"Oczywiście największe wrażenie zrobił na mnie występ męskiej sztafety 4x400. I nie to, że wygrali, bo w biegu sztafetowym na wąskiej bieżni różnie może się to ułożyć, ktoś się potknie, popełni się błąd w strefie zmian, ale że ustanowili rekord świata. Ten wynik jest fantastyczny" – podkreślił Stawiarz, dodając, że obecny system szkolenia sprawia, że możemy spodziewać się wielu sukcesów w najbliższym czasie.

"Trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej oznacza, że pozycja polskiej lekkoatletyki jest ugruntowana i że możemy liczyć na sukcesy w najbliższych mistrzostwach Europy i za dwa lata na igrzyskach olimpijskich. Można powiedzieć, że wracają czasu Wunderteamu" – uważa.

Jego zdaniem podczas sierpniowych mistrzostw Europy w Berlinie Polacy mogą być tak mocni, jak w w 1958 roku w Sztokholmie i w 1998 roku w Budapeszcie.

"Przecież podczas HMŚ w Birmingham nie rozgrywano takich konkurencji jak młot czy dysk" – podkreślił.

Podczas zakończonych w niedzielę halowych mistrzostw świata zdobyli w Birmingham Polacy zdobyli pięć medali (dwa złote – Adam Kszczot na 800 m i sztafeta mężczyzn 4x400 m, dwa srebrne - Marcin Lewandowski na 1500 m i sztafeta kobiet 4x400 m i brązowy – Piotr Lisek skok o tyczce). W klasyfikacji medalowej biało-czerwoni uplasowali się na trzeciej pozycji za USA i Etiopią.