Reprezentacja Polski w rugby przeżywa kolejną w swej historii rewolucję. Najpierw była to rewolucja francuska – trwała ponad sziedem lat. Potem była rewolucja południowoafrykańska – trwała trochę ponad rok. Obecnie mamy rewolucję irlandzką. O co chodzi? Oczywiście o trenerów reprezentacji Polski, ich metody i pomysły na prowadzenie kadry, rozwój polskiego rugby. Francuską wprowadzał do Polski Tomasz Putra, południowoafrykańską Blikkies Groenewald, irlandzką Duaine Lindsay.

 

Mieszkający na co dzień we Francji Tomasz Putra został trenerem kadry w 2006 roku i prowadził ją do 2013. Z sukcesami. Biało-Czerwoni awansowali na 24 miejsce w rankingu światowym. Miewali sezony, w których nie przegrywali meczu. To właśnie za czasów Putry Polska ostatni raz pokonała w Gdańsku Niemców, którzy już za sześć dni w Marsylii zagrają w turnieju repasażowym o ostatnie wolne miejsce w imprezie marzeń dla każdego rugbisty – czyli Pucharze Świata Japonia 2019. Polska może dziś tylko pomarzyć, by pokonać Niemców – ostatni mecz jaki z nimi rozegraliśmy, przegraliśmy 40 punktami.

 

Na czym polegała ta francuska rewolucja? Putra choć był wychowankiem warszawskiego AWF, pochodził z Suwalszczyzny, od lat mieszka we Francji. Tam wyemigrował jako zawodnik, potem został trenerem i jest nim do dzisiaj, ciesząc się uznaniem nawet światowej federacji rugby (World Rugby), która zrobiła go swoim edukatorem.

 

Putra naucza inne nacje gry w rugby, korzysta z najlepszych światowych wzorców, opiera się oczywiście głównie na szkole francuskiej. Gdy był trenerem reprezentacji Polski, wprowadzał je w naszej kadrze. Zaczął też sprowadzać zawodników znad Sekwany, a także pomagał zdolnym rugbistom z Polski wyjeżdżać do tamtejszej ligi. Praktycznie wszyscy, którzy dziś grają w kadrze, a na co dzień reprezentują barwy francuskich klubów, grają tam dzięki Putrze. Dlaczego zatem nie jest on już trenerem? Niestety, dla niego miał własne zdanie, był niezależny i nie bał się mówić co myśli. A to oczywiście nie podobało się działaczom.

 

Po Putrze i jego następcy – Marku Płonce, nastała w polskim rugby kolejna rewolucja – kadrę objął wybitny szkoleniowiec z RPA Blikkies Groenewald, który w swoim kraju uchodzi za guru rugby, swego czasu z dużym powodzeniem prowadził reprezentację Rosji. W Polsce miał zostać na lata, budować "polska szkołę rugby". Plany były naprawdę duże. Niestety, działaczom znów nie było z nim po drodze. Oficjalnie to Groenewald zrezygnował z prowadzenia kadry, po zaledwie rocznym kontrakcie (wcześniej przez 12 miesięcy był konsultantem PZR), ale wtajemniczeni dobrze wiedzą, jak było naprawdę. Groenewald został zniechęcony do pracy w Polsce.

 

Po trenerze z RPA władze związku postawiły na przedstawiciela kolejnej wielkiej rugbowej nacji. Irlandczyka Duaine'a Lindsay'a, który zanim zaczął pracować w Polsce zdążył objechał kawał świata, pracując m.in z reprezentacją Jordanii.

 

Duiane to sympatyczny gość, z naprawdę dobrym warsztatem. Dość szybko dogadał się z zawodnikami, co jest dużym sukcesem, bo większość była oburzona rozstaniem z Groenewaldem. Meczem z Czechami we wrześniu jego kadra rozpoczęła batalię w nowej edycji w rozgrywek Rugby Europe Trophy, czyli na drugim poziomie europejskiej rywalizacji.

 

W Pradze wygraliśmy dość pewnie, 41:22, pokazując momentami naprawdę dobrą grę. Teraz zmierzymy się z Litwinami, którzy również pokonali Czechów – 30:10. I to oni są liderami tabeli, bo zdobyli tzw. punkt bonusowy za zwycięstwo różnicą trzech przyłożeń. Pozostałe drużyny występujące w naszej grupie – Holandia (gramy z nią 17.11 w Lublinie), Szwajcaria, oraz Portugalia lub Rumunia (czeka je jeszcze baraż, o to która zagra z nami, a która w grupie wyżej) – nie wychodziły na boisko.

 

Na czym polega irlandzka rewolucja, poza tym, że Duiane niemal zawsze jest uśmiechnięty? Oczywiście wprowadza do gry naszej kadry wiele elementów znanych ze światowych boisk, ale też coraz odważniej sięga po zawodników z zagranicy, tak jak kiedyś czynił to Putra. Tyle tylko, że kierunek, z oczywistych względów, stał się bardzo anglosaski. Wciąż w kadrze są francuscy "wychowankowie" Putry, ale zaczynają się pojawiać tacy zawodnicy, jak choćby Harry Siejka.

 

Australijczyk z polskimi korzeniami, który na Antypodach grał na najwyższym poziomie w 13-osobowej odmianie rugby. Aron Struminski, który wyjdzie na boisko w meczu z Litwą to z kolei Anglik z polskimi przodkami. Nowego Francuza też nie zabraknie – jest nim wychowany we Francji i tam grający Hugo Mazur. W młynie wystąpi również zawodnik sopockiego Ogniwa, pochodzący z Ukrainy Konstantyn Bezverkhyi. On nie ma polskich korzeni, ale gra w Polsce od ponad trzech lat, co oznacza, że nabył prawa występowania w naszej reprezetacji. Przepisy światowej federacji są w tym względzie dość liberalne. Wiele nacji, nawet tych najsilniejszych, korzysta z nich dość często.

 

Za dwa tygodnie w meczu z Holandią w kadrze mają się pojawić jeszcze pochodzący ze Szkocji bracia Seydakowie. Skład reprezentacji Polski stanie się bardzo mocno międzynarodowy. Irlandzka rewolucja rozkręca się na dobre...

 

Mecz Polska – Litwa na Polsatsport.pl i w Polsacie Sport Extra. Początek transmisji od godziny 18:00.