Maciej Turski: Do gali pozostało tylko kilka dni, więc kilka słów o przygotowaniach, które już za tobą i samopoczuciu, które aktualnie siedzi w tobie. Z jakim nastawieniem podchodzisz do tego pojedynku?

Michał Andryszak: Można by to określić jednym słowem, ale troszkę się rozwinę. Czuje się dobrze. Przygotowania przeszły bez żadnych przykrych niespodzianek i kontuzji. Od dawien dawna nie kojarzę przygotowań, które byłyby tak udane. Jestem w bardzo dobrej formie, jestem przygotowany. Nie mogę doczekać się soboty.

Philip de Freis w rozmowie z nami powiedział, że w dywizji ciężkiej bardzo często pojedynki kończą się przed czasem i wasz pojedynek również może tak wyglądać. Czy ty też jesteś zdania, że trzeba być gotowym od pierwszych sekund, bo wszystko może się rozstrzygnąć bardzo szybko?

Tak, wszystko się może zdarzyć. Jestem gotowy na każdą ewentualność. Mam kilka planów i każdy przewiduje inny czas. Jeden z nich przewiduje też walkę na pełnym dystansie. Wiadomo, że każdy chce skończyć przed czasem i każdy chce wygrać jak najszybciej, ale nie zawsze jest tak, jak by się chciało. Waga ciężka to waga ciężka. Jeden cios jest powielany i powtarzany cały czas, ale jeden cios zmienia obraz całej walki i tak samo może być tutaj. Nie ukrywajmy, on swoje walki kończy przed czasem, ja kończę przed czasem, więc statystycznie na papierze wygląda to bardzo prawdopodobnie, że i tym razem tak to się zakończy.

Jesteś nadal bardzo młodym zawodnikiem. Otrzymujesz szansę walki o pas mistrzowski. Presja zmiany pokoleniowej, która niewątpliwie następuje w MMA i oczekiwania wobec zawodników młodego pokolenia, do którego się zaliczasz, na tobie ciąży, że jednak w twojej osobie kibice będą doszukiwać się następcy bohaterów, których śledzili przez lata?

Nie odbieram tego w takich kategoriach. Tak naprawdę jeszcze do końca nie dopuszczam do swojej głowy faktu, że to jest walka o pas. Traktuję to tak, jak każdą kolejną walkę i to już jest to dość sporym ciężarem psychicznym dla mnie. Pomimo zewnętrznego spokoju trudy przygotowań dają mi się we znaki. To, czy to jest walka o pas, czy nie, nie ma dla mnie znaczenia. Najbardziej się martwię, żeby nie zrobić czegoś głupiego i nie mieć jakiejś gafy.

Zerkasz na resztę roosteru dywizji ciężkiej co może się ewentualnie zdarzyć później, czy zostawiasz to z tyłu głowy?

Na razie skupmy się na walce, która jest. Przeciwnik, z tego co widzę, prezentuje całkiem dobrą formę i chyba naprawdę mocno się przyłożył do tej walki. Jest kawał chłopa, jest duży facet. Nie spodziewałem się, że będzie taki spory. Skupmy się na tym, bo na pewno czeka mnie ciężka walka.

 

Cała rozmowa z Michałem Andryszakiem w załączonym materiale wideo.