Dziewiąta rocznica śmierci Enke przypada na 10 listopada. Był wtorek, 32-letni wówczas bramkarz reprezentacji Niemiec rzucił się pod pociąg. Zostawił list pożegnalny, w którym przyznał się do depresji i przeprosił, że nie ujawnił choroby. Trzy lata wcześniej sportowiec stracił dwuletnią córkę, która chorowała na serce.


Ceremonia pożegnania bramkarza odbyła się na stadionie Hannover 96, dla którego grał do ostatnich dni. Ponad 40-tysięczny tłum oklaskiwał bramkarza, tak jak robił to wcześniej podczas meczów. Enke był wtedy najlepszy na swojej pozycji, trener reprezentacji Niemiec Joachim Loew zapewniał, że będzie on numerem jeden w bramce podczas mundialu w 2014 r. w RPA. Enke przed samobójstwem nie powstrzymała nawet adopcja dziecka. Choroba, jej skutki okazały się silniejsze.


Kilka dni temu głos w sprawie depresji wśród sportowców zabrał Max Eberl, dyrektor sportowy Borussii Mönchengladbach, który skarżył się, że niemiecki futbol wyciągnął żadnych wniosków ze śmierci Enke. - Śmierć Enke była wielkim wstrząsem dla wszystkich w tamtym czasie, ale nie trwał on tak długo, by nadal uważać go za przestrogę – mówił w wywiadzie dla Niemieckiej Agencji Prasowej Eberl , który grał w zespole z Enke podczas swojej kariery.


Niecały miesiąc przed dziewiątą rocznicą śmierci Eberl przypomniał o problemach, jakie mają młodzi piłkarze wkraczający w świat profesjonalnej piłki: - Zarabiają dużo, wszyscy obchodzą się z nimi jak z jajkiem, ale często nie mają prawdziwych przyjaciół. Chłopcy ci mogą być osamotnieni i przytłoczeni tym, na jak głęboką wodę się ich rzuca.


Na refleksje Eberla odpowiedziała dziś Teresa Enke, wdowa po bramkarzu. Napisała bardzo emocjonalny otwarty list. W wyważony sposób zaprzeczyła tezie Eberla. Jej zdaniem gwiazdy światowego sportu, jak Andres Iniesta, Serena Williams, Danny Rose, czy Kevin Love w otwarty sposób mówią o swojej depresji, bądź stresie wynikającym z zawodowego uprawiania sportu. Podkreśla, że sportowcy ci byli w stanie kontynuować karierę po chorobie, Iniesta poprowadził nawet Hiszpanię do tytułu mistrzostw świata w 2010 roku.


Oto fragmenty listu z bloga Teresy Enke.


„Byłam wzruszona, że wciąż pamiętasz Roberta, ale i zaskoczona twoją opinią, że od śmierci mojego męża dziewięć lat temu nastąpiła niewielka zmiana w walce z cierpieniem psychicznym. Mam zupełnie inne wrażenie. Z całym obiektywizmem i najwyższym szacunkiem chciałbym temu zaprzeczyć. (…)


Mamy teraz lepsze zrozumienie chorób psychicznych w sporcie, jak i w społeczeństwie: stało się zrozumiałe, że depresja nie jest piętnem, ale w większości przypadków chorobą tymczasową, uleczalną. Choroby psychiczne są częścią naszego życia jak obrażenia ciała.


(…) 15 lat temu, w chwilach najgłębszej depresji Roberta, musieliśmy ukrywać chorobę. Bramkarz z depresją, żaden klub by mu nie zaufał. Robert nie wiedział nawet, dokąd jechać: nie było profesjonalnej pomocy w leczeniu chorób psychicznych. Tutaj też wiele się zmieniło: zbudowaliśmy sieć ponad 70 psychiatrów sportowych w Niemczech z infolinią telefoniczną. Sportowcy mogą teraz znaleźć drogę do kompetentnych specjalistów medycznych za pośrednictwem Fundacji Roberta Enke. Aby dać przykład, kilka tygodni temu młody piłkarz zmagający się z uporczywym zmęczeniem i drętwieniem, skontaktował się z fundacją. W ciągu jednego dnia ten nastolatek odbył spotkanie z psychiatrą sportowym w swoim mieście”.


Kilka lat temu spotkałem się z Ronaldem Rengiem, autorem książki „Życie wypuszczone z rąk” o Robercie Enke. Mówił on, że to nie jest książka o piłce nożnej, ale o chorobie, która dotyka wielu tak niespodziewanie, jak nowotwór. Chciał, by historia ta była przestrogą, by nie bagatelizować objawów depresji, a na pewno nie ukrywać choroby, jak robił to Enke.


W podobnym tonie, jeśli sięgniemy do filmów z ceremonii pogrzebowej Enke, mówił premier Dolnej Saksonii, Christian Wulff. – Chciałbym żeby śmierć Roberta, wspaniałego człowieka i wybitnego sportowca, skłoniła społeczeństwo do refleksji na temat ogromnej presji nie tylko w sporcie, ale i w życiu codziennym. Stało się powszechne, że ludzie, którzy zawodzą, noszą piętno nieudaczników.