Kto może pokrzyżować szyki polskim skoczkom?

Zimowe
Kto może pokrzyżować szyki polskim skoczkom?
fot. PAP

Zwycięstwa na Wielkiej Krokwi w Zakopanem smakują najlepiej. Uwielbienie kibiców polscy skoczkowie właśnie tu odczuwają najbardziej.

Do igrzysk w Pjongczang coraz bliżej. Jeszcze tylko drugi, niedzielny konkurs pod Giewontem, za tydzień dwa w Willingen, 5 lutego ślubowanie w PKOL w Warszawie  i tego samego dnia lot do Seulu.

Cztery lata temu w Soczi Kamil Stoch zdobył dwa złote medale, a drużynę od podium dzieliło bardzo niewiele. Rosną nadzieje, że w Korei Płd nie powinno być gorzej, bo w drużynowym konkursie będziemy faworytem.

Polacy są aktualnymi mistrzami świata z Lahti i właśnie znów potwierdzili, że są najlepsi. Wygrali po raz pierwszy w historii drużynowy konkurs Pucharu Świata na polskiej ziemi. I trzeba przyznać, że na Wielkiej Krokwi w Zakopanem dokonali tego w wielkim stylu nie dając rywalom najmniejszych szans. Niemców, którzy zajęli drugie miejsce wyprzedzili o 24,7 pkt, a trzecich Norwegów o 36.8 pkt. Austriacy, do niedawna jeszcze dominatorzy światowych skoczni, stracili do Polaków 105,2 pkt!

Nasz zespół wystąpił w składzie: Maciej Kot, Stefan Hula, Dawid Kubacki, Kamil Stoch. Tym razem Kot zastąpił Piotra Żyłę i nie zawiódł, ale cichym bohaterem był Hula dwukrotnie wygrywając swoją grupę i skacząc najdalej w pierwszej serii (136 m).
Pieczęć na efektownej wygranej przystawił oczywiście Stoch ustanawiając w ostatnim skoku rekord zrekonstruowanej skoczni w Zakopanem – 141,5 m , następnie podziękował kolegom za fantastyczną postawę i powiedział, że „chciałoby się tu jeszcze dalej skoczyć”.

Do zwycięstwa drużyny w tym konkursie wystarczył mu skok poniżej 130 metrów, ale on nie kalkulował. Mocno się odbił i poleciał bardzo daleko, w swoim stylu. W nieoficjalnej, indywidualnej klasyfikacji Stoch był pierwszy, Hula trzeci, a Kubacki z Kotem zajęli dziewiąte miejsce.

Atmosfera w Zakopanem jest wyjątkowa od lat. Nie ma wprawdzie już stutysięcznych tłumów, jak za czasów wielkich zwycięstw Adama Małysza, ale prawdę mówiąc jest niewiele mniej. Bilety sprzedały się  już we wrześniu, po 23 tysiące na każdy konkurs, ale na pewno trzeba doliczyć jeszcze 2-3 tysiące widzów dopchniętych w ostatniej chwili. Do tego kilkadziesiąt tysięcy pod stadionem, których nikt dokładnie nie policzy.

No i po 10 tysięcy sprzedanych biletów na treningi, czego nie ma nigdzie na świecie.

Ale to jest naprawdę niesamowity sezon polskich skoków, szczególnie Stocha. Najpierw spektakularne wyczyny w Turnieju Czterech Skoczni i drugie z rzędu zwycięstwo, w tym wszystkie wygrane konkursy. Później dalekie loty na mamucie w Oberstdorfie, które też przyniosły historyczne wyczyny w postaci srebra Stocha i brązu drużyny.

Teraz na Wielkiej Krokwi znów historyczny sukces zespołu i rekord Stocha, a to przecież jeszcze nie koniec. Przed nami konkurs indywidualny w którym Stoch i Hula będą należeć do faworytów. Kto może pokrzyżować szyki Polakom?

Wszystko wskazuje na to, że najgroźniejszy będzie Richard Freitag, aktualny wicelider Pucharu Świata. Daleko skacze też jego rodak Andreas Wellinger, Austriak Stefan Kraft, zawsze może wystrzelić jeden z Norwegów.

Myślę, że walka o zwycięstwo w niedzielnym konkursie rozegra się pomiędzy Stochem i Freitagiem, liderem i wiceliderem PŚ, i wygra Polak. Jeśli jesteśmy w teatrze marzeń, to marzymy do końca.

Janusz Pindera, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie