Aleksandra Szutenberg: Zanim przejdziemy do podsumowania całego turnieju, powiedz, jak oceniasz występ Polek w spotkaniu z Włoszkami?


Marek Magiera: To był kolejny mecz, w którym nasza drużyna fragmentami grała bardzo dobrze. Problem polega na tym, że zaczęła grać wtedy, kiedy było już po herbacie. W tej chwili trudno powiedzieć, jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby Jacek Nawrocki wcześniej dokonał zmian. Zmienniczki, które pojawiły się na boisku zaprezentowały się bardzo dobrze – przede wszystkim Zuzanna Efimienko i Berenika Tomsia.

 

Mazur: Jeśli Polacy utrzymają ten styl, awansują do Rio już w Berlinie


Jak oceniasz cały turniej w wykonaniu naszej reprezentacji?


To był kolejny turniej, w którym graliśmy dobrze tylko momentami. Tak było i z Rosją i z Belgią i z Włochami, a to trochę mało, żeby myśleć o powodzeniu. Zastanawiam się, czy skład, w którym graliśmy, był naprawdę optymalny. Izabela Bełcik, która przejęła kierowanie drużyną po kontuzji Joanny Wołosz, jest przecież rezerwową zawodniczką Chemika, w którym pierwszą rozgrywającą jest właśnie Wołosz. Ola Jagieło, która w Ankarze grała bardzo przyzwoicie, w klubie też siedzi na ławce. To samo libero Paulina Maj, która w klubie w najważniejszych meczach ustępuje miejsca Marioli Zenik.


Turniej zawsze ocenia się po wynikach, a tu zagraliśmy trzy mecze i trzy mecze przegraliśmy. Nikt nie będzie pamiętał, że rozegraliśmy dwa świetne sety z Rosjankami, dwa bardzo dobre sety z Włoszkami i super-seta z Belgią. To wszystko mało. Zajęliśmy czwarte miejsce w grupie i żegnamy się z marzeniami o Rio.


Czy Polki miały potencjał na choćby półfinał w Ankarze?


Pierwszy mecz z Rosjankami pokazał, że bezapelacyjnie tak. I podejrzewam, że nie byłoby teraz tej rozmowy, gdybyśmy ten mecz wygrali. Mieliśmy wszystko w swoich rękach, ale nie wykorzystaliśmy szansy.


Co Twoim zdaniem w tych najważniejszych momentach zawiodło? Głowy? Mniejsze umiejętności? Czy coś innego?


Zabrakło wszystkiego po trochu, a najbardziej skuteczności i zimnej krwi w stosunkowo prostych sytuacjach. Bo jeżeli na pojedynczym bloku albo na czystej siatce atakuje się po autach, to na tym poziomie rywal takich błędów nie wybaczy. Gdybyśmy mieli tak bardzo szczegółowo analizować grę naszej drużyny to trzeba delikatnie powiedzieć, że najwięcej rezerw mamy na środku. W najlepszych drużynach środkowe zdobywają razem w ataku po 20-30 punktów w meczu, a my tylu nie zdobyliśmy w całym turnieju.


Co dalej z tą reprezentacją?


To jest pytanie do ludzi z Polskiego Związku piłki Siatkowej, a nie do mnie. Od kilku lat słyszymy z różnych stron, że czas najwyższy, aby reprezentację odmłodzić. Jeżeli ktoś ma chwilę czasu, niech weźmie kalkulator do ręki i policzy sobie średnią wieku drużyny, która rozpoczynała każdy mecz w Ankarze.


Jak myślisz, co dalej z trenerem?


Nie wiem. To też nie jest do mnie pytanie. Wszyscy wiemy, że najlepszym adwokatem trenera jest wynik. Za Jackiem Nawrockim stoją występy w mistrzostwach Europy, zakończonych medalem Igrzyskach Europejskich i wielki niedosyt po turnieju w Ankarze. Ciężko mi powiedzieć, jak te wyniki oceni wydział szkolenia PZPS. Ważne, aby ludzie, którzy będą decydowali o przyszłości reprezentacji i trenera, zrobili to zupełnie na chłodno, analitycznie, a nie pod wpływem emocji.