Po 23 kolejkach ma już ich na swoim koncie 17. Doliczyć do tego trzeba 17 asyst. Nic dziwnego, że Unai Emery uważa, że lada dzień Neymar będzie uważany za najlepszego piłkarza świata. Więcej dowiemy się na ten temat za niespełna trzy tygodnie w spotkaniu gigantów PSG z Realem Madryt. Brazylijczyk nie często zatrzymuje się w strefie mieszanej po meczach na Parku Książąt w Lidze Mistrzów. Tym razem zrobił wyjątek. Chciał rozwiać wszelkie wątpliwości, co do jego przyszłości. Dał jasno do zrozumienia licznemu gronu dziennikarzy, że jest szczęśliwy w Paryżu i wbrew pogłoskom nigdzie nie zamierza odchodzić. Oto ciekawsze wątki jego pięciominutowej rozmowy z mediami.

 

Dziesięć dni temu został pan wygwizdany w meczu z Dijon, bo nie umożliwił pan, wykonując karnego, pobicie rekordu Ibrahimovica przez Cavaniego. Jak pan to przeżył?

 

Dla mnie to rzecz normalna. Oczywiście nie jest przyjemnie być wygwizdanym, ale piłkarz musi być na to przygotowany, kibice mają prawo zarówno do gwizdów, jak i do oklasków. Jestem przyzwyczajony do jednego, jak i drugiego. Jestem zadowolony z meczu, szczególnie ze zwycięstwa, co jest dla mnie najważniejsze. Myślę, że rozegraliśmy dobry mecz.

 

Wiedział pan jednak, że Cavani, strzelając gola mógł stać się rekordzistą.

 

Oczywiście, że wiedziałem. Ale byłem również świadomy, że ten rekord to tylko kwestia czasu.

 

Jak się pan czuje w Paryżu? Wielu widzi już pana w Madrycie?

 

Jestem w pogodnym nastroju. Czuje się szczęśliwie z bycia z moimi partnerami. Przyszedłem tutaj, żeby napisać nową kartę historii klubu, dać to co mam w sobie najlepsze. Różnym spekulacjom trudno dać kres, gdzie bym nie grał one zawsze będą miały miejsce. Podczas mojego pobytu w Barcelonie, te spekulacje miały miejsce podczas mercato Zawsze były one związane z moim nazwiskiem. Trudno temu zapobiec. Jestem zadowolony to znaczy, że jestem na krzywej wznoszącej.

 

Czyli ci co widzą pana w Realu nie mają racji?

 

Powiem krótko, piłkarze prezentujący duża jakość są skazani na stałe spekulacje wokół ich osoby.

 

Dlaczego nie podbiegł pan z resztą zespołu do kibiców, aby się razem cieszyć z sukcesu?

 

Był tylko jeden powód, bolały mnie plecy.