Dziennikarze opisujący to wydarzenie zaczynają artykuł żartobliwym stwierdzeniem - Ale przecież kto z nas nie został nigdy zaatakowany przez dzikie zwierzę podczas porannego biegania?

 

Mężczyzna nie był jednak w nastroju do żartów, ponieważ faktycznie doświadczył takiej sytuacji. Biegacz postanowił wybrać się na trening u stóp wzgórza Horestooth, około 100 kilometrów od Denver, kiedy nagle zza jego pleców wyskoczyła ważąca 40 kilogramów puma. Dzikie zwierzę zaatakowało biegacza, gryząc go w twarz i ramię. Niedoszła ofiara postanowiła jednak wykorzystać masę zwierzęcia, wspinając się na jego grzbiet i dusząc je gołymi rękoma!


Ta mrożąca krew w żyłach scena zakończyła się happy endem dla biegacza, który wylądował w szpitalu z kilkoma niegroźnymi ranami.

 

Od 1990 roku odnotowano 16 ataków pum w tym rejonie. Policja przyznaje, że jedynym rozwiązaniem, aby uratować życie w takiej sytuacji jest... podjęcie walki ze zwierzęciem.

 

"Na szczęście biegacz wiedział jak walczyć, aby wyjść cało z tej paskudnej sytuacji" - napisano na Twitterze. Co ciekawe, komentarze internautów nie tyle co pochwalają wyczyn mężczyzny, a bardziej... współczują zwierzęciu. - To przykre, że zwierzę, którego gatunek jest bliski wyginięciu musiało zginąć, bo komuś zachciało się biegać w jego środowisku naturalnym - rzekła jedna z użytkowniczek.