Jak na razie jest to sezon polskiego skoczka. Wygrał drugi raz z rzędu Turniej Czterech Skoczni, a w nim wszystkie cztery konkursy wyrównując rekord należący do Svena Hannawalda, zdobył złoty i brązowy medal na igrzyskach w Pjongczangu, wcześniej został zwycięzcą mini turnieju Willingen Five, rozgrywanego po raz pierwszy.

 

W najbliższą sobotę w Oslo rozpocznie się kolejny, RawAir, morderczy ale dobrze płatny. I na koniec konkursy na mamucie w Planicy, które zakończą olimpijski sezon, bardzo udany dla Polaków. A przecież może być jeszcze piękniej, jeśli Stoch odbierze tam Kryształową Kulę.


Byłby to jego drugi sukces w Pucharze Świata, ukoronowanie znakomitych występów, podobny do tego sprzed czterech lat, gdy zdobył dwa złote medale olimpijskie w Soczi.


Adam Małysz, dyrektor w Polskim Związku Narciarskim wierzy głęboko, że jest to możliwe. Stoch utrzymuje znakomitą formę, co więcej ostatni wygrany konkurs w Lahti pokazał, że nawet w lepszej niż można było oczekiwać. Polak znokautował tam konkurencję, skakał, a właściwie latał w innej lidze, co podkreślił między innymi Austriak Stefan Kraft, ubiegłoroczny zdobywca Kryształowej Kuli.


Stefan Horngacher, trener polskich skoczków twierdzi, że najgroźniejszym rywalem Stocha będzie potrójny medalista z Pjongczangu, Andreas Wellinger. 22 letni Niemiec, zajmujący trzecie miejsce w klasyfikacji PŚ ma jednak już 195 punktów straty do Stocha. Jego rodak Richard Freitag straty ma wprawdzie mniejsze (127 pkt), ale ostatnio nie skacze tak dobrze jak młodszy kolega.


Kolejne miejsca zajmują Norwegowie: Daniel Andre Tande (- 240 pkt) i Johann Andre Forfang (-408), ale kolejne konkursy (w tym Vikersund) rozegrane zostaną na ich terenie. A na koniec jeszcze dwa indywidualne na kolejnym mamucie, w Planicy. Norwegowie są wspaniałymi „lotnikami”, więc szczególnie Tandego w tej rywalizacji bym nie skreślał. I szóstego Krafta (459 pkt straty), który będzie walczył o podium w klasyfikacji generalnej. Ale w starciu ze Stochem, jeśli oczywiście nie zdarzy się nic nieprzewidzianego, szans nie ma chyba już żadnych.


Dziesiąty Dawid Kubacki zapewne też ma swoje cele. Od piątego Forfanga dzieli go zaledwie 90 punktów, a olimpijskiej formy przecież nie stracił. Trzynaste miejsce zajmuje Stefan Hula, czternaste, wspólnie ze Słoweńcem Jernejem Damjanem, Piotr Żyła. Oni też, podobnie jak Maciej Kot (21 miejsce) mają jeszcze dużo pary w nogach i powalczą o dobre wyniki, szczególnie w konkursach drużynowych. Są przecież mistrzami świata, trzecim zespołem igrzysk w Pjongczangu, drugim w miniony weekend w Lahti.


Ten sezon jednak jeszcze się nie skończył, przed nami wciąż wielkie emocje i zapewne dużo radości.