"Underdog" to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Opowiada o słabościach i sile człowieka, zwątpieniu, które pokonuje rodząca się miłość, o walce z przeciwnościami losu i podniesieniu po upadku, poświęceniu, rodzinie i przyjaźni. To pełnokrwisty obraz kulis sportowego świata oczami zawodnika. 

 

Mariusz Hawryszczyk: Dlaczego warto wybrać się na "Underdoga"?

 

Jarosław Boberek: Jeśli ktoś lubi męskie starcia i rywalizację, to w tym filmie to znajdzie.

 

Interesuje się Pan sportami walki?

 

Zawsze mnie to pasjonowało. Moją partnerkę również. Jeśli nie możemy oglądać na żywo, to zawsze wykupujemy prawa do emisji. Nie przypominam sobie, byśmy opuścili jakąkolwiek galę KSW. Jest w tym radość i pasja. Kiedy zaproponowano mi udział w tym filmie, to ucieszyłem się jak dziecko.

 

W Pana bogatej karierze aktorskiej ta rola zajmie szczególne miejsce?

 

Wziąłem udział w czymś ważnym, bo to pierwszy polski film o MMA. Fajnie przejść w tym gronie przez nieotwarte dotąd drzwi. Z wielu punktów widzenia ta rola jest dla mnie ważna. Choćby dzięki spotkaniom z tymi gladiatorami.

 

Miał Pan okazję dotknąć tego środowiska. Zmienił Pan zdanie o środowisku sportów walki?

 

Pewne rzeczy mi się ugruntowały. Zawsze wiedziałem, że jest to ciężka i wyczerpująca praca. To są twardzi ludzie. Odbyliśmy ze sobą mnóstwo rozmów, które dopełniały mi obraz, który jakiś czas temu powstał. Dla mnie udział w tej produkcji to przygoda, mimo że ten udział jest skromny.

 

To debiut Macieja Kawulskiego w roli reżysera. Przed nim świetlana przyszłość?

 

Odkryłem w nim filmową pasję. Co z tym zrobi? To już nie mnie osadzać, ale widać, że go to bardzo kręci.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.