Wbrew pozorom łączy ich wiele, bo obaj to urodzeni zwycięzcy, którzy nie lubią długo czekać na sukces, a chcą też mieć wszystko pod kontrolą. Kiedy coś wymyka im się z rąk, to nie boją się powiedzieć tego otwarcie. Do tego łączy ich jeden klub - Chelsea. Mourinho to najbardziej utytułowany trener w historii "The Blues", podczas gdy Conte już w pierwszym sezonie sięgnął po mistrzostwo kraju i na pewno ma apetyt na więcej.

Ich silne charaktery jak widać nie mogą znieść siebie nawzajem. Pierwszy sygnał, że coś jest między nimi nie tak, otrzymaliśmy w październiku 2016 roku na konferencji prasowej po meczu Chelsea - Manchester United. Conte nie użył wtedy ani razu nazwiska swojego rywala, co zostało odebrane jako atak na Portugalczyka. Samo spotkanie "The Blues" wygrali aż 4:0,  a włoski trener szalał po każdej z bramek.

To nie spodobało się Mourinho. - Nie rób tak. Rób tak przy 1:0, ale nie przy takim wysokim zwycięstwie. To upokarzające - powiedział wtedy Conte, który nie wziął tego do siebie. To był jednak początek konfliktu, który od tego czasu rozwinął się na dobre. Kiedy tylko któryś ma okazję, to z przyjemnością wbija temu drugiemu szpileczkę. Często bardzo bolesną.

Conte nazywał już Mourinho "małym człowiekiem" czy też "oszustem", sugerował mu też, że może posiadać "starczą demencję". Portugalczyk oczywiście nie pozostawał dłużny, jak wynika z jego słów Conte to "klaun". Przy okazji przyznał też, że popełnia błędy, ale nigdy nie został zawieszony za ustawianie meczów. To nawiązanie do sezonu 2012/2013, kiedy Włoch jako trener Sieny został zawieszony na cztery spotkanie, ale koniec końców oczyszczono go ze wszystkich zarzutów.

Mourinho rzadko udaje się wplątać kogoś w wojnę medialną, bo inni topowi menadżerowie jak choćby Pep Guardiola nauczyli się z nim żyć i czasami ignorować zaczepki. Conte z kolei przez jakiś czas nie zwracał uwagi na teksty o grze defensywnej, ale ostatnio znowu dał po sobie poznać, że wszystkie pstryczki zapamiętuje. Szkoleniowiec Chelsea przyznał, że nie może doczekać się na konfrontację z Portugalczykiem, do której dojdzie 25 lutego na Old Trafford - wtedy Manchester United zmierzy się z mistrzem Anglii.

I tu rodzi się pytanie: co się właściwie stanie? Wypowiedzi Conte momentami są pełne dziwnego mroku, sugerują, że może dojść nie tylko do ostrej wymiany słownej. Dawno nie było bowiem takiej pary trenerów, która na każdym kroku wręcz emanowałaby nienawiścią w swoją stronę. To tylko podgrzewa atmosferę przed meczem, ktorego stawką może być nawet wicemistrzostwo Anglii.