Środkowy z Łodzi mecz rozpoczął w podstawowej piątce, a na parkiecie łącznie spędził 15 minut. Trafił jeden z trzech rzutów z gry i miał także trzy zbiórki oraz trzy bloki. Popełnił trzy straty i dwa faule. Grizzlies są drużyną słynącą z zaciekłej obrony i to spotkanie potwierdziło tę opinię. Skuteczność rzutów z gry Clippers wyniosła tylko 33,8 proc., a w dodatku goście popełnili aż 18 strat.
 
W drugiej kwarcie miejscowi osiągnęli 16-punktowe prowadzenie, jednak ostatnia część gry zaczynała się przy stanie 69:69. W niej znów jednak Grizzlies szybko przejęli inicjatywę. "To właśnie Grizzlies w całej okazałości. Świetnie bronili i pierwszy raz w tym sezonie mogę powiedzieć, że... skopano nam tyłki" - powiedział trener Clippers Doc Rivers.
 
W zwycięskiej ekipie najlepszy był Mike Conley, który zdobył 22 punkty. Rezerwowy JaMychal Grren dołożył 19 pkt i 11 zbiórek. Słabiej spisał się natomiast Marc Gasol. Słynny Hiszpan trafił tylko jeden z 13 rzutów z gry. Wśród Clippers na wyróżnienie zasługuje zmiennik Gortata - Boban Marjanovic. Serb w zaledwie 13 minut zdobył 19 pkt.
 
Koszykarze z "Miasta Aniołów" kolejny mecz rozegrają w sobotę - we własnej hali z Miami Heat (9-14). Od Clippers lepszy bilans na Zachodzie mają Denver Nuggets (17-7) i Oklahoma City Thunder (16-7).
 
Zespół ze stanu Kolorado po dogrywce wygrał na wyjeździe z Orlando Magic 124:118. Jamal Murray zdobył dla zwycięzców 31 pkt.
 
Thunder natomiast po fenomenalnym meczu Paula George'a pokonali w Nowym Jorku Brooklyn Nets 114:112. 28-letni skrzydłowy na koncie zapisał 47 pkt i 15 zbiórek. Nie gorszy był jego kolega Russell Westbrook, który znów pokazał swoją wszechstronność i uzyskał 108. w karierze tzw. triple-double - 21 pkt, 17 asyst i 15 zbiórek. Częściej dwucyfrowy dorobek w trzech statystykach notowali tylko Oscar Robertson - 181 i Magic Johnson - 138.
 
W Konferencji Wschodniej prowadzą koszykarze Toronto Raptors (21-5). Kanadyjski zespół we własnej hali wygrał z Philadelphia 76ers 113:102. Gospodarzy do triumfu poprowadził Kawhi Leonard - 36 pkt, dziewięć zbiórek i pięć przechwytów, a solidne wsparcie z ławki zapewnił Jonas Valanciunas. Litwin w 18 minut uzyskał 26 pkt i osiem zbiórek.
 
"Szóstki" przegrały w Toronto po raz 13. z rzędu. W ich szeregach na wyróżnienie zasłużył Jimmy Butler - 38 pkt i 10 zbiórek.
 
Minionej nocy swoje wielkie umiejętności zaprezentowali także LeBron James i Stephen Curry, którzy zdobyli po 42 pkt. James poprowadził Los Angeles Lakers do wygranej we własnej hali z San Antonio Spurs 121:113. Trafiał przede wszystkim wtedy, gdy miało to największe znaczenie. Aż 20 pkt uzyskał w samej tylko czwartej kwarcie.
 
"W kluczowych momentach koledzy oczekują ode mnie punktów. Nie zawsze wszystko układa się idealnie, ale lubię tę presję i poczucie odpowiedzialności za drużynę" - przyznał James.
 
"Ostrogom" nie wystarczyła dobra gra DeMara DeRozana - 32 pkt i Rudy'ego Gay'a - 31.
 
Curry natomiast był bezlitosny dla jednaj z najsłabszych ekip obecnego sezonu - Cleveland Cavaliers. Broniący tytułu Golden State Warriors wygrali na wyjeździe 129:105, a 30-letni rozgrywający trafił m.in. dziewięć z 14 rzutów za trzy punkty.