"Dzidziuś", "Zegarmistrz" i "Gadżet". Skąd wzięły się pseudonimy polskich gladiatorów?

Piłka ręczna
"Dzidziuś", "Zegarmistrz" i "Gadżet". Skąd wzięły się pseudonimy polskich gladiatorów?
fot. Polsat Sport

Dlaczego Michał Jurecki jest nazywany "Dzidziusiem"? Kto złowił karpia ważącego siedem kilogramów? Kto jest wirtuozem nie tylko na parkiecie, ale także w kuchni? Przeanalizowaliśmy kadrę polskich piłkarzy ręcznych nie tylko pod kątem sportowym.

Pseudonimy w sporcie to rzecz normalna. Jedne są bardziej oryginalne, drugie - bardziej schematyczne. Wiadomo, że jeśli zawodnik jest chimeryczny, to po prostu musi posiadać ksywkę, która będzie go odróżniała od innych, a może nawet przestraszy przeciwnika. Ten drugi przypadek jest częściej stosowany w sportach walki, tam przydomki muszą odzwierciedlać umiejętności, styl, cechy danego wojownika. Inaczej jest w piłce ręcznej.

 

Serce ma się tylko jedno. Poznajcie żony naszych piłkarzy ręcznych 

 

W szczypiorniaku pseudonimy służą raczej do zbudowania dobrej atmosfery czy też – w przypadku braci, bo tych w reprezentacji zawsze było kilku – odróżnienia zawodników. Czy ksywki reprezentantów Polski mają przełożenia na ich zachowanie, wygląd, sposób gry czy jeszcze na coś innego? Specjalnie dla Was przygotowaliśmy specjalne zestawienie, które pokaże piłkarzy ręcznych w zupełnie innym świetle. Bardziej życiowym, niż sportowym, choć wiadomo, że i ten temat się pojawi.

 

"Kasa" na kasie i bilard

 

Zacznijmy więc od bramkarzy. Tu nie ma sensacji – Sławomir „Kasa” Szmal. Jak sam przyznaje pseudonim został wymyślony przez Marcina Lijewskiego na jednym ze zgrupowań. I trzeba przyznać, że idealnie pasuje do naszego golkipera. Jak przyznał był on także pomocny w Niemczech, gdzie mieli problem z jego nazwiskiem, choć ostateczne nawet i on został przekręcony („Kaza”)! W wolnych chwilach lubi nurkować, jeździć na motocyklu czy też… stać na kasie!


Kasa na kasie! Tylko w Lewiatanie! Tylko na naszym Instagramie - obserwujcie!

Posted by Vive Tauron Kielce on 12 grudnia 2015

Marcin „Wichura” Wichary zawdzięcza ksywkę nie tylko nazwisku, ale także żywiołowej postawie w bramce. Prócz piłki ręcznej uwielbia wodę, a konkretnie pływanie i żeglowanie, tak więc nie zdziwcie się, jeśli latem spotkacie go właśnie tam! Człowiek wielu talentów? Potrafi także rozpalić ogniska, mając do użytku krzemienie i drewno. Z kolei Piotr "Wyszu" Wyszomirski, którego pseudonim raczej nie wymaga wyjaśnienia, podobnie jak Szmal jest człowiekiem bardzo religijnym i spokojnym. Znalazł się także w komitecie honorowym Marszu Niepodległościowego w 2012 roku.

 

Idziemy dalej: czas na naszego największego bombardiera. Karol „Kola” Bielecki przyznaje, że nie ma pojęcia skąd wziął się jego pseudonim, lecz dodaje, że ciągnie się za nim od dzieciństwa. Nie oznacza to jednak, że kiedykolwiek w jakiś sposób mu przeszkadzał. Nasz rozgrywający w 2014 roku otworzył w Kielcach swoją restaurację, do tego lubi spędzać czas na rowerze czy też przy stole bilardowym. Tam często towarzyszy mu Szmal.


Cieńsza lewa noga, przedszkole i Kilimandżaro

 

Choć przydomek wydaje się łagodny, to na parkiecie Michał „Dzidziuś” Jurecki zamienia się w lidera i pogromcę defensyw rywali. Dlaczego „Dzidziuś”? Wszystko przez to, że jest on zawsze uśmiechnięty, radosny i zaraża innych swoim pozytywnym nastawieniem. No, i dobrze gra w kalambury – to tez miało wpływ! Został odznaczony przez dwóch prezydentów: w 2007 roku przez Lecha Kaczyńskiego (Złoty Krzyż Zasługi) oraz w 2015 roku przez Bronisława Komorowskiego (Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polskiego).

 

Szmal dla Polsatsport.pl: Nie potrzebujemy pomocy sędziów!

 

Jego brat także posiada nietypowy pseudonim. Bartosz „Shrek” Jurecki zawdzięcza go niebywałej sile… i Arturowi Siódmiakowi! To właśnie on na jednym ze zgrupowań zauważył, że nasz obrotowy z łatwością przerzuca ciężary. Ksywka nigdy mu nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie: wydaje się, że bardzo go bawi. Jurecki na parkiecie jest prawdziwym wojownikiem, a poza nim potrafi być wyciszony i spokojny. Co ciekawe urodził się z cieńszą lewą nogą. To właśnie z tej nogi najczęściej się wybija!

 

Kiedy w kadrze było dwóch braci Lijewskich, przyjęto nazewnictwo „Lijek Młodszy” oraz „Lijek Starszy”. Teraz, gdy pozostał tylko jeden, sprawa jest znacznie prostsza. Krzysztof „Lijek” Lijewski to fan koszykówki, który słynie z poczucia humoru i bombowej postawy na parkiecie. W 2014 roku ożenił się z Joanną Łasecką, którą zna od czasów przedszkolnych! Także od nazwiska pochodzi ksywka Piotra „Chrapka” Chrapkowskiego, choć jak dodaje jest ona podwójnie trafiona, gdyż lubi spać i często zdarza mu się… chrapać. Koledzy z drużyny przyznają, że to właśnie on śpi najwięcej na zgrupowaniach. Ponadto, jest człowiekiem zabawnym, inteligentnym, który uwielbia podróżować. I zazwyczaj wszystko sam opłaca, z wyjątkiem wspinaczki na Kilimandżaro, bo tam obecność przewodnika była wymogiem nie do obejścia. W lipcu 2014 zdobył najwyższy afrykański szczyt!

 

fot. gramyrazem.eu

 

Siedmokilogramowy karp, pizza i Inspektor Gadżet

 

Skoro przed chwilą byliśmy w tematyce snu, to Robert „Orzech” Orzechowski wręcz nienawidzi wcześnie wstawać! Mimo wszystko potrafi pokonać wewnętrzną niechęć i się zmobilizować. Jest fanem szybkich samochodów i Michaela Jacksona. W ostatnim towarzyskim turnieju w Hiszpanii ze znakomitej strony pokazał się Przemysław „Krajeś” Krajewski. W wolnym czasie lubi udać się na ryby i w spokoju odpocząć. Czy jest tak dobry jak Orzechowski, który kiedyś mógł pochwalić się karpiem ważącym 7 kilogramów?! Spokój ceni także Piotr „Masło” Masłowski, który uwielbia spędzać przerwy w domu razem z rodziną. Może wtedy oddać się zabawie z córką lub grą na konsoli. Pseudonimy rzecz jasna pochodzą od nazwisk.

 

Podobnie jak w przypadku Jakuba „Lucka” Łucaka – wielkiego fana pizzy, którą sam potrafi świetnie przyrządzić. Poza tym lubi wybrać się na basen lub do sauny. Kolejnym wirtuozem w kuchni jest Rafał „Glina” Gliński, który jest równie dobry w grze, jak i w gotowaniu. Sam przyznaje, że lista potraw, które potrafi przyrządzić, praktycznie nie ma końca. Jak przyznaje nie przepada za kotami, gdyż nie potrafi ich rozgryźć. A skoro jesteśmy blisko kuchni, to w kadrze obecny jest także kolejny kucharz. Piotr „Grabar” Grabarczyk na parkiecie słynie z twardej, bezkompromisowej gry, lecz w domu zamienia się w artystę. Wolny czas lubi spędzać przy muzyce i filmach.

 

EURO 2016: Polsat wyprodukuje sygnał do 160 krajów!

 

Pamiętacie bajkę pt. Inspektor Gadżet? Był to pewien detektyw-cyborg, który chciał powstrzymać złego doktora chcącego przejąć kontrolę nad światem. Bohater kreskówki słynął z tego, że był wyposażony w wiele przydatnych narzędzi, które były wbudowane w jego ciało. Właśnie on tej postaci wziął się przydomek Adama „Gadżeta” Wiśniewskiego. - Mój tata miał niebieski samochód, więc niektórzy śmiali się, że jest podobny do policyjnego z bajki. A, że byłem skoczny, szybki i miałem długie ręce, to wszyscy od razu nazwali mnie Inspektorem Gadżetem – opowiadał nasz skrzydłowy.

 

Kto mógł zostać wioślarzem, a kto lubił matematykę?

 

Michał „Dachu” Daszek to kolejny gracz z ksywką wziętą od nazwiska. W przedmeczowej koncentracji pomaga mu muzyka, a szczególnie utwory Linkin Park. Jak pozostali reprezentanci bardzo lubi oglądać mecze NBA. Bardzo otwartym człowiekiem jest także Andrzej „Roje” Rojewski. W młodym wieku wyjechał do Niemiec, lecz mimo to bardzo dobrze mówi po polsku. Z zespołem naszych zachodnich sąsiadów sięgnął po mistrzostwo Europy juniorów, a w ostatnich mistrzostwach świata radził sobie całkiem dobrze już w polskich barwach. Rojewskiego wszędzie jest pełno, jest też na nich bardzo otwarty.

 

Mało brakowało, a Michał „Lopez” Szyba nie zostałby piłkarzem ręcznym, tylko koszykarzem! Sport miał zapisany w DNA, gdyż jego rodzice są nauczycielami wychowania fizycznego, lecz przez kilkanaście lat nie było pewne, jaką dyscyplinę wybierze. Padło na piłkę ręczną i chyba tego nie żałuje. Po bramce na dwie sekundy przed końcem z Hiszpanią, która dała Polakom dogrywkę, a w końcowym rozrachunku brązowy medal mistrzostw świata, zyskał przydomek „Zegarmistrz”.

 

Kolejnym reprezentantem, który prawie nie został piłkarzem ręcznym, jest Kamil „Sypa” Syprzak. Może jest to trochę przesadzona teoria, lecz w wieku dwunastu lat ojciec zabrał go do klubu wioślarskiego. Ze względu na zbyt młody wiek nie został przyjęty. I całe szczęście, bo dzięki temu możemy podziwiać go na parkiecie. Z kolei Bartosz „Oranje” Konitz zawdzięcza swój przydomek temu, że przez dziesięć lat występował w reprezentacji Holandii. Został nawet wybrany zawodnikiem roku. Wyjechał tam w wieku 4 lat, lecz w minionym roku zadebiutował w kadrze Michaela Bieglera. Jedynym zawodnikiem, który nie ma do tej pory wyrobionej ksywki, jest Michał Gębala. Ale spokojnie, i na niego przyjdzie czas, może nawet prędzej niż później.

 

fot. Bartosz Konitz walczy z Arturem Siódmiakiem / fot. PAP

 

Na koniec został nam jeszcze ten, który musi poukładać wszystkich „Dzidziusiów”, „Shreków” i „Gadżetów” w jedną całość. Mowa o Michaelu "Beagle” Bieglerze. Od dziecka był zafascynowany sportem, muzyką i… matematyką. Z tych trzech dziedzin mógł wybrać dwie i ostatecznie padło na sport i matematykę. Nie oznacza to jednak, że nie posiada muzycznego talentu. Potrafi grać na flecie poprzecznym i organach. Nie lubi tłumów i wielkich kurortów, a najbardziej uwielbia Wyspy Kanaryjskie. Od kilkunastu lat jest abstynentem.

 

Oby na koniec mistrzostw Europy mógł sobie pozwolić na lampkę szampana...

 

Jakub Baranowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze