Przez jedną noc oczy całej Ameryki wpatrzone są zawsze w tą samą stronę. W czasach nieodwracalnego podziału, waśni wewnętrznych i kryzysów, które targają największego giganta na świecie, SuperBowl jednoczy niemal wszystkich. Przynajmniej w miłości do futbolu amerykańskiego, bo oczywiście sympatie ponownie dzielą kibiców na dwie grupy.

W niedzielny wieczór fanatycy jajowatej piłki byli dodatkowo podzieleni między oddanych Tomowi Brady'emu i kibicujących Orłom z Filadelfii. Chyba nawet mieszkańcy tego miasta nie mówili o sobie, jako o fanach Folesa.

Celebryta

Brady zasłużył sobie na miano legendy, być może najlepszego rozgrywającego w historii tego sportu. Ma wielką fortunę, piękną żonę, modelkę Gisele Bundchen, choć ceni sobie życie prywatne i ciężko o szczegóły z zacisza domowego. Dopiero niedawno zdecydował się odkryć nieco karty i wpuścił kamery do rezydencji w Brookline. O swojej grze mówi: – Kiedy się ze mną mierzysz, przygotuj się na śmierć, bowiem ja jestem na nią gotowy!

A umierać nie chce jeszcze. Ba, nawet odchodzić na emeryturę. Mimo 40 lat nadal chce kontynuować wspaniałą karierę, w której zdobył już pięć razy SuperBowl. Wcześniej musi jednak dogadać się z trenerem New England Patriots, gdzie spędził ostatnie 18 lat.

Bogobojny

Foles to dla odmiany przykładny wierzący, który po zakończeniu kariery najchętniej zostałby... pastorem. – Jestem chrześcijaninem i wierzę w Boga. A kiedy czynisz dobrze i pozostajesz skromny, oddajesz mu cześć – to motto życiowe rozgrywającego Philadelphia Eagles, nowych mistrzów NFL.

Najlepszy gracz niedzielnego meczu nie potrzebuje więc rozgłosu mediów, kontrowersji. Na boisko wychodzi nie, aby toczyć bitwę, a oddawać wysiłkiem cześć Bogu. Żonę poznał w trakcie gry na uczelni. Tori Moore nie jest dziś modelką, a byłą siatkarką, która dba o domowy mir. Dodajmy, że swego czasu Foles grał w jednej drużynie z ojcem Tori, Evanem Moorem w barwach ekipy z Filadelfii.

Rocky Foles

To nie koniec różnic – Brady trafił do Patriotów z odległego miejsca w drafcie (nr 199), ale od początku miał dawać sygnały, że jest gotowy na wielkie granie. – Jeśli na mnie postawicie, nie będziecie żałować – mówił działaczom New England. Obaj jednak musieli czekać na szansę. 29-latek z Arizony zadebiutował pod koniec 2012 roku, gdy Brady miał już na koncie pięć występów w SuperBowl i trzy tytuły mistrzowskie.

Początki były całkiem udane dla Folesa – wystąpił w Pro Bowl w 2013 roku i został wyróżniony nagrodą ofensywnego MVP tego spotkania. Miał też najlepsze ratio podań w tym samym roku. Kolejne lata nie były jednak już tak udane i Foles trafił najpierw do Saint Louis Rams, a następnie Kansas City Chiefs, zanim w marcu ubiegłego roku wrócił ponownie do Filadelfii. Na rezerwę jednak. Do grudnia był zastępcą Carsona Wentza. Dopiero kontuzja młodszego kolegi otworzyła drogę do chwały. Foles nie tylko wytrzymał ciśnienie, ale poprowadził Orły do mistrzostwa i to grając niemal premierowe spotkania w play offach (wcześniej miał na koncie tylko jedno spotkanie w 2013 roku).

Dziś cała Ameryka prześwietla nowego bohatera, człowieka z nikąd, który rozbił giganta futbolu amerykańskiego, niczym filmowy Rocky Balboa, który z biedy Filadelfii wdrapał się na szczyty zawodowego boksu, pokonując sławniejszych i większych. Sport kocha sensacje...