Piątkowy trening poprzedzający zawody pod szyldem Norrbil Swedish FIM Grand Prix uspokoił Macieja Janowskiego. „Wiedzieliśmy w moim teamie, że silniki są szybkie i nie było większych obaw o sportowy wynik. Jednak początek zawodów był zatrważający i bardzo trudny. Zerowy dorobek w pierwszym wyścigu… Mimo to starałem się, aby moje myśli nie krążyły wokół nieudanego wyścigu. Skoncentrowałem się na wyjściu spod taśmy. Dokonaliśmy drobnych korekt, ale największą zmianą była praca nad zabłoconymi goglami! Napracowałem się nieludzko, aby wypucować gogle, więc postanowiłem, że będę maksymalnie skupiony podczas kolejnych startów. A kiedy udało się awansować do ścisłego finału, żartowaliśmy sobie z moim kolegą klubowym ze Sparty Wrocław – Taiem Woffindenem, że nie będziemy przybijać „piątek” przed finałem, gdyż to przynosi pecha! Tai jest w świetnej formie, praktycznie nie popełnia błędów, więc trudno będzie go doścignąć, ale postaram się o dobry wynik w Cardiff” – rzekł Maciej Janowski, który wygrał turniej GP w Hallstavik aż sześciokrotnie całując szachownicę.

 

To iście fascynujące zważywszy, że pierwszy kontakt z torem w Hallstavik ocierał się o przykre wspomnienia. Kiedy młodziutki Magic przybył do leśnych ostępów na turniej rocznicowy Grega Hancocka, tak bardzo radował się jazdą dla amerykańskiego przyjaciela, że uczestniczył w karambolu i wylądował za... bandą! Złe miłego początki – chciałoby się rzec. Od testimonialu Grega Hancocka po piąte turniejowe zwycięstwo w cyklu Grand Prix… Piekielnie wyboista droga.

 

Cesarstwo za dwudziesty wyścig

 

Maciej przyjechał za plecami Woffindena, Holdera i Hancocka w premierowym biegu GP Szwecji, ale choć najbardziej smakuje zwycięstwo w finałowej batalii, najpiękniej wspomina dwudziesty wyścig. Magicowi przypadło wówczas w udziale niewdzięczne czwarte pole startowe. Pewnie gdyby nie starty w uwodzicielskiej Elite League (teraz Premiership), Maciej nie zastosowałby złotego wariantu. W dwudziestym wyścigu Magic delikatnie zdrzemnął się na starcie, ale od czego jest spryt… Błyskawicznie zareagował i obrał ścieżkę przy wewnętrznej. Przed nim panował nieludzki ścisk, bo o punkty w ostatnim wyścigu serii zasadniczej zaciekle walczyli Doyle, Zagar i Dudek. Patryk potrzebował oczek jak kania dżdżu. Doyle uciekł pod płot, ale Maciej wysforował się na drugie miejsce. Wrocławianin, który przemierzył już tory od argentyńskiego Bahia Blanca po Melbourne, wie, że warto przygotować sobie atak i nie działać na łapu-capu. Rzucił się w rozsądną pogoń za indywidualnym mistrzem świata i na pierwszym łuku czwartego okrążenia Maciej kapitalnie skontrował na szczycie wirażu. Czuł oddech od Słoweńca Mateja Zagara, więc zgrabnie zatańczył na wirażu i szybko, acz płynnie wyprostował motocykl na wyjściu z łuku. Doyley nie spodziewał się takiego manewru, a Maciej umiejętnie wszedł pod łokieć Australijczyka i wygrał wyścig. Majstersztyk, po którym aż mrozi się krew w żyłach…

 

Doyley potrzebował przynajmniej dwóch punktów w tym wyścigu, aby wturlać się do półfinału. Mistrz świata nie powiększył dorobku w półfinale i po czterech turniejach znajduje się poza gronem ośmiu zawodników, a więc na dziś Jason nie ma gwarancji występu w GP’2019! Oto jak przewrotne jest życie sportowca… Jason magazynuje energię na turniej, który odbędzie się w jego „drugim” domu, czyli w walijskim Cardiff.

 

Tymczasem z rywalizacji o prawo gospodarza GP Australii’2019 odpadła Canberra. Do szczęścia niewiele zabrakło… Stadion GIO w Bruce, zlokalizowany na zachodnich przedmieściach Canberry może pomieścić 28 000 widzów. „Bardzo staraliśmy się o organizację GP Australii na żużlu, ale kwestia rozbiła się o kilka istotnych drobiazgów. BSI/IMG sprzedaje bilety przed sieć Ticketmaster, a nasz stadium korzysta z usług Ticketek… BSI/IMG ma swoich sponsorów, a stadion w Bruce, na którym grają rugbiści i przedstawiciele futbolu australijskiego ma swoich sponsorów. Nie udało się dojść do porozumienia w tych kwestiach, a szkoda, bo niedaleko funkcjonuje kilka żużlowych ośrodków” – rzekł John Walker, oficer prasowy stadionu GIO.

 

W wyścigu o prawo organizacji GP Australii wciąż pozostaje tor Gillman (przedmieścia Adelajdy) i Ipswich (40 kilometrów od centrum Brisbane. BSI/IMG usilnie walczy o australijską rundę. Powód jest oczywisty: to kolebka speedwaya i ojczyzna aktualnego mistrza świata Jasona Doyle’a…

 

Freddie odżył po Horsens

 

Szwed przez kilka dni trawił przeciętny występ w Horsens. Turniej o GP Danii był koszmarem z perspektywy ambitnego jegomościa z Orebro. Freddie Lindgren nie kryje, że celuje w medal (jakiegokolwiek koloru), przeto złościł się na siebie, że podczas GP Danii pojechał poniżej poziomu. W Hallstavik nie błyszczał refleksowo, ale wybierał mądre ścieżki, przeważnie podczas pokonywania pierwszego okrążenia… „Jestem bardzo szczęśliwy z występu w Hallstavik. Moje ego ucierpiało podczas GP Danii. Wyjścia spod taśmy nie były na poziomie jakiego od siebie wymagam, ale mój umysł był kreatywny na dystansie. Odrabiałem straty nawet po przegranym starcie. Bardzo potrzebowałem takiego występu. Bardzo cenię zaangażowanie szwedzkich fanów, więc podium jest znakomitym osiągnięciem” – rzekł Fredrik Lindgren, który ma 11 punktów straty do Taia Woffindena.

 

Sentymentalny powrót do cyklu GP zanotował Andreas Jonsson. Urodzony w Hallstavik Andreas był srebrnym medalistą Speedway Grand Prix w 2011 roku. Założył też na szyi złoto za juniorski czempionat zdobyte w 2000 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Warto uświadomić sobie spuściznę dziejową Szweda… Andreas jeździ dla Rospiggarny Hallstavik, a od 2002 aż do 2016 roku ścigał się w cyklu mistrzostw świata. Wygrał dziewięć turniejów Speedway GP. Wystąpił w 158 turniejach GP, wziął udział w 850 wyścigach (!!!) i zgromadził aż 1377 punktów. AJ dzielnie walczył o każdy punkt w zawodach rozegranych 7 lipca. 7 punktów to solidny dorobek Andreasa. Teraz AJ skupia się na tym, aby jego starszy syn chłonął naukę i czerpał wiedzę od Joakima Nystroema, mistrza gry podwójnej (z Matsem Wilanderem) na Wimbledonie w 1986 roku. Nystroem trenuje starszą latorośl Andreasa, a przecież każdy tata ścigający się na żużlu, chciałby, żeby jego synek zdrowo się chował. A jeśli przy okazji kiedyś zaprosi tatę na finał debla panów przy Somerset Road i Church Road w Londynie, to już inna sprawa godna przedyskutowania podczas konsumpcji truskawek ze śmietaną…