Zahavi wszedł w posiadanie Royal Excelsior Mouscron w 2015 roku, płacąc za niego około 8,5 mln funtów i zyskując 90% udziałów. W międzyczasie belgijskie prawo zostało jednak zmienione i zgodnie z nowelizacją niemożliwe jest teraz, by agent piłkarski był jednocześnie właścicielem klubu.

 

Ze względu na nowe przepisy, menadżer Lewandowskiego sprzedał udziały swojemu bratankowi za... 10 funtów, co zagwarantowało drużynie otrzymanie licencji na grę w Eerste klaase, jednak charakter transakcji budził wątpliwości wielu osób. Tym bardziej że członkiem zarządu został wówczas zaufany człowiek Zahaviego - Szwajcar Marc Rautenberg.

 

Teraz te przypuszczenia wydają się potwierdzać informacje z "Football Leaks", według których pół roku po rzekomym odejściu Zahaviego z klubu, szef belgijskiej ligi Pierre Francois napisał maila do prezesa AS Monaco Wadima Wasiljewa, w którym poinformował, że w sprawie Excelsiora należy rozmawiać osobiście z "PZ".

 

Wiele kontrowersji budzą również transakcje zawarte między klubem z Mouscron a Apollonem Limassol, który należy do spółki Zahaviego. Ten drugi miał bowiem robić za strefę tranzytową - kupował piłkarzy tanio, a następnie za dużo większe pieniądze sprzedawał ich do Excelsiora. Różnica z transferów trafiała zaś do kieszeni inwestorów - z Zahavim na czele.

 

W ten sposób z Cypru do Belgii przeniosło się aż czterech piłkarzy. Co więcej, w dokumentacji znalazł się również mail izraelskiego agenta do Wasiljewa, w którym opisał koszty ewentualnej inwestycji Rosjan w jego klub.

 

Nie jest to pierwsza afera wstrząsająca w ostatnim czasie belgijskim futbolem.Kilka tygodni temu wyszło na jaw, że wiele klubów z najwyższej belgijskiej klasy rozgrywkowej zamieszanych jest w proceder kupowania meczów czy też unikania podaktów. Wśród zamieszanych ekip znalazły się takie kluby jak: Anderlecht Bruksela, KAA Gent, KRC Genk, KV Mechelen, Standardu Liege, KV Oostende i Club Brugge.