Na prawie 800-kilometrowym etapie z San Juan de Marcona do Arequipy w Peru Przygoński i belgijski pilot Tom Colsoul zajęli trzecią pozycję. Stracili 11.47 do zwycięzcy Francuza Stephane'a Peterhansela w Mini, trzynastokrotnego triumfatora Rajdu Dakar (siedem razy za kierownicą samochodu i sześć razy na motocyklu). Drugi na mecie był Katarczyk Nasser Al-Attiyah (Toyota), który objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
 
"Mamy za sobą bardzo udany odcinek, mieliśmy świetne tempo, praktycznie od samego początku goniliśmy rywali. Udało nam się wyprzedzić Martina Prokopa, Cyrila Despres, z kolei problemy mieli Carlos Sainz i Harry Hunt. Etap był trudny, w pierwszej części po miękkich wydmach, potem po kamieniach, gdzie musieliśmy wymieniać koło. Ważne, że odcinek przejechaliśmy bezbłędnie nawigacyjnie i wciąż jesteśmy w grze" - powiedział kierowca Orlen Teamu.
 
Ósma w środę załoga Aron Domżała, Maciej Marton przyjechała 33.16 za Peterhanselem, a w klasyfikacji generalnej jest dziewiąta.
 
"To był dla nas bardzo dobry odcinek, choć jednocześnie bardzo trudny. Zwłaszcza pierwsze 180 km, kiedy jechaliśmy po trudnych wydmach i górskich drogach z kamieniami. Ustawiliśmy niskie ciśnienie w oponach, więc musieliśmy bardzo uważać na +kapcie+. Druga część oesu była już łatwiejsza, ale niestety na plaży trafiliśmy na kamień i musieliśmy zmieniać koło. Na szczęście strata okazała się niewielka. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze swojego rezultatu" – podsumował Domżała.
 
Jego pilot Marton, który w przeciwieństwie do kierowcy nie debiutuje w Rajdzie Dakar, dopiero środowy etap uznał za początek imprezy.
 
"Dzisiaj zaczął się Dakar. Zaliczyliśmy pierwszy, trudny odcinek, który szybko zebrał żniwo. Już na pierwszych stu kilometrach minęliśmy kilka zepsutych aut. Aron świetnie pojechał wydmy w pierwszej części, uniknęliśmy błędów i nawet kapeć nie popsuł nam humorów" - relacjonował.
 
W rywalizacji motocyklistów Polacy zajęli odległe miejsca. Adam Tomiczek był 43., a Maciej Giemza (obaj KTM) - 61.
 
"Etap okazał się bardzo wymagający, cały czas jechałem w kurzu na przemian z mgłą, często na pamięć. Przez około 175 kilometrów wszystko szło dobrze, po czym zgubiłem trasę i straciłem dużo czasu na szukanie. Gdyby nie to, byłoby dużo lepiej, bo jechałem dobrym tempem i nie miałem problemów z motocyklem. Teraz przed nami pierwsza część maratonu i 405 kilometrów odcinka specjalnego. Nawigacyjnie na pewno będzie równie trudno" - powiedział Tomiczek.
 
W czwartek uczestnicy Rajdu Dakar ścigający się samochodami i ciężarówkami będą mieli do pokonania 664 km, w tym 351 km odcinka specjalnego. Kierowcy zakończą dzień w Tacna, motocykliści - w Moquegua.