Od samego początku starcie Jacksona z Philem Brooksem, znanym także jako CM Punk, budziło kontrowersje, Dwóch zawodników o skromnych umiejętnościach, jeśli chodzi o MMA, o ujemnym rekordzie z praktycznie zerowym doświadczeniem. A w karcie wstępnej wylądowali przecież tacy zawodnicy jak Alistair Overeem  (43-17-1NC, 21 KO, 17 SUB), Curtis Blaydes (10-1-1NC, 8 KO), Ricardo Lamas  (18-7, 5 KO, 5 SUB) czy Mirsad Bektic (13-1, 6 KO, 3 SUB).

 

To był jednak zabieg marketingowy największej organizacji MMA na świecie i każdy zdawał sobie z tego sprawę, nawet jeśli się z tym nie zgadzał. Zgodnie z planem walka nie porwała fanów, momentami była nudna i przede wszystkim jednostronna. Jackson miał wszystko pod kontrolą przez pełen kwadrans i zasłużenie zapisał na koncie pierwszą wygraną w karierze.

 

Problemem był jednak styl oraz podejście zwycięzcy. Jackson nie sprawiał wrażenia, jakby za wszelką cenę chciał wygrać przed czasem, bo choć miał kilka sytuacji, by pokusić się o nokaut, to zawsze wybierał bezpieczny wariant. Na Twitterze próbował żartować, że nie chciał ryzykować, bo co to byłoby za uczucie, gdyby przegrał z CM Punkiem, ale po zakończonej gai z pewnością nie było mu do śmiechu.

 

Wszystko przez słowa szefa UFC na konferencji prasowej. Dana White od zawsze był wyczulony na zawodników, którzy nie pasują do jego koncepcji i nie robią wszystkiego, by wygrać efektownie, jeśli mają na to okazję.

 

- Ten gość zachowywał się jak przygłup. Nawet przez chwilę nie chciał wygrać przed czasem. Nigdy nie spróbował. Nie wiem, co robił wcześniej, zanim daliśmy mu tę walkę, ale cokolwiek to było, musi do tego wrócić. Dla mnie ma rekord 0-2 - przyznał.

 

I poszedł też o krok dalej, chyba rozwiewając wątpliwości, co do jego przyszłości.

 

- To wszystko, jeśli chodzi o jego karierę w UFC. Mam przeczucie, że to totalny idiota. Nie mogłem się doczekać, aż ta walka się zakończy i żałowałem, że nie umieściłem jej na Fight Passie - dodał.