Polki uzyskały czas 3.03,11, zaś reprezentantki Korei Południowej 3.07,30. Podopiecznie trenera Krzysztofa Niedźwiedzkiego od początku prowadziły, w pewnym momencie rywalki traciły ponad pięć sekund.

W porównaniu do składu z ćwierćfinałów, w ekipie biało-czerwonych zabrakło 38-letniej Katarzyny Bachledy-Curuś. Zastąpiła ją debiutująca w igrzyskach Bosiek, która we wtorek, 20 lutego, skończyła 18 lat.

"We wtorek sprawiono mi niesamowitą niespodziankę. Był torcik w kształcie łyżwy. Jak weszłam do pokoju misji wszyscy zaczęli śpiewać +sto lat+" - powiedziała pełnoletnia już zawodniczka.

Polskie łyżwiarki wywalczyły medale w tej konkurencji na dwóch poprzednich olimpiadach; brąz w Vancouver (2010 rok) i srebro w Soczi (2014). Ale w tym sezonie Pucharu Świata ani razu nie znalazły się na podium. Do Pjongczangu w ogóle nie przyjechała jedna z zawodniczek Katarzyna Woźniak, która nie zdobyła żadnej kwalifikacji indywidualnej. W tej sytuacji szkoleniowiec zdecydował się na skład Czerwonka - Złotkowska - Bachleda-Curuś.

Praktycznie od początku igrzysk atmosfera wśród panczenistek daleka była jednak od ideału. Już po indywidualnej rywalizacji na 1500 m Czerwonka oraz Złotkowska sygnalizowały, że przygotowania nie przebiegały tak, jak powinny. Ich główny zarzut dotyczył zbyt małej - według nich - liczby wspólnych treningów pod kątem biegu drużynowego. Bachleda-Curuś natomiast ze spokojem mówiła, że wszystko było w porządku.

W poniedziałkowym ćwierćfinale Bachleda-Curuś na ostatnim okrążeniu zaczęła odstawać od koleżanek. Jak tłumaczyła popełniła błąd na zmianie, który wybił ją z rytmu. Wówczas biało-czerwone osiągnęły najgorszy rezultat spośród wszystkich ośmiu zespołów. Po starcie padły mocne słowa. Czerwonka najpierw kwestionowała przygotowanie fizyczne Bachledy-Curuś, a później narzekała na brak budowania w zespole "zaufania, współpracy i pełnego oddania".

Jedynym pozytywem tej sytuacji była szansa dla Bosiek, które zebrała cenne doświadczenie.

"Igrzyska to cenna lekcja, która wierzę, że pomoże mi w kolejnych latach kariery. Nauczyłam się radzić sobie z emocjami, atmosferą wielkiej imprezy. Dziś nie stresowałam się. Dużo rozmawiałyśmy ze sobą i podeszłyśmy do startu ze spokojem" - podkreśliła Bosiek, której wcześniej nie było jednak w Korei lekko.

"Niestety na igrzyskach zabrakło mojego trenera. Było mi bez niego chwilami bardzo ciężko. Na zajęciach nie miałam się do kogo zwrócić, szczególnie w słabszych momentach" - dodała.

Mistrzyniami olimpijskimi zostały Japonki, które w finale pokonały Holenderki. Po brąz sięgnęły Amerykanki.