Takich problemów zdecydowanie nie można lekceważyć, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się w niedzielę (śmierć Davide Astoriego). Kante opuścił do tego momentu trzy mecze w Premier League, a w pozostałych praktycznie zawsze grał od pierwszej do ostatniej minuty. I nie sprawiało mu to problemy, choć przez 90 minut biegał od rywala do rywala. Na piątkowym treningu wydarzyło się jednak coś strasznego.

Francuz normalnie trenował z drużyną, lecz nagle stracił przytomność! Jak poinformował "Telegraph", pozostali gracze Chelsea byli w szoku, myśleli, że Kante miał problem z sercem. Po natychmiastowych badaniach kardiologicznych ustalono, że z jego sercem wszystko jest w porządku. Mówi się, że omdlenie było spowodowane wahaniem temperatury.

Kante dostał zielone światło od lekarzy na występ w niedzielę, ale Conte - po wcześniejszej tragicznej informacji o śmierci Astoriego - nawet nie włączył go do meczowej kadry. Francuz udał się na Etihad Stadium i z wysokości trybun obejrzał niemoc kolegów, którzy przegrali 0:1. W poniedziałek pojawił się na treningu, a nad wszystkim czuwał lekarz. Ma też być gotowy na sobotnie spotkanie z Crystal Palace.