24-letnia narciarka uzyskała trzeci czas zjazdu, a dzięki - jak to określiła - "najlepszemu slalomowi w życiu" sięgnęła po złoto w kombinacji.

Dzięki niej rodzina Gisin na drugich z kolei igrzyskach ma powody do świętowania. W Soczi w 2014 roku w zjeździe zwyciężyła jej osiem lat starsza siostra Dominique (ex aequo ze Słowenką Tiną Maze).

- Jej triumf stanowił dla mnie inspirację i motywację, ale nie w takim sensie, że chciałam jej dorównać, czułam się zazdrosna czy coś podobnego. Nigdy nie rywalizowałyśmy o prymat w rodzinie, a moment, gdy Dominique została mistrzynią olimpijską był najpiękniejszy w moim życiu. Do dziś... - zaznaczył młodsza z sióstr.

Jak przyznała, właśnie wtedy uwierzyła, że wszystko jest możliwie, zwłaszcza w sporcie. - I dzisiaj to zrealizowałam - powiedziała.

Dodała, że w rodzinnym domu w Engelbergu zapewne odbędzie się wielka feta, ale dopiero za ponad trzy tygodnie.

- Czekają mnie jeszcze starty w Pucharze Świata, a ja już bardzo tęsknię za domem, tak samo jak za szwajcarskim serem i czekoladą - zauważyła.

Gisin stanęła na podium obok Amerykanki Mikaeli Shiffrin i swojej rodaczki Wendy Holdener.

- To niewiarygodne, że znalazłam się w towarzystwie tak wyśmienitych slalomistek. Cały sezon czekałam na naprawdę udany przejazd w tej konkurencji i doczekałam się w najbardziej pożądanym momencie - podsumowała złota medalistka, której narty rodzice przypięli po raz pierwszy, gdy miała rok.