Stoner jednak wystartuje w MotoGP? Już w Katarze?

Moto
Stoner jednak wystartuje w MotoGP? Już w Katarze?
fot. Ducati Corse

Choć on sam podkreśla, że nie ma takich zamiarów, nikt mu już chyba nie wierzy. Wygląda na to, że powrót Caseya Stonera do walki w MotoGP wydaje się tylko kwestią czasu. Nie wykluczam, że zobaczymy go na starcie już podczas... pierwszego wyścigu sezonu w Katarze! Czy Australijczyk powie starym rywalom „sprawdzam!”?

Karierę w MotoGP zakończył trzy lata temu, jako zaledwie 27-latek. Z dwoma tytułami mistrzowskimi, milionami na koncie i wspaniałą rodziną nie zamierzał dalej użerać się z dziennikarzami, z którymi nigdy nie miał lekko, czy kibicami, z których wielu myliło jego bezpośredniość z narzekaniem. Casey Stoner został chyba najmłodszym w świecie motorsportu emerytem, którego kariery nie zakończyła kontuzja, a po prostu „zmęczenie materiału”.

 

MotoGP: Lorenzo zdominował testy w Malezji

 

„Wiedziałem, że zrobi to prędzej czy później – powiedział mi wówczas jeden z jego najlepszych przyjaciół, aktualny wicemistrz świata Superbike'ów, Walijczyk Chaz Davies. - Zawsze powtarzał, że chce zostać mistrzem świata, a później wrócić do Australii. Gdyby po pierwszym tytule od razu wywalczył drugi, pewnie już wówczas zakończyłby karierę.”

 

Zagubiony w padoku

 

Niektórzy żartowali, bądź też mylnie sugerowali, że decyzję o zakończeniu kariery wymusiła na młodym mistrzu świata żona, ale nic nie mogło bardziej mijać się z prawdą. Stoner od lat miał serdecznie dosyć całej otoczki, która towarzyszyła wyścigom motocyklowym na poziomie Grand Prix. Jego rozgoryczenie z pewnością powiększała też obserwacja tego, jak wszystko na tacy dostawał jego późniejszy główny rywal, Valentino Rossi, podczas gdy Australijczyk trafił do MotoGP niemal tylnymi drzwiami.

 

Jego rodzina sprzedała wszystko co miała, aby udać się do Europy, ale wcale nie została tam przywitana z otwartymi ramionami. Pomiędzy wyścigami nastolatek z Australii mieszkał w przyczepie kempingowej za domem menedżera Daniego Pedrosy, Alberto Puiga. Na torze dzielił przyczepę – ale już samochodową, bez drzwi i okien – właśnie z Daviesem. Nawet gdy już trafił do MotoGP, wielu kwestionowało jego talent i oddanie, zarzucając jednocześnie brak charyzmy tak charakterystycznej dla Rossiego.

 

Stoner jednak zrobił swoje. Został mistrzem świata. Najpierw na Ducati, a następnie – idąc w ślady swojego rodaka i idola Micka Doohana, na Repsol Hondzie. Po drodze udowodnił, że był najbardziej naturalnie utalentowanym zawodnikiem swojego pokolenia, a może i w historii. Później po prostu spakował się i wrócił do Australii, oddając się łowieniu ryb i spędzaniu czasu z rodziną. Ani przez chwilę nie tęsknił za weekendami Grand Prix (niestety, po części z wzajemnością), ale brakowało mu potężnego zastrzyku adrenaliny, jakiego komuś jego pokroju dostarczyć może tylko motocykl MotoGP. Startował co prawda w australijskich wyścigach samochodów V8 czy na jednośladzie w specyfikacji Superbike, ale to nie to samo.

 

Zaskakujący powrót do czerwieni

 

Jako kierowca testowy Hondy Stoner przez kilka lat mógł jeść ciastko i mieć ciastko. Od czasu do czasu wskakiwał na RC213V z dala od dziennikarzy i medialnego zgiełku, świetnie się bawiąc, a przy okazji pomagając japońskiej marce rozwijać swoją flagową maszynę. Z czasem jednak zaczął czuć się niedoceniany i spychany na margines, także przez swojego następcę, Marca Marqueza. Najpierw to on odmawiał Hondzie, gdy ta regularnie prosiła go o starty z dziką kartą lub powrót na tor. Rok temu to Honda odmówiła, gdy poprosił o zastąpienie leczącego kontuzję Daniego Pedrosy w wyścigu MotoGP w amerykańskim Austin. Niektórzy sugerują, że start ten zablokował właśnie Marquez. To przelało czarę goryczy.

 

Wściekły, Stoner postanowił wrócić do Ducati, z którym rozstał się w 2009 roku w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Był niedoceniany przez kierownictwo i głównego sponsora, którzy za jego plecami próbowali ściągnąć na jego miejsce Jorge Lorenzo. Od tego czasu zmienił się jednak nie tylko właściciel marki, ale i całe szefostwo działu wyścigowego oraz projektu MotoGP. Tym sposobem w minioną sobotę były mistrz świata znów wsiadł na maszynę MotoGP z Bolonii. Oficjalnie Stoner jest jedynie kierowcą testowym Ducati i ambasadorem marki. Testował w Malezji i wróci na tor podczas testów w Katarze. Co dalej? Nie wiadomo. Za kulisami wszystko układa się jednak w jedną całość.

 

Obecni kierowcy Ducati są nieźli, ale nie oszukujmy się, Andrea Iannone i Andrea Dovizioso to nie asy pokroju Lorenzo, Rossiego czy Marqueza. Mogą walczyć o podia, a nawet zwycięstwa, ale o mistrzostwo? To mało prawdopodobne. Co gorsza, Dovizioso ma poważne problemy z odnalezieniem się na oponach Michelin i wygląda na to, że czeka go trudny sezon. Iannone jest z kolei osłabiony kontuzją barku, który będzie musiał zoperować pod koniec roku, a to odbije się na jego formie na początku sezonu 2017. Wygląda na to, że po latach problemów Włosi mają już maszynę, która może walczyć o mistrzostwo MotoGP. Nie mają jednak zawodnika.

 

Ducati potrzebuje Stonera... i wyniku

 

I tutaj pojawia się Stoner. Bolończycy naciskają, aby Australijczyk wystartował z dziką kartą. I nie chodzi tutaj tylko o jego domowy wyścig w Australii, który wygrywał sześć razy z rzędu. Zmagania na Phillip Island odbędą się za późno – dopiero pod koniec sezonu. Ducati musi pokazać potencjał swojego Desmosedici już na początku roku, aby jak najszybciej skusić w swoje szeregi jednego z najgrubszych graczy.

 

Nie jest tajemnicą, że Włosi od lat negocjują z Jorge Lorenzo. Choć Hiszpan sięgnął właśnie po swój trzeci tytuł MotoGP w barwach Yamahy, to zrobił to w dość kontrowersyjnych okolicznościach, po bardzo ostrej konfrontacji z zespołowym kolegą, Valentino Rossim. Jego przyszłość w barwach japońskiej marki stoi pod znakiem zapytania, a oferta od Ducati może okazać się strzałem w dziesiątkę. 28-latek musi jednak mieć pewność, że przesiądzie się na konkurencyjną maszynę.

 

Oczywiście jest bardzo możliwe, że po tym sezonie karierę zakończy 37-letni już Rossi, a Yamaha zrobi wszystko, aby zatrzymać Lorenzo w swoich szeregach. O z kolei może wykorzystać negocjacje z Ducati by podnieść swoją rynkową wartość, tak jak przez lata propozycję Yamahy wykorzystywał Doohan, wyciągając z Hondy astronomiczne nawet jak na dzisiejsze realia kwoty. Jeśli jednak przyszłość Lorenzo w Yamasze rzeczywiście stoi pod tak dużym znakiem zapytania, jak sugerują niektórzy, Ducati jest jego jedyną alternatywą.

 

Brakującym elementem znów jest tutaj Stoner. Podczas testów w Malezji Australijczyk przekonał wszystkich, a przede wszystkim siebie, że mimo trzyletniej przerwy nadal jest konkurencyjny i jest w stanie z marszu walczyć w MotoGP o podia, a może nawet zwycięstwa. On sam przekonał się także, że konkurencyjne jest również Ducati.

 

Nocne wyrównanie rachunków

 

Nie oszukujmy się. Stoner chciał przecież rok temu wystartować za Pedrosę w Austin. Nie mam wątpliwości, że nie zamierza wracać do MotoGP na pełen etat, ale jednocześnie jestem pewien, że chce zaliczyć choć jeden gościnny start. Dlaczego? Po prostu chce coś udowodnić. Pokonanie Hondy i Marqueza, z którymi tak starł się rok temu oraz Rossiego, którego darzy wielką niechęcią, byłoby wisienką na torcie jego krótkiej, ale spektakularnej kariery. Jeśli cokolwiek jest w stanie przebić pod względem medialnego zamieszania i popularności ubiegłoroczne starcie Rossiego i Marqueza z dwóch ostatnich wyścigów, to jest to właśnie gościnny start Stonera – organizatorzy MotoGP byliby wniebowzięci.

 

Skoro ja przynajmniej jestem pewien, że do tego dojdzie, pozostaje pytanie – gdzie? Najlepiej już podczas pierwszej rundy w Katarze. Stoner wygrywał tam w MotoGP aż cztery razy, raz był trzeci, a raz upadł jadąc po kolejne pewne zwycięstwo. W swoim debiucie w królewskiej klasie w 2006 roku, choć był to jego dopiero drugi start na Hondzie, wywalczył tam sensacyjne pole position. Uwielbia ten tor. Także Ducati jest tam szybkie. Rok temu Dovizioso i Iannone stanęli na podium, przegrywając z Rossim tylko o włos.

 

Decyzja wciąż wisi w powietrzu

 

Dlaczego więc Australijczyk cały czas upiera się, że nie ma planów powrotu na pola startowe? Cóż, to cały Stoner. Kiedy w 2012 roku dziennikarze odkryli, że zamierza zakończyć karierę, ten kategorycznie zaprzeczył, po czym dwa tygodnie później ogłosił swoją decyzję podkreślając, że rundę wcześniej nie był jeszcze do końca pewien.

 

Mam wrażenie, że teraz jest tak samo. Stoner wie już, że wciąż jest konkurencyjny, ale ostatnie potwierdzenie nadejdzie w połowie marca. Tuż przed pierwszym wyścigiem w Katarze odbędą się tam ostatnie, oficjalne testy. Stoner weźmie w nich udział i chyba właśnie wtedy postawi kropkę nad i. To wszystko układa się w tak logiczną całość, że aż trudno uwierzyć, że może być inaczej, ale czy faktycznie tak się stanie? Oczywiście może też być tak, że Casey nie będzie chciał zostać wykorzystany przez Ducati do ich długofalowej rozgrywki i na przekór wszystkiemu zrezygnuje z oferty na start w Katarze, a następnie stanie do walki w Australii.

 

Niezależnie od toru na przeszkodzie byłemu mistrzowi z pewnością stanie obrońca tytułu. Zawodnik, któremu Australijczyk może otworzyć drzwi do Ducati, zdominował testy w Malezji i będzie w tym roku bardzo trudny do pokonania.

 

Pozostaje nam tylko odliczać dni do Kataru i liczyć, że Stoner jednak powie „sprawdzam”. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że – z Caseyem czy bez – zobaczymy to razem, 20 marca, na sportowych antenach Polsatu!

Michał Fiałkowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze