Jagger przyjechał na końcówkę mundialu, po tym jak w niedzielę w Warszawie wraz z zespołem zakończyli tegoroczną trasę koncertową. We wtorek zasiadł na trybunach w Sankt Petersburgu, by obserwować półfinał Francja - Belgia (1:0), w środę przeniósł się do stolicy na mecz Anglii z Chorwacją.

Muzyk, który 26 lipca skończy 75 lat, ostatnio regularnie bywa na wielkich piłkarskich imprezach. W 2014 roku oglądał na Maracanie w Rio de Janeiro finał MŚ między Niemcami a Argentyną (1:0), a cztery lata wcześniej w RPA był na spotkaniu Amerykanów z Ghaną (1:2), które śledził w towarzystwie byłego prezydenta USA Billa Clintona. Następnego dnia kibicował z kolei Anglikom w pojedynku 1/8 finału z Niemcami, który jego rodacy przegrali 1:4.

Na meczu 1/4 finału między Brazylią a Holandią pokazał się w żółtej koszulce "Canarinhos" w towarzystwie syna Lucasa, który w połowie jest Brazylijczykiem. "Pomarańczowi" zwyciężyli 2:1.

Jagger, również zagorzały fan krykieta, nie przynosi szczęścia drużynom, które dopinguje. W trakcie poprzedniego mundialu przed meczem Anglii z Urugwajem napisał na Twitterze: "Do boju Anglio! Bądź tą, która wygra!!". Skończyło się 2:1 dla Urugwaju. Będący w trakcie trasy koncertowej wokalista przed występem Rolling Stones w Rzymie życzył sukcesu Włochom w starciu z Urugwajem, a było 0:1.

Wcześniej, podczas koncertu w Lizbonie, Jagger powiedział, że Portugalia może sięgnąć w Brazylii po tytuł, a odpadła w fazie grupowej.

Na półfinał Brazylia - Niemcy do Belo Horizonte wybrał się osobiście z synem i gospodarze turnieju doznali klęski 1:7. Mundial w Rosji dopisał kolejny rozdział tej historii.