Starcie Carla Framptona - mistrza federacji IBF w kategorii super koguciej - i Scotta Quigga - mistrza federacji WBA w tej samej wadze - budziło olbrzymie zainteresowanie i to nie tylko na Wyspach Brytyjskich. Stało się tak głównie dzięki samym zawodnikom, którzy robili wszystko, by wyprowadzić siebie z równowagi. Gorąco było na oficjalnej konferencji, na której obaj prawie skoczyli sobie do gardeł, ciekawie było też na ważeniu. Pięściarze długo patrzyli sobie w oczy, lecz tym razem nie wykonali żadnego niepotrzebnego gestu. Atmosferę wokół walki i tak zbudowali.

Mogło się wydawać, że skoro jest to waga super kogucia, to zawodnicy od początku ruszą na siebie z wielkim impetem. Nic z tych rzeczy, obaj wiedzieli, jak duża jest stawka tego pojedynku, więc zaczęli mądrze. A to oznaczało, że w pierwszych trzech, czterech rundach po prostu brakowało ciosów. Podeszli do siebie z wielkim szacunkiem i zaprezentowali świetną pracę nóg oraz dobrą defensywę. Nieco aktywniejszy był Frampton, co - uprzedzając fakty - odegrało spore znaczenie na koniec walki.

 

Z czasem to właśnie Irlandczyk z Północy przejmował inicjatywę, a Quigg odpowiadał tylko pojedynczymi ciosami. Koło dziesiątej rundy dostał informację od narożnika, że musi zrobić coś więcej, jeśli chce wygrać tę walkę. To była prawda, bo Anglik był zbyt pasywny. A od tego momentu przeszedł przemianę i zdominował rywala w ostatnich starciach. Gdyby tylko posłał go raz na deski, może zdołałby przekonać do siebie przynajmniej dwóch sędziów. Był blisko w jedenastej rundzie, próbował w dwunastej, ale Frampton przetrwał i także odpowiadał. Po walce obaj podziękowali sobie bardzo serdecznie. Ostatecznie niejednogłośną decyzją sędziów wygrał Frampton, co oznacza, że od dzisiaj jest mistrzem świata IBF i WBA w kategorii super koguciej.

 

Quigg przyznał po walce, że ma złamaną szczękę. - Frampton złamał mi ją w czwartej rundzie - powiedział.

 

Carl Frampton pokonał niejednogłośną decyzją sędziów Scotta Quigga (116:112, 116:112, 113:115)