Mieszkający i trenujący w Szczecinie tyczkarz skoczył 5,85 w pierwszej próbie, co zapewniło mu trzecie miejsce na podium. Wcześniej zaliczył zrzutki na 5,60 i 5,80.

„To oczywiście psuje bardzo mocno i trzyma w napięciu. Naprawdę chciałem, żeby zagrano Mazurka Dąbrowskiego, ale się nie udało. W mistrzostwach świata byłoby to coś wspaniałego. Mam nadzieję, że to jeszcze przede mną” – skomentował wicemistrz świata ze stadionu.

Gdy poprzeczka zawędrowała na 5,85, Lisek zagrał va banque. Po pierwszej nieudanej próbie na 5,80 postanowił dwa kolejne podejścia przenieść właśnie na 5,85.

„Nie zastanawiałem się nad wysokościami. Stałem na rozbiegu, byłem na 99 procent przekonany, że skoczę 5,85, jeśli zrobię wszystko to, co miałem zrobić. Nawet z 5,90 też miałem takie uczucie i te próby naprawdę były dobre. Mogło być wyżej, ale taki jest sport. Nie zawsze jest po naszej myśli. Konkurs był długi, rozwlekał się w czasie” – mówił.

Przed zawodami w Birmingham poziom skoku o tyczce mężczyzn był na najlepszym w historii poziomie. Wydawało się, że na medal będzie trzeba uzyskać przynajmniej wynik 5,90.

„To są zawsze MŚ, a to, że ktoś skacze wyżej wcześniej, to o niczym nie świadczy i to jest nowy konkurs, nowe rozdanie. Gdybym miał go rozegrać jeszcze raz, to nie zmieniłbym niczego. Nie popełniłem nigdzie błędu, ale teraz będę chciał udowodnić w sezonie letnim, że stać mnie na naprawdę wysokie skakanie” – zapowiedział.

To czwarty brązowy medal międzynarodowej imprezy wywalczony przez Liska.

„Przyległo do mnie +brązowy chłopak+ i staram się to zmienić, ale ciężko wygrać z takimi zawodnikami, bo to gwiazdy wysokiego formatu” – ocenił.

Polacy w Birmingham wywalczyli pięć medali. Impreza zakończyła się w niedzielę.