To miał być hit ćwierćfinałów i z pewnością był, bo emocji i zwrotów akcji w tym meczu nie brakowało, łącznie z tym, że Polski Cukier na 15 sekund przed końcem, przy prowadzeniu Rosy 67:65 miał piłkę, ale nie zdołał doprowadzić do dogrywki.

 

Zaczęło się jednak od bardzo mocnego uderzenia Twardych Pierników (tak jest nazywana drużyna z Torunia), którzy w pierwszej kwarcie osiągnęli bardzo dużą przewagę. Ich spokojne, dobrze ustawiane akcje przynosiły punkty Maksyma Kornijenki i Łukasza Wiśniewskiego, podczas gdy rywale pudłowali nawet z najbliższej odległości, zupełnie jakby paraliżowała ich stawka spotkania. Pierwsze punkty zdobyli niemal po trzech minutach gry.

 

W pierwszej kwarcie gra Rosy sprowadzała się do indywidualnych akcji Michała Sokołowskiego, który szalał pod oboma koszami. Dopiero w dalszej części spotkania zdobywanie punktów wziął na siebie C.J. Harris (18 pkt i Seid Hajrić (12 pkt).

 

Im dłużej trwał mecz, tym aktywniejsza robiła się też obrona Rosy. Markeith Cummings i Wiśniewski nie mogli już zdobywać tak łatwo punktów, zablokował się Kornijenko. Michał Michalak nie był w stanie utrzymać przewagi Polskiego Cukru. Jeszcze w połowie czwartej kwarty to drużyna Twardych Pierników prowadziła, ale wtedy włączył się Sokołowskiemu "tryb zabójca": przechwyty, uratowane piłki, rzuty za trzy punkty, kontrataki. To on poderwał Rosę i tchnął wiarę w kolegów. Potem jeszcze Harris dołożył rzut za trzy punkty, przy którym faulował go Wiśniewski i Rosa odskoczyła, a potem tego prowadzenia już nie oddała.

 

Rosa Radom - Polski Cukier Toruń 67:65 (10:20, 22:17, 12:15, 23:13)