Chorwat brazylijskiego pochodzenia, który 25 lutego skończy 35 lat, nie jest jednak w pełni gotowy do gry piątkowym meczu z Zagłębiem Lubin w pierwszej tegorocznej kolejce ekstraklasy. To wynik urazu kręgosłupa, jakiego nabawił się w meczu z ekwadorską Barceloną SC podczas towarzyskiego turnieju Florida Cup. - Od kilkunastu dni normalnie trenuję z zespołem. Zdaję sobie sprawę, że straciłem część obozu przygotowawczego w USA z powodu kontuzji. Jednak jestem gotowy zagrać w części tego spotkania - powiedział Eduardo podczas środowego spotkania z dziennikarzami.

 

Do Polski przyleciał jako gwiazda europejskiej piłki. - Jestem przyzwyczajony do dużych oczekiwań w stosunku do mnie. Grałem w dużych europejskich klubach, które miały wielu kibiców. Tam była ogromna presja. Jednak nie mogę się doczekać, kiedy wyjdę na boisko. Jestem w Legii po to, aby decydować o wynikach meczów. Wiem, że stać mnie na to. Zdaję sobie sprawę, że będzie na mnie skupiona uwaga rywali, ale jestem na to przygotowany, bo tak było wszędzie, gdzie grałem - ocenił.

 

Ponad rok temu Eduardo po raz drugi w karierze opuścił Szachtar Donieck. Wrócił do Brazylii, gdzie związał się z Atletico Paranaense. Wydawało się, że w tym kraju zakończy karierę. - Gra w Brazylii nie oznacza wakacji. Rozgrywki ligowe w tym kraju są bardzo trudne. Również nie przykładałbym wagi do mojego wieku. Mogę grać na wysokim poziomie jeszcze przez kilka lat. Czuję się dobrze i jestem przygotowany do rundy - podkreślił.

 

Wpływ na jego decyzję miała osoba trenera Romeo Jozaka. - Nie musiał mnie specjalnie przekonywać, bo planowałem zostać w Europie na stałe. Akurat byłem w Chorwacji na wakacjach i spotkałem się na kawie z Jozakiem. Spodobał mi się cały projekt na rozwój Legii i szybko doszliśmy do porozumienia - przyznał.

 

Ostatni mecz w barwach Atletico Paranaense zagrał we wrześniu. Przyznał, że nie ma indywidualnego celu w tej rundzie. - Najważniejsze są cele zespołu, jak mistrzostwo i Puchar Polski. Chcemy to osiągnąć niezależnie od tego, kto będzie strzelał bramki. Najważniejszy jest cel całego klubu. Chciałbym jednak zostawić w Legii jakiś ślad po sobie. Mam nadzieję, że dzięki mojemu doświadczeniu młodsi piłkarze będą się lepiej rozwijać. Mimo dużego doświadczenia, przyleciałem do Polski również się uczyć. W każdym nowym miejscu można się czegoś nauczyć - powiedział Eduardo.

 

Zaprzeczył również, jakoby przyleciał do Polski na piłkarską emeryturę. - Z całym szacunkiem dla krajów Bliskiego Wschodu, ale to tam jest miejsce, aby kończyć karierę. Na pewno nie w Polsce. Jestem bardzo zmotywowany i nie ma mowy o emeryturze. Jeżeli chciałbym odpoczywać, to już dawno zakończyłbym karierę - dodał.

 

Prezes mistrzów Polski Dariusz Mioduski powiedział, że Eduardo będzie doskonałym nauczycielem dla innego napastnika Jarosława Niezgody. - Jak na razie, to ja mogę uczyć się od Jarka, ponieważ on gra w tej lidze od pewnego czasu i zna jej realia. Oczywiście mam nadzieję, że Jarek nauczy się ode mnie pewnych rzeczy. To samo dotyczy innych piłkarzy. To spowoduje, że trener będzie miał problem przy ustalaniu składu - zapewnił.

 

W lutym 2008 będąc zawodnikiem Arsenalu w wyniku brutalnego wślizgu rywala doznał otwartego złamania nogi w okolicach stawu skokowego. Na boisko wrócił po blisko roku. - Oczywiście, to zdarzenie zatrzymało moją karierę. Akurat byłem w świetnym momencie - miałem pewne miejsce w Arsenalu, a do mistrzostw Europy były cztery miesiące. Jestem szczęśliwy, że wróciłem do futbolu i to w dobrym stylu. Po tej kontuzji dobrze grałem jeszcze w Arsenalu, Szachtarze Donieck oraz reprezentacji Chorwacji. Jednak pojawiło się wiele niepochlebnych opinii. Jeżeli grałem dobrze, to mówiono, że miałem szczęście. Z kolei po słabszych wynikach słyszałem, że to wina kontuzji. To było najtrudniejsze. Chorwacka prasa wyjątkowo wytykała mi błędy. Teraz jestem na to bardziej odporny - przyznał napastnik, który w chorwackiej drużynie narodowej zadebiutował w 2004 roku i przez dekadę wystąpił w 64 spotkaniach; strzelił 29 bramek.

 

W piątek Legia zagra na wyjeździe z Zagłębiem Lubin. Trenerem "Miedziowych" jest inny były piłkarz Szachtara Donieck Mariusz Lewandowski. - Znamy się bardzo dobrze. To facet z charakterem. Staranie obserwowaliśmy najbliższego przeciwnika. Na pewno Zagłębie trudno jest pokonać na jego boisku. Jednak mamy silną kadrę. Mariuszowi życzę wszystkiego najlepszego oprócz piątkowego meczu - przyznał z uśmiechem.

 

Na Ukrainie Chorwat wynajmował mieszkanie od obecnego szkoleniowca Zagłębia. - Cały czas utrzymywaliśmy kontakt. W sumie w barwach Szachtara graliśmy razem przez sześć miesięcy, ale spotykaliśmy się jeszcze na ukraińskich boiskach. Przez cztery lata wynajmowałem mieszkanie od Mariusza. To bardzo pozytywna osoba. Dał mi klucze i powiedział "idź mieszkaj". Umowę sporządziliśmy później - przyznał Eduardo.