzieć podwójnie. Po pierwsze wróciłem do składu drużyny i wziąłem udział w tym wspaniałym wydarzeniu. Cieszę się też dlatego, bo moje skoki wyglądają dużo lepiej. Dziękuję za zaufanie oraz ciężką pracę sztabowi szkoleniowemu - podkreślił Kot.

26-latek był świadomy kłopotów, ale jednocześnie zachowywał spokój. Wierzył, że problem zostanie zidentyfikowany i wyeliminowany. O panice, nerwowych ruchach nie było mowy. Mimo bardzo nieudanego Turnieju Czterech Skoczni wiedział, że do igrzysk w Pjongczangu jest jeszcze czas.

Kot ma już bowiem wprawę w wychodzeniu z kryzysu. W 2014 roku w igrzyskach w Soczi na obiekcie normalnym zajął siódme miejsce i również wydawało się, że jest u progu wielkich wyników. W kolejnym sezonie prezentował się jednak słabo i w efekcie nie pojechał na mistrzostwa świata do Falun. W 2017 roku był za to mocnym punktem ekipy, która wywalczyła w Lahti złoty medal w konkursie drużynowym.

- Miło jest wrócić do składu, skakać daleko i po prostu dobrze czuć się na skoczni i mieć radość ze skoków, bo o to w tym wszystkim chodzi - przyznał.

To był pierwszy w historii triumf Polaków w konkursie drużynowym w Zakopanem. Drugie miejsce w sobotę zajęli Niemcy, a trzecie Norwegowie. W niedzielę zostanie rozegrany konkurs indywidualny. Początek o godzinie 16.00.