Mój dość ważny kolega z pracy stwierdził, że to wszystko przez Bartosza Kurka, który swoimi nieudanymi zagraniami deprymował naszą drużynę w końcówkach ważnych setów meczów z Niemcami i Francją. Ów ważny kolega konkludował swój kontrowersyjny wywód, że gdyby Kurka zabrakło w składzie, to już pierwszy mecz z Niemcami byłby nasz a i z Francją grałoby nam się o wiele lepiej. Ja nie podpiszę się pod taką ortodoksyjną tezą, ale coś w tym jest, że posyłanie wszystkich trudnych piłek do Kurka jako ostatniej, ratunkowej instancji i naszego dyżurnego wunderwaffe, zostało już dawno rozczytane przez trenerów wszystkich drużyn - rywali Polaków.

 

Lepa i Mielewski po Polska - Niemcy: Serce wciąż boli, ale nie płacze! Uff!

 

W sytuacji, kiedy trener Stephane Antiga prowadzi wobec Fabiana Drzyzgi nieustanną lekcję wychowawczą i desygnuje na boisko w roli pierwszego rozgrywającego Grzegorza Łomacza, nie ma co się dziwić, że mamy kłopoty większe niż by to wynikało z wciąż ogromnego potencjału naszej kadry. Na tym tle niepokojąco brzmią słowa Kurka wypowiedziane po boleśnie przegranym meczu z Francuzami, "że polskiej drużyny - mistrzów świata z 2014 roku już nie ma", w domyśle, że od ich następców powinniśmy wymagać mniej, więcej wybaczać i generalnie nie liczyć na za dużo?

 

No Panie Bartoszu, proszę się tylko jeszcze nie rozbeczeć, a bardziej brać przykład ze swojego kapitana Michala Kubiaka. On nie ma żadnych kompleksów wobec niedawnej wspaniałej przeszłości, ani nie czuje się gorszy od Michała Winiarskiego, Mariusza Włazłego czy Pawła Zagumnego. Po prostu robi teraz swoje, zawodowo i z sercem, najlepiej jak potrafi, czego i Panu życzę, i Waszej drużynie, w drodze do Rio i na turnieju olimpijskim tamże - również.

 

Siatkarze jeszcze w maju powalczą w Japonii o swój formalny awans na igrzyska olimpijskie, a tu już w najbliższy piątek spada na Polaków kolejna wielka impreza sportowa - Mistrzostwa Europy mężczyzn w piłce ręcznej. W sobotę na Balu Mistrzów Sportu spotkałem i prezesa ZPRP Andrzeja Kraśnickiego, i wiceprezesa Marcina Herrę. Obu już się udziela nastrój podniecenia i dumy z powodu polskiego turnieju, a pan Andrzej, odbierając na scenie Teatru Polskiego, nagrodę dla dziewiątego w 81. Plebiscycie "PS" - Michała Jureckiego, nawet coś optymistycznie zagaił o potencjalnym udziale w igrzyskach w Rio obu naszych handballowych reprezentacji.

 

No daj Boże, Panie Andrzeju, daj Boże, ale jak na razie to mamy na rozkładzie niezłe lanie od Hiszpanów w ostatnim test meczu przed Euro 2016 i wciąż do Rio "droga daleka a noc taka ciemna". I oby nasi ręczni wspinali się na tę olimpijską Golgotę sprawniej od siatkarzy, bo nam zwyczajnie do lata serca nie wytrzymają. Litości.