Kamil Karczmarek: Czy mógłby Pan opisać w jaki sposób doszło do tego, że obecnie korzysta Pan z protezy? 
 
Wojciech Taraba: W 2004 roku na Kasprowym Wierchu uległem poważnemu wypadkowi. Przeceniłem lekko swoje możliwości i przy ogromnej prędkości wybiło mnie na różnicy pomiędzy śladami ratraka. W czasie upadku złamałem kość strzałkową i piszczelową. W czasie leczenia szpitalnego lekarze popełnili szereg błędów i po 4 miesiącach w 5 polskich szpitalach i 12 poważnych operacjach, podjąłem decyzję o amputacji nogi w podudziu. Od tamtej pory korzystam z protezy. 
 
Co sprawiło, że mimo niepełnosprawności nadal jeździ Pan na snowboardzie?
 
Kocham snowboard, jeżdżę od 1997 roku i po wypadku od razu myślałem o powrocie na deskę. Stąd też między innymi decyzja o amputacji, ponieważ nawet gdyby udało się uratować kończynę, to byłaby ona jedynie podpórką nie nadającą się do uprawiania sportu. Zajęło mi 8 lat, żeby wszystkie elementy, proteza, kikut nogi i możliwości finansowo-życiowe pozwoliły na powrót do snowboardu. Potrzebowałem też osoby, która w odpowiedni sposób zmotywuje mnie i dzięki wspólnemu znajomemu poznałem moją obecną trenerkę Gochę Kelm. Po pierwszych próbach jazdy okazało się, że nie ma z tym najmniejszego problemu i od tamtej pory jeżdżę i ścigam się na snowboardzie z powrotem.
 
W Pjongczangu wystartuje Pan po raz drugi na igrzyskach paraolimpijskich. Jak wspomina Pan start w Soczi? Czy był Pan zadowolony z 15. miejsca?
 
Start w Soczi był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po pierwszym wyjeździe na snowboard po wypadku okazało się, że radzę sobie na tyle dobrze, że obecny Prezes Komitetu Paraolimpijskiego Łukasz Szeliga zaproponował mi przygotowanie się do igrzysk. Były na to niecałe 2 lata. Soczi było ogromnym przeżyciem, atmosfera igrzysk paraolimpijskich była niesamowita, mimo napiętej sytuacji geopolitycznej i militaryzacji całego przedsięwzięcia. Start był bardzo stresujący. Tor na którym się ścigaliśmy był bardzo techniczny i nieprzyjemny do jazdy, a pogoda zmienna. Pierwszy przejazd odbywał się w zupełnie innych warunkach niż ostatni. 15. miejsce było ogromnym sukcesem tym bardziej, że po pierwszym przejeździe nic nie zapowiadało takiego wyniku.
 
Czym dla Pana jest start na igrzyskach paraolimpijskich? Czy jest to spełnienie pańskich marzeń?
 
Pierwszy start na igrzyskach był niesamowitym doznaniem. Teraz po dziesiątkach pucharów świata i 2. edycjach mistrzostw świata traktuje igrzyska trochę jak kolejne zawody, tylko z trochę większą otoczką i zainteresowaniem mediów. Oczywiście presja jest większa, ale nauczyłem sobie z nią radzić. Przed swoim wypadkiem nigdy nie myślałem o karierze zawodniczej. Snowboard był przede wszystkim przyjemnością. Odkąd zacząłem się ścigać już po wypadku, podchodzę trochę inaczej, ale start na igrzyskach traktuję bardziej jako zwieńczenie pewnej drogi, a nie spełnienie marzeń. Nie prosiłem o to złotej rybki, ciężko na to z trenerką pracowaliśmy.
 
Startuje Pan w snowboardcrossie. Jak wygląda rywalizacja w tej konkurencji wśród paraolimpijczyków?
 
Starty w snowboardcrosie w formule paraolimpijskiej różnią się przede wszystkim tym, że w heatach finałowych ścigamy się w parach, a nie w czwórkach jak na pucharach świata fis, albo w szóstkach jak na igrzyskach olimpijskich. Chociaż Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski przymierza się również do rozszerzenia naszej rywalizacji do 4. Tory różnią się też od tych dla sportowców pełnosprawnych. Na kickerach latamy po 15 metrów, a nie po 25/40 jak pełnosprawni, chociaż nasze tory robią się też coraz trudniejsze. W pucharach świata w fińskim Pyha ścigaliśmy się na torze, na którym trenowali olimpijczycy z kilku krajów, w tym Pierre Vaultier, czyli złoty medalista z Pjongczangu. Także wraz ze wzrostem naszego poziomu różnice się zacierają.
 
Jaki jest największy sukces w pańskiej karierze sportowej?
 
Największym sukcesem jest 11. miejsce zdobyte na mistrzostwach świata w Hiszpańskiej La Molinie. Sukcesem niewątpliwie jest to, że mimo kompletnego braku sponsorów i pomocy pokrywającej absolutne minimum ze strony instytucji zajmujących się sportem niepełnosprawnych takich jak PKpar i PZSN Start, jestem w stanie regularnie punktować w pucharach świata i nawiązywać walkę z zawodnikami teamów, które na śniegu trenują po 200 dni w roku, a nie 50/60 jak ja.
 
Czy stawia sobie Pan jakiś cel na start na igrzyskach w Pjongczangu?
 
Na igrzyskach w Pjongczangu chciałbym się znaleźć w pierwszej dziesiątce. Byłby to ogromny sukces, ale również powtórka z Soczi, czyli 15. miejsce będzie świetnym osiągnięciem.
 
Więcej relacji z XII Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich w Pjongczangu przygotowane przez redakcję portalu igrzyska24.pl już wkrótce!