Na zgrupowaniu w Arłamowie przebywa 32 zawodników. W poniedziałek Nawałka będzie musiał odrzucić dziewięciu graczy.

"Kiedy prowadziłem reprezentację, kadrę ogłosiłem jeszcze przed zgrupowaniem, a Adam mógł zabrać do Arłamowa więcej piłkarzy. Wszyscy mówią, że to są trudne i kontrowersyjne decyzje. Ale proszę sobie przypomnieć jedną rzecz: po mnie reprezentację objął Leo Beenhakker i piłkarze, których nie zabrałem do Niemiec, nie byli powoływani również przez niego – powiedział Janas.

Ogromne kontrowersje wzbudził brak w jego drużynie Jerzego Dudka, Tomasza Frankowskiego, Tomasza Kłosa i Tomasza Rząsy, którzy wcześniej z powodzeniem grali w eliminacjach.

- Gorzej byłoby gdybym ich zabrał i posadził na ławce. Dzięki temu, że ich nie zabrałem, inni dostali szansę. Rozmawiałem z piłkarzami w listopadzie 2015 po tym, jak wywalczyliśmy awans. Powiedziałem im, że wszystko będzie zależało od tego, czy będą grać w swoich klubach – zdradził Janas.

Pomimo upływu czasu pominięci zawodnicy wciąż pamiętają tamtą sytuację.

- Było minęło. Wszyscy pytali, czy trener Antoni Piechniczek przeprosił, że nie zabrał mnie na mundial do Meksyku w 1986 roku. Przecież zostałem wtedy wybrany najlepszym obcokrajowcem ligi francuskiej. 32 lata minęło i ja mam to jeszcze rozpamiętywać?! Mam się na niego gniewać? Przecież z Piechniczkiem osiągnąłem największy sukces w życiu, bo mam medal mistrzostw świata (trzecie miejsce na MŚ w Hiszpanii w 1982 roku)" – podkreślił były selekcjoner.

Na zgrupowaniu w Arłamowie z urazem przeciążeniowym ścięgna Achillesa zmaga się Kamil Glik, co martwi Janasa.

- Boję się o naszą defensywę. Mam nadzieję, że wszystko się wyprostuje. Kamil był mocno eksploatowany w tym sezonie i przede wszystkim powinien odzyskać świeżość. Nawet Robertem Lewandowskim trenerzy Bayernu "żonglowali", a Kamil grał cały czas. Dodatkowo zmagał się w Monaco z takimi upałami, jakie teraz mamy w Arłamowie. Pamiętam to doskonale z czasów, jak sam grałem we Francji. Poza tym nie mamy typowego lewego obrońcy. Jest Maciej Rybus, ale dla mnie to bardziej skrzydłowy. Bartek Bereszyński z kolei jest raczej prawym obrońcą – ocenił.

Przeciwnikami Polaków w grupie H będą kolejno: Senegal (19 czerwca w Moskwie), Kolumbia (24 czerwca w Kazaniu) i Japonia (28 czerwca w Wołgogradzie).

 

- Mamy bardzo trudnych rywali, bo przecież piłkarze z Senegalu grają w dobrych klubach. Ale my też nie możemy narzekać. Przede wszystkim piłkarze występują regularnie w swoich klubach, z czym za moich czasów był duży problem. Co prawda Kuba Błaszczykowski i Arek Milik są dopiero wprowadzani po kontuzjach, ale myślę, że wrócą do formy na mundial – ocenił Janas.

Prowadzona przez niego reprezentacja wystąpiła w mistrzostwach świata w 2006 roku. W grupie A z Niemcami, Ekwadorem i Kostaryką Biało-Czerwoni zajęli trzecie miejsce, po dwóch porażkach i jednym zwycięstwie.

- Nie chcę narzekać na premiera Kazimierza Marcinkiewicza, który przed meczem z Ekwadorem przyszedł do szatni. Nie zdołałem powiedzieć piłkarzom nawet słowa. Nie miałem możliwości, aby zmobilizować zespół. Wokół był tłum ochroniarzy i panowało zamieszanie. Śmichy-chichy, ochroniarze oglądali buty piłkarzy, ochraniacze. Co innego po meczu z Niemcami. Przyszedł do nas prezydent Lech Kaczyński z żoną. Podziękował za walkę, choć przegraliśmy wtedy 0:1 – wspominał Janas.

Podkreślił, że trener Nawałka ma obecnie większe możliwości od niego.

- Przede wszystkim ma większy sztab, który dokładniej monitoruje piłkarzy. Za moich czasów na etacie w PZPN byłem tylko ja, a pozostali otrzymywali wynagrodzenie jedynie za pracę na zgrupowaniach. Byli Maciek Skorża, Jacek Kazimierski, Zbyszek Jastrzębski od przygotowania fizycznego, dwóch masażystów, doktor i kierownik. Były oszczędności. Jak wybieraliśmy się na mecz, to proszono nas, żeby nie był to za długi wyjazd. Teraz jest inaczej. Adam ma duży sztab, a do dyspozycji nawet informatyków – podsumował Janas.

Przed mundialem Biało-Czerwonych czekają jeszcze dwa mecze kontrolne. 8 czerwca w Poznaniu ich rywalem będzie Chile, a cztery dni później zagrają w Warszawie z Litwą. Następnego dnia kadra Nawałki wyleci do swojej bazy w Soczi.