Trener Nigerii: Reprezentacja z Afryki zagra w finale Mundialu!

Roman Kołtoń: W Polsce żyjemy afrykańskim futbolem! Na Mundialu czeka nas starcie z Senegalem, a teraz - aby właściwie przygotować się do tego meczu - podejmujemy Nigerię. Jak mocny jest futbol w Afryce?

Gernot Rohr: Afryka już od jakiegoś czasu mogła się pochwalić dobrymi zawodnikami. Teraz dochodzi do tego lepsza organizacja. W moim przekonaniu futbol w Afryce idzie w górę już od pewnego czasu. To efekt coraz bardziej profesjonalnego podejścia. Zmienił się prezes CAF - Confederation of African Football (obecnie po Kameruńczyku Issa Hayatou nastał czas Ahmada Ahmada, który pochodzi z Madagaskaru - przypis autora). Nowy szef konfederacji nadał jej zupełnie inną dynamikę. Ma świadomość wagi reprezentacji, które chce wspomagać - zarówno finansowo, jak i wartościowymi ludźmi. Choćby oferując pomoc specjalistów od przygotowania fizycznego. Również chce rozwijać scauting. Jeśli chodzi o rozwój futbolu w Afryce, to widać efekty choćby w rywalizacjach, które są na tym kontynencie, poczynając od Pucharu Narodów Afryki, przez CAF Champions League, CAF Confederation Cup, CAF Super Cup. Proszę mi wierzyć, że pewnego dnia reprezentacja Afryki zagra w finale Mundialu...

Mówi pan o finale Mundialu! Bodaj od lat osiemdziesiątych XX wieku trwa dyskusja w Europie, kiedy pierwszy raz zespół z Afryki sięgnie po medal mistrzostw świata. Zaczęła się bodaj od 1982 roku, gdy Kamerun postarał się o furorę podczas Espana '82 - w grupie, w której była również Polska. To była niezwykła drużyna, z takimi gwiazdami jak Thomas N'Kono, czy Roger Milla, drużyna, która nie przegrała meczu, ale odpadła... Dotychczas reprezentacja z Afryki były zaledwie trzy razy w ćwierćfinale Mundialu: Kamerun w 1990 roku, Senegal w 2002 i Ghana w 2010.

To nie jest takie proste znaleźć się w ćwierćfinale. Najpierw trzeba awansować do 1/8 finału. Droga do finału, czy strefy medalowej jest długa. W Hiszpanii w 1982 roku nie było aż tylu drużyn w turnieju, co teraz - wówczas 24 zespoły, obecnie 32. A niedługo Mundial "urośnie" do 48 drużyn. Na pewno dzień, w którym przyjdzie wielki sukces Afryki zbliża się. Na najbliższym Mundialu jest pięć reprezentacji z Afryki - z czego trzy reprezentacje pochodzą w północy kontynentu (Egipt, Tunezja i Maroko), a dwa reprezentują Czarną Afrykę (Nigeria i Senegal). Polska trafiła na Mundialu do grupy z Senegalem, dlatego nie dziwi mnie, że chciała zagrać z nami - z Nigerią. Nie chodzi rzecz jasna o kolor skóry, a o - w jakimś stopniu - podobny styl gry...

Nigeria rzeczywiście gra podobnie, jak Senegal?

Na pewno jesteśmy tak samo mocni fizycznie, jak Senegal. Myślę, że mentalność jest podobna. Obie drużyny charakteryzuje również szybkość zawodników. W jakimś stopniu dotyczy obu tych reprezentacji również problem dyscypliny - panowania nad założeniami taktycznymi. Myślę, że każdy z zespołów z Afryki - Senegal, Maroko, Egipt, Tunezja, czy Nigeria - jeśli będzie dobrze przygotowany, to może namieszać w swoich grupach...

Nigeria awansowała z najtrudniejszej grupy eliminacyjnej. Później zagraliście niezwykły mecz z Argentyną, przegrywając 0:2, zwyciężyliście 4:2. Dysponuje pan niesamowicie młodym zespołem - średnia wieku drużyny, która ograła wicemistrzów świata, to 25 lat. Oglądając spotkanie w Krasnodarze, człowiek mógł się zachwycić młodymi Nigeryjczykami, Iwobim i Iheanacho.

To wszystko prawda! Jesteśmy najmłodszym zespołem, który zakwalifikował się do finałów Mundialu. Moja drużyna naprawdę wykazuje się entuzjazmem. Mając trochę szczęścia może zagrać nawet takie mecze, jak ten z Argentyną - pełen euforii. Z drugiej strony jest też niebezpieczeństwo braku doświadczenia. A doświadczenie szczególnie jest przydatne w trudnych momentach. Od listopada - podobnie jak wszyscy inni - nie mogliśmy się spotkać. A tej grupie młodych ludzi potrzebna jest wspólna praca. Zabraknie w naszych szeregach kapitana, Johna Obi Mikela.

Nie doleci do Wrocławia?

Niestety nie, ma problemy z pozwoleniem na pracę w Chinach. Do tego dochodzi kilku piłkarzy kontuzjowanych. To jednak normalne, dotyczy wszystkich reprezentacji. Jeden z naszych bramkarzy, Francis Uzoho liczy dopiero 19 lat....

Może tak się zdarzyć, że tylko jeden zawodnik w pańskiej jedenastce będzie z ligi Nigerii - bramkarz, Ikechukwu Ezenwa albo zdecyduje się pan na 19-letniego golkipera, który co prawda jest w Hiszpanii, ale regularnie broni w trzeciej lidze... Ma pan problem z obsadą bramki?

Ten problem pojawił się w trakcie mojej kadencji. Nasz podstawowy bramkarz, Carl Ikeme z Wolverhampton zachorował na białaczkę - dziś walczy o swoje życie, co jest najważniejsze, ważniejsze niż futbol. Jesteśmy z nim. Natomiast musiałem poszukać innego bramkarza. Dałem szansę Danielowi Akpeyi, który występuje w Republice Południowej Afryki. Później próbowałem Ezenwę z Nigerii - właśnie ten bramkarz zagrał w kluczowych meczach eliminacji z Kamerunem, Zambią i Algierią. W listopadzie sięgnąłem po bardzo młodego bramkarza drugiej drużyny Deportivo La Corunia.

Czy 19-letni golkiper - z trzeciej ligi - może zagrać na Mundialu? Czy wytrzyma obciążenie psychiczne, związane z takim turniejem?

Może zagrać, pytanie jest, czy zagra dobrze... Na pewno Francis Uzoho charakteryzuje się pewnością siebie. Wysłałem do La Corunii dwóch trenerów bramkarzy, aby specjalnie z nim popracowali. Na pewno cieszy się moim zaufaniem, czego dowodem fakt, że wystawiłem go w drugiej połowie meczu z Argentyną - i nie stracił bramki w tym spotkaniu. Prawda, że dobre wejście do drużyny narodowej?

Nie może pan zadzwonić do trenera klubowego i przekonać go, że powinien stawiać na młodego Nigeryjczyka?

Cóż, już mówiłem, że wysłałem moich ludzi do Hiszpanii. Jednak trener Clarence Seedorf ma innych faworytów... Tłumaczył nam, że ma przekonanie do konkurentów Francisa. Trener reprezentacji nie jest władny zmieniać decyzji, które podejmuje trener klubowy. Ja mogę decydować, kto jest numerem jeden w kadrze. Rzecz jasna dla bramkarza niesamowicie ważna jest praktyka gry. Na szczęście gra w trzeciej lidze Hiszpanii - to też się liczy. Poziom trzeciej ligi w tym kraju jest zadowalający. A codzienna praca treningowa pozwala mu doskonalić się z dnia na dzień.

Co do poziomu trzeciej ligi w Hiszpanii - w polskiej lidze zawodnicy stamtąd są największymi gwiazdami, jak Carlitos z Wisły Kraków. Jak pan spędza czas między zgrupowaniami? Wiele podróżuje? Rozmawia przez telefon? Jest w stałym kontakcie z zawodnikami?

Tak, sporo jeździmy, aby oglądać piłkarzy. Od Moskwy po Lyon, podróżowałem do Frankfurtu, aby zobaczyć mojego zawodnika w barwach Maizn. Za chwilę były wyprawy do Turcji, gdzie też są Nigeryjczycy, czy do Anglii... Hiszpania, Włochy to następne kierunki. Kontakt z naszymi zawodnikami jest niezwykle istotny, a potrzebny jest również kontakt z ich trenerami klubowymi. Taka komunikacja - wymiana poglądów jest potrzebna w mojej pracy.

Iwobi i Iheanacho mogą zostać gwiazdami Mundialu? Inaczej - ważnymi piłkarzami pańskiej drużyny na Mundialu, bo określenie gwiazdy to takie typowo dziennikarskie postawienie sprawy...

Miałem to szczęście, że jako trener Bordeuax prowadziłem młodego Zinedine'a Zidane'a. Gdy prowadzi się takiego piłkarza, liczy się na to, że wykorzysta swoją szansę. Tak się stało! A takim momentem, który doprowadził do wybuchu był rewanż z Milanem. Pierwszy mecz przegraliśmy 0:2, a drugim spotkaniu przyszło nasze zwycięstwo 3:0. I właśnie wtedy błysnęli Zidane i Dugarry.

Czasami jeden mecz daje niesamowitego kopa...

Dokładnie! Iwobi z Argentyną zagrał świetne spotkanie i strzelił dwie przepiękne bramki. Iheanacho też może - w sposób spektakularny - stać się sławny. Życzyłbym sobie, aby tak się stało w czasie turnieju o mistrzostwo świata.

Co do Zidane'a - czy już wówczas, gdy pan go prowadził w Bordeaux, zdawał pan sobie sprawę, że trenuje przyszłego najlepszego piłkarza świata?

Hm, aż tak to nie. Gdyby chłopak ma 20 lat, widać, że jest dobry, że ma niesamowity potencjał. Jednak to jeszcze nie oznacza, że zostanie najlepszym piłkarzem świata. Mogłem czasami myśleć, że może zostać jednym z najlepszych...

Jak pan ocenia reprezentację Senegalu?

Dla mnie jedna z najlepszych drużyn w Afryce. W ubiegłym roku zmierzyliśmy się z nimi w Londynie - w meczu towarzyskim. To była dla nas ciężka przeprawa. Naprawdę fizycznie mocny zespół, który w dodatku próbuje od razu wysokiego pressingu. Senegal ma w swoich szeregach indywidualności - na czele z Sadio Mane. W defensywie są ułożonym zespołem. Imponują szybkością. Ich trener Aliou Cisse to naprawdę dobry trener, który czerpie z wielu zawodników, którzy na co dzień grają we Francji. Cały zespół jest inspirujący - ba, poszczególne indywidualności tego zespołu również są inspirujące. Polska nie może sobie pozwolić na zlekceważenie Senegalu.

Jak silny jest Egipt, gdzie panuje euforia wokół Mohameda Salaha?

Ta euforia przypomina sytuację Polski, która też opiera się na indywidualności Roberta Lewandowskiego. Piłkarz, który potrafi strzelić więcej niż połowę bramek całej drużyny, to wielki atut. Rzecz jasna trzeba umieć postępować z takim piłkarzem - chronić go, wspierać. Kto wie, czy Egiptu - z Salahem - nie stać na ćwierćfinał? Tyle, że nie tylko Salah musi zagrać dobre mecze - również jego partnerzy.

Siłą Nigerii jest kolektyw?

Jasne, kiedyś byli niesamowici piłkarze - jak Okocha, Kanu, Ikpeba, Agali. Takich postaci nie ma obecna reprezentacja Nigerii. Owszem, mamy utalentowaną młodzież, ale ona musi dojrzeć.

Lewandowski jest "maszyną do strzelania bramek", jak to określają Niemcy. Jednak, aby "Lewy" strzelał, musi funkcjonować zespół wokół niego...

Adam Nawałka potrafił to wszystko ułożyć. Oglądałem fragmenty meczów z eliminacji, w których można się przekonać, że Polska wyróżnia się zespołowością. Polska jest dobrze zorganizowana w defensywie - poczynając od bramkarza. Ważna jest rola Kamila Glika, którego znam również z Francji. Z przodu widzę innych cwanych piłkarzy. Zauważyłem, że potraficie powalczyć o rzut karny. To też atut - sprowokować jedenastkę.

Jak ważny jest ten tydzień w pańskiej pracy - najpierw mecz z Polską, później z Serbią. To tydzień, w którym zapadną decyzje?

Ten tydzień na pewno pozwoli później podjąć właściwie decyzje. To są ostatnie mecze międzypaństwowe przed decyzją o powołaniu 35-osobowej kadry na Mundial, która ma być zgłoszona do FIFA 14 maja. Później ta kadra zostanie ograniczona do 23 zawodników. Nic więc dziwnego, że będę testował kilku zawodników. Zaprosiłem Joela Obi z Torino, który przyjechał na kadrę po raz pierwszy za mojej kadencji. Po raz drugi stawił się Brian Idowu z Amkaru Perm. Powołałem również Juniora Ajayi'ego z Al-Ahly, który przyleci z Egiptu, ale dopiero na mecz z Serbią, ponieważ miał problem z wizą. To naprawdę są ważne dni, ponieważ brakowało nam meczów. Rolą selekcjonera jest zjednoczyć zespół.

Jak pan ocenia mundialową grupę Nigerii - z Chorwacją, Islandią i Argentyną?

W tej grupie każdy zespół może liczyć na awans. Według hierarchii rzecz jasna numerem jeden jest Argentyna. Numerem dwa - Chorwacja albo Islandia. Na liście rankingowej FIFA Islandia stoi nawet wyżej od Chorwacji...

Islandia dysponuje drużyną, a Chorwacja indywidualnościami...

Z tym, że Chorwacja też ma zespół. Co do Islandii - ich natchnieniem jest niezwykła rzesza kibiców, która podróżuje za nimi i niesamowicie dopinguje.

Zakładam, że praca przynosi panu satysfakcję, skoro przedłużył pan kontrakt z federacją Nigerii do 2020 roku. To nawet trochę zaskakujące, jak na warunki Afryki, że federacja ufa szkoleniowcowi nie tylko w najbliższym turnieju, ale i na kilka lat do przodu.

Mam satysfakcję, ponieważ dostrzegam, że w reprezentacji Nigerii panuje dobry duch. Mam satysfakcję, ponieważ Nigeria to piękny kraj, bardzo zróżnicowani - od wschodu na zachód, od północy na południe. Nigeria jest ludnościowo najliczniejszym krajem w Afryce - ze 190 milionami mieszkańców. Dla mnie atutem jest również wielka pasja do piłki wśród Nigeryjczyków. Na pewno nowością było dla mnie, że musiałem przestawić się na język angielski. Wcześniej porozumiewałem się po francusku, prowadząc trzy inne reprezentacje tego kontynentu.

Był problem z językiem na początku pańskiej pracy?

Nie, nie - już w szkole w Mannheim, skąd pochodzę, nauczyłem się angielskiego. A żeby skończyć liczbę atutów Nigerii, jeśli chodzi o moją osobę - praca z młodymi zawodnikami, to rzeczywista przyjemność.

Na koniec zapytam - kto zostanie mistrzem świata w 2018 roku?

Niemcy!

Niemcy?!? Wierzy pan w obronę tytułu?

Tak...

Ponieważ Niemcy mają jasny pomysł - ciągle kształtują młodych, zdolnych piłkarzy, mając doświadczonego selekcjonera?

Za Niemcami na pewno przemawia doświadczenie Joachima Loewa, a także sztabu, który z nim pracuje. Z kolei drużyna dysponuje tyleż młodymi zawodnikami, co nie brakuje w niej doświadczonych graczy. To naprawdę dobra mieszanka. Wymienię jeszcze jeden atut - w reprezentacji Niemiec jest blok piłkarzy z Bayernu Monachium. To naprawdę działa, ponieważ piłkarze z jednego klubu mają ze sobą szczególne porozumienie. Jeśli chodzi o organizację, to Niemcy są mistrzami świata. Nikt nie jest tak zorganizowany jak Niemcy. Co nie znaczy, że skreślam Francję, czy Brazylię.

Francja też ma wiele talentów, ale nie jest tak skuteczna w piłce jak Niemcy. Czy wynika to z mentalności? Piłkarze Francji - czy selekcjonerem jest Domenech, Blanc, czy Deschmaps - wyróżniają się egoizmem.

Rzecz jasna wynika to z mentalności - niemieckiej i łacińskiej. Francuzi są bardziej - jakby to ująć - folklorystyczni. Z drugiej strony - a to też przydaje się na boisku - mają w sobie więcej artyzmu. Francja dysponuje plejadą niezwykłych piłkarzy, jeśli chodzi o ofensywę. Potrafią tworzyć grę, ale i potrafią się zapomnieć - że kogoś trzeba przypilnować. Francja z Deschamps'em w roli selekcjonera - który był już mistrzem świata jako zawodnik - też ma jednak szansę na tytuł...

pobierz aplikację pobierz aplikację
Polsat Sport
Najnowsze wiadomości sportowe z kraju i ze świata!
zamknij