Poznański maraton po raz pierwszy rozgrywany był z tzw. brązowym certyfikatem Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych, co oznacza, że organizatorzy zawodów musieli spełnić szereg wymogów. Jednym z nich było zaproszenie odpowiedniej elity biegaczy, którzy gwarantują wysoki poziom sportowy. Na starcie pojawiła się liczna grupa zawodników z Kenii i Etiopii legitymujących się "życiówkami" znacznie lepszymi od rekordu trasy, który do niedzieli wynosił 2:11.53.
 
"Właściciel" rekordu Kyeva po raz kolejny pojawił się w Poznaniu. Najlepszy czas ustanowił w 2011 roku, ale w kolejnych edycjach trudno było mu zbliżyć się do tego wyniku. Stawkę biegaczy w roli pacemakera poprowadził Szymon Kulka, zwycięzca tegorocznego poznańskiego półmaratonu. Przez 25 kilometrów dyktował, jak się później okazało, bardzo dobre tempo, po czym zszedł z trasy. Kyeva na mecie przyznał, że Polak wykonał świetną robotę.
 
"Bardzo pomógł, żeby osiągnąć taki wynik. Taktyka była idealna, do tego warunki podczas biegu też były znakomite. Jestem ogromnie szczęśliwy nie tylko ze zwycięstwa, ale że po siedmiu latach udało mi się pobić mój własny rekord trasy" - mówił Kenijczyk, który oprócz głównej premii - 12 tysięcy złotych, otrzymał kolejne 10 tysięcy za ustanowienie rekordu zawodów.
 
Powody do zadowolenia miał też Kamil Jastrzębski z Kraśnika, który zajął szóstą lokatę i był najlepszy z Polaków. O ponad minutę poprawił rekord życiowy.
 
"Liczyłem nawet na szybszy bieg, ale pierwsza grupa zaczęła zbyt mocno. Niestety, potem biegłem praktycznie cały maraton sam, a warunki nie pomagały, bo silny wiatr czasami hamował, tempo było takie rwane. Na 40. kilometrze nie złapałem bidonu i trochę męczyłem się na tych ostatnich metrach. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się złamać granicę 2:20. Tak naprawdę to był dopiero mój drugi w karierze maraton, w którym biegłem na wynik" - ocenił swój występ Jastrzębski.
 
W rywalizacji pań rekordu nie było, a całe podium wypełniły zawodniczki z Etiopii. Zwyciężyła Tesfanesh Merga rezultatem 2:32.31, a najlepsza z Polek Agnieszka Gortel-Maciuk była czwarta - 2:37.16.
 
"Nawet nie próbowałam ścigać się z rywalkami z Etiopii i tak w sumie niemal cały dystans przebiegłam sama. Przez 18 kilometrów prowadziłam małą grupę chłopaków, ale nikt się nie chciał zmienić. Nie mam jednak co narzekać, choć wynik mógłby być lepszy" - powiedziała Gortel-Maciuk, która dwukrotnie wygrywała maraton w stolicy Wielkopolski.
 
W zawodach wystartowało ok. pięciu tysięcy biegaczy.
 
Wyniki:
 
mężczyźni
 
1. Cosmas Kyeva (Kenia) – 2:11.45
2. Endale Belachew (Etiopia) – 2:11.51
3. Silas Sang (Kenia) – 2:14.30
...
6. Kamil Jastrzębski (Polska, SKB Kraśnik) – 2:19.54
 
kobiety
 
1. Tesfanesh Merga (Etiopia) – 2:32.29
2. Tsgereda Ayele (Etiopia) – 2:34.57
3. Alemitu Lema (Etiopia) – 2:35.55
4. Agnieszka Gortel-Maciuk (Polska, AKS Chorzów) – 2:37.14.