Adam Łuczka: W poniedziałek doszło do dość niecodziennej sytuacji, gdy polski saneczkarz Mateusz Sochowicz zapomniał o specjalnej masce (wizjerze) chroniącej twarz przed wiatrem. Jak ocania pan tę sytuację? Czy takie rzeczy zdarzają się podczas zawodów czy był to raczej odosobniony wyjątek?

Tomasz Koćmierowski: Z pewnością jest to rzecz niecodzienna, zwłaszcza, że zawodnicy walczą na torze o każdą tysięczną sekundy. Nasz reprezentant pojechał zaś bez wizjera, który niweluje skutki oporu powietrza powstającego przy prędkościach sięgających 130 km/h. Bez niego zawodnik traci dobry obraz, ciężko mu patrzeć na linię przejazdu. Mateusz podjął jednak decyzję, że zjedzie mimo wszystko.

Czy jest to tak naprawdę coś strasznego? No nie do końca... W poprzednich latach, gdy technika nie była tak zaawansowana, zdarzało się, że jeżdżono w ogóle bez wizjerów ochronnych. Nawet teraz, gdy trenujemy latem na sankorolkach, to często nie zakładamy masek, tyle że wtedy funkcjonujemy w zupełnie innych temperaturach. W Pjongczangu jest natomiast bardzo zimno i biorąc pod uwagę wysokie prędkości z pewnością nie była to sytuacja komfortowa. Jestem po rozmowie z Mateuszem, który powiedział mi jednak, że ze względu na zostawienie maski dużo niżej trzymał głowę.

Jak do tego doszło? W Pjongczangu panują duże mrozy. Nasz zawodnik chciał utrzymać wysoką ciepłotę ciała, żeby mięśnie były gotowe do startu i w tym celu założył płaszcz. Przed startem saneczkarze trzymają wizjer z tyłu, w taki sposób, że gumka jest z przodu. Zakładając płaszcz strącił niechcący maskę i co gorsza nie usłyszał żadnego dźwięku, gdyż spadła ona na torbę ze sprzętem.

Był to dziwny zbieg okoliczności. Teraz polskie środowisko jest bardzo podzielone i ludzie zastanawiają się czy była to brawura czy brak profesjonalizmu. Powiem tak... Zawodnik dostał zielone światło, a od tego momentu ma się 30 sekund na start. To rzecz jasna bardzo mało czasu na podjęcie decyzji. Pytanie co by było dla niego gorsze - trenować 4 lata i nie wystartować w igrzyskach czy zaryzykować i pojechać bez wizjera, bez którego tak czy siak można jeździć. Gdybym był na jego miejscu, też bym pojechał.

Jakie było ryzyko, że coś się stanie i Mateusz ucierpi?

Tor w Pjongczangu jest bardzo trudnym technicznie torem i dużo bardziej doświadczeni i lepsi technicznie zawodnicy mieli tam swoje problemy. Dla przykładu główny faworyt do mistrzostwa - Felix Loch - miał co prawda wizjer, ale 9. wiraż i szykana znajdująca się tuż za nim odebrała mu złoty medal... Myślę, że gdyby Niemiec też zapomniał wizjera i miał w perspektywie szanse na wywalczenie złota, to nie zastanawiałby się ani chwili.

Jak skomentowałby pan to, że nawet prezes Polskiego Związku Sportów Saneczkowych powiedział, że była to jednak trochę brawura. Tłumaczył on, że związek inwestuje w Mateusza i jeżeli stałoby mu się coś złego, to jego przyszłość w saneczkarstwie stanęłaby pod znakiem zapytania.

Przypomnę jeszcze raz... 30 sekund na decyzję, stres startowy, zawodnik patrzy się na zielone światło. Stwierdził, że nie ma nic do stracenia i pojedzie.

Cała rozmowa z Tomaszem Koćmierowskim w załączonym materiale wideo.

 

Od 9 do 25 lutego w ramach „otwartego okna” wszyscy abonenci Cyfrowego Polsatu będą mieli nieograniczony dostęp do 3 uruchomionych specjalnie na czas Zimowych Igrzysk Olimpijskich kanałów: Eurosport 3, Eurosport 4 i Eurosport 5, gdzie będzie można oglądać relacje z igrzysk w jakości HD i bez reklam.

 

Kanały dostępne będą na dekoderach Cyfrowego Polsatu pod numerami 222, 223, 224.

 

Dodatkowo zapewnimy polską oprawę komentatorską wydarzenia na tych kanałach, realizowaną przez dziennikarzy i ekspertów Polsatu Sport.