Bielszczanki były w środę zespołem lepszym w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Nawet, gdy gubiły się w przyjęciu, to potrafiły skutecznie atakować z wysokiej piłki, co zupełnie nie udawało się toruniankom. Wygrały szybko, w każdym secie mając sporą przewagę punktową.

- Potrzebowałyśmy takiego spotkania, żeby wygrać w końcu 3:0 - w przekonujący sposób. W każdym elemencie dominowałyśmy. Pierwsza czwórka w tabeli się oddaliła. Całe szczęście jesteśmy bezpieczne i spadek nam nie grozi. Żałujemy, że nie zagramy o medale. Została kilka meczów do końca rozgrywek i chcemy pokazać się z jak najlepszej strony - oceniła Sobolska, która jest reprezentantką Belgii.

Dodała, że przed meczem ona i koleżanki wiedziały, w jakiej sytuacji jest zespół z Torunia i spodziewały się trudnej przeprawy.

- Szczerze? Myślałam, że będą mocniej walczyły niż zobaczyliśmy to na boisku. Byłyśmy skoncentrowane na tym, żeby zacząć dobrze. Nieźle serwowałyśmy, ale rywalki popełniły też wiele niewymuszonych błędów w przyjęciu - podkreśliła Sobolska.

Podobnie mecz komentowała doświadczona przyjmująca BKS, wielokrotna reprezentantka Polski Aleksandra Jagieło.

- Zależało nam bardzo na tym zwycięstwie po ostatnich meczach, które nie wychodziły nam tak, jakbyśmy chciały. Odbudowałyśmy się. Wiedziałyśmy, że jeżeli zagramy dobrze zagrywką, to będzie nam łatwiej. To się potwierdziło. W pewnym momencie naszym zadaniem było tylko przebicie piłki na drugą stronę, bo przeciwniczki popełniały dużo błędów i nie opłacało się bardziej ryzykować. Gratulacje dla naszego całego zespołu, bo zrobiłyśmy to, co miałyśmy zrobić - powiedziała Jagieło.

BKS plasuje się w środku ekstraklasowej stawki. Do Torunia bielszczanki przyjechały po porażkach z ŁKS-em Łódź i Chemikiem Police. Torunianki przed środowym meczem zanotowały dwa zwycięstwa (w derbach z bydgoskim Pałacem oraz na wyjeździe z Legionovią), które realnym uczyniły pozostanie w ekstraklasie.

- Jeżeli spojrzymy na liczby, to bielszczanki miały dużo większe kłopoty w przyjęciu, ale wykorzystały sytuacyjne piłki, czego my nie potrafiłyśmy zrobić. Przykre jest to, że pod dwóch meczach, w których walczyłyśmy i wierzyłyśmy w zwycięstwo, dzisiaj znów nie podjęłyśmy rękawicy. Bez wiary podeszłyśmy do końcowego wyniku i skończyło się to tak, jak się skończyło. Wróciłyśmy do swojej starej gry, że z tym można walczyć, a z tamtym nie można - oceniła spotkanie rozgrywająca gospodyń Marta Wójcik.

Doświadczona siatkarka dodała, że nie można bać się takich drużyn jak BKS, który przecież do tego meczu wygrał o zaledwie dwa spotkania więcej w lidze w tym sezonie.

- Mam nadzieję, że wrócimy od następnej kolejki z większą wiarą i powalczymy o utrzymanie Budowlanych w ekstraklasie. Momentami wyglądałyśmy tak, jakbyśmy się przed chwilą pierwszy raz spotkały - podkreśliła Wójcik.

W kolejnej serii gier torunianki zagrają na wyjeździe z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 16 marca. BKS dwa dni później podejmie u siebie Trefla Proximę Kraków.