Sobotnie zawody drużynowe wyraźnie nie wyszły reprezentantom Polski, którzy w Lahti skakali źle. Słaby skok Jakuba Wolnego sprawił, że Polacy zajęli na półmetku trzecią lokatę. Dawid Kubacki skoczył aż 131 metrów w drugiej serii, ale jego kolegom zabrakło tego dnia formy i Biało-Czerwoni zakończyli rywalizację na czwartym miejscu.
 
To duże zaskoczenie - po raz ostatni podopiecznych Stefana Horngachera zabrakło na podium drużynowej rywalizacji 24 marca 2018 roku w Planicy. Austriacy odnieśli z kolei pierwsze zwycięstwo od 11 marca 2017 roku. Nasz selekcjoner po konkursie skomentował występ polskich skoczków, ale też bardzo kiepskie warunki mieszkalne w Finlandii.
 
- Kwestia naszego zakwaterowania w Lahti jest totalnym żartem. (...) Przed wylotem do Finlandii staraliśmy się o przydzielenie nam innego hotelu, ale nie było już w nim miejsc, więc wylądowaliśmy w omawianym. Zostaliśmy poinformowani, że to jedyna możliwa opcja. Nie mamy dużych wymagań, nie jest to najgorszy hotel, ale daleko mu do standardów znanych z Pucharu Świata. Szczególnie mam na myśli kwestie żywienia naszej kadry, ponieważ musieliśmy korzystać ze stołówki szpitalnej... Dla mnie jest to sytuacja nie do zaakceptowania - powiedział w rozmowie z portalem skijumping.pl.
 
W niedzielę okazję do "rewanżu" będą mieć Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła, którzy walczą o czołówkę klasyfikacji generalnej PŚ.
 
Rok temu konkurs indywidualny w Lahti wygrał Stoch. Niezwykle groźni będą Stefan Kraft, który poprowadził Austriaków do drużynowego triumfu, a także Ryoyu Kobayashi. Japończyk wciąż zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji generalnej PŚ. Drugiego Stocha wyprzedza o 451 pkt, a trzeciego Krafta o 463.