Tytuł mistrz świata organizacji WBO w wadze superpiórkowej, taka jest stawka sobotniej walki. Brzmi naprawdę zachęcająco, by nie powiedzieć dumnie. Dla  Portorykańczyka  i Japończyka, to pierwsza w karierze szansa, by sięgnąć po cenny pas.


23-letni, urodzony w Filadelfii Diaz (23-0, 15 KO) idzie na zawodowych ringach od zwycięstwa do zwycięstwa, ostatnie cztery walki wygrał przed czasem, ale sam przyznaje, że nie oczekiwał iż kiedykolwiek będzie się bił o mistrzowski pas.

Cztery lata starszy Ito (23-1-1, 12 KO) ma na koncie porażkę i remis. Przegrał ze swoim rodakiem Rikki Naito dwa do remisu trzy lata temu, a wcześniej zremisował z innym Japończykiem, jeszcze na początku kariery. Ito jest znacznie wyższy od Diaza i co warto podkreślić dotychczasowe walki toczył tylko w Japonii. A jego rywal będzie się czuł w Kissimmee jak u siebie w domu.

Obaj pochodzą z krajów mających piękne, bokserskie tradycje. Portoryko to takie sławy jak Wilfredo Gomez, Wilfred Benitez, Felix „Tito” Trinidad czy Miguel Angel Cotto, historycznie rzecz biorąc największe gwiazdy z tej pięknej wyspy. Dziś Diaz miałby szansę dołączyć do czterech aktualnie urzędujących czempionów, jeśli oczywiście pokona twardego kandydata na mistrza z Kraju Kwitnącej Wiśni.


Japonia nie tak dawno jeszcze miała ich najwięcej na zawodowych ringach. Dziś gwiazdami są Naoya Inoue, który gasi rywali jak świeczki nokautującymi ciosami, ma pasy w trzech kategoriach wagowych i szanse wygrać rozpoczynający się jesienią World Boxing Super Series w wadze koguciej. Innym, bardzo popularnym pięściarzem w tym kraju jest złoty medalista igrzysk w Londynie (2012), Ryota Murata, aktualny czempion regularny organizacji WBA w wadze średniej.


W Kissimmee warto też zwrócić uwagę na 10-rundową walkę w wadze półśredniej Kalifornijczyka Artemio Reyesa (25-2, 20 KO) z urodzonym w Nowym Jorku Gabrielem Bracero (24-3-1, 5 KO). Reyes miał walczyć z niepokonanym, bardzo silnym Carlosem Adamesem, z pewnością mocniej bijącym od Bracero, więc  wydaje się, że czeka go łatwiejsze zadanie, ale jak to w boksie, nigdy nie wiadomo.


Na Florydzie swój zawodowy debiut mieć będzie brązowy medalista ostatnich igrzysk w Rio de Janeiro, Władimir Nikityn. Olimpijski medal Nikityn zdobył szczęśliwie. Rosjanin najpierw powinien przegrać z Tajlandczykiem Chatchaiem Butdee, a w ćwierćfinale z Irlandczykiem Michaelem Conlanem. To po tej walce wściekły i zrozpaczony krzywdzącym werdyktem Conlan, który liczył że stanie w Rio na podium, obraził sędziów, którzy wypunktowali zwycięstwo Nikityna. Jedno jest pewne, rewanż tych dwóch na zawodowym ringu sprzeda się dobrze, na razie jednak Irlandczyk w drodze po mistrzowskie pasy jest kilka kroków dalej.


I jeszcze jedno, wspomnienie z Kissimmee, nie do końca przyjemne. 3 lutego 2007 roku Tomasz Adamek przegrał tam z Amerykaninem Chadem Dawsonem i stracił pas WBC w wadze półciężkiej. „Góral” po latach twierdzi, że tamta porażka bardzo mu pomogła. Zmienił kategorię na wyższą, nie musiał już zbijać wagi, i najpierw wywalczył mistrzowski tytuł w wadze junior ciężkiej, a później zarobił miliony dolarów w ciężkiej, które pozwoliły mu finansowo zabezpieczyć przyszłość swoją i rodziny. Jak widać nie zawsze porażka musi się źle kończyć.