Masz jakiś punkt odniesienia z przeszłości Tomka, według którego oceniasz to, co fizycznie potrafi w marcu 2016 roku?

 

Jakub Chycki: Nie. Mnie interesują tylko liczby i aktualna wyniki badań. Czyste liczby. Obracam się w kręgu rzeczy, które są przewidywalne. Nie ma u mnie miejsca na jakieś losowe przewidywania - jest nauka, która stanowi podwalinę wszystkiego co wspólnie robimy. Ciało Adamka stać na bardzo wiele. To się ma przełożyć na maksymalne zwiększenie szansa na wygraną z Erikiem Moliną. Dalej w przyszłość nie patrzymy.

 

Da się porównać przeciętnego czterdziestolatka, który chodzi dwa razy w tygodniu poćwiczyć, prowadzi zdroway tryb życia do czterdziestolatka z Gilowic?

 

Nie da się tego porównywać, bo Adamek jest zawodowym sportowcem, więc możliwości jego ciała są dużo większe - wprost skrajne, bo chodzi o boks.  Porównując jego motorykę - lepsza od niejednego 25-latka. Teraz udało nam się te parametry fizyczne wnieść na wyżyny i miejmy nadzieję, że one pomogą Tomkowi w realizacji całego planu walki.

 

Miałeś wolność decyzji - mogłeś, po badaniach, czy w trakcie przygotowań powiedzieć: "Tomek, dajmy sobie spokój. Nie damy rady". Walki by nie było.

 

Oczywiście. Mówiłbym o tym głośno. Powiedzmy o bardzo ważnej rzeczy - opinię "pracujemy dalej bo jest dobrze", albo "to nie ma sensu" mogłem wydać... bo były pieniądze, żeby taką lub inną diagnozę można było przedstawić. Były pieniądze na badania, testy, sprzęt diagnostyczny. To kluczowa sprawa, na której opieramy nasz trening. Moje opinie są wynikiem tego, co pokazuje nauka.

 

Wiemy, że psychika, ringowy spokój czy doświadczenie Tomka, to ciągle ringowa elita. Jest na Tobie ekstra presja, bo znak zapytania istnieje "tylko" jeśli chodzi o jego przygotowanie fizyczne, wydolnościowe?

 

Całe przygotowania Tomka traktuję bardzo emocjonalnie. Nie będę tego ukrywał. Moje zaangażowanie w pracę z Tomkiem bezwzględne - robię wszystko, czego doświadczyłem, czego się nauczyłem.  Drugiego kwietnia to będzie dla mnie wielkie przeżycie. Tak, jakbym był na ringu.