Drugi ćwierćfinałowy pojedynek rozgrywany w ramach turnieju Counter-Strike: Global Offensive w ramach Intel Extreme Masters w Katowicach był tym najbardziej wyczekiwanym przez licznie zgromadzonych w Spodku polskich fanów. Nasi reprezentanci musieli stawić czoła prawdopodobnie najlepszej obecnie drużynie świata – Fnatic. Szwedzi przeszli przez eliminacje jak burza. Z drugiej strony Polacy mieli w tym meczu wyjątkowy argument w postaci armii wspierających ich kibiców. Pojedynek od samego początku zapowiadał się emocjonująco i tak też było.

 

Pierwszą lokacją okazała się de_train, co według wielu zainteresowanych już na początku dawało biało-czerwonym pewną przewagę. Po stronie atakującej rozpoczęli Virtusi. W pierwszej rundzie podjęli oni decyzję, aby zaatakować bombsite zamknięty, jednak nie całą piątką. Dwóch zawodników pobiegło ‘odnogą’, aby odwrócić uwagę przeciwników, co po części udało im się. Brak zdecydowania, jaki wkradł się w szeregi naszych graczy przesądził o niepowodzeniu w pistoletówce. Pierwszy punkt powędrował do Fnatic. Kilka minut później przy stanie 3-0 nie wiele zabrakło, aby nasi rodacy złapali kontakt punktowy. Ostatni żywy Byali podłożył bombę na BS otwartym, lecz nie poradził sobie z dwoma rywalami. Dopiero przy stanie 6:0 pierwszy punkt dał swojej drużynie nie kto inny jak Filip ‘NEO’ Kubski, który podłożył bombę, a następnie wygrał pojedynek 1 vs 1 z KRiMZem. Do szczęścia była jeszcze jednak długa droga. Mimo nutki nadziei, obraz gry nie zmieniał się w trakcie kolejnych rund. Nagle przy wyniku 10-1 Polacy zaczęli odrabiać niespodziewanie straty i pierwsza połowa zakończyła się dającym minimalne nadzieje na wygraną wynikiem 16-4.

Po zmianie stron znów dominowali Szwedzi. I mimo wielu prób, Virtus.pro nie było w stanie odwrócić losów spotkania. Pierwsza mapa zakończyła się wysokim zwycięstwem Olofmeistera i spółki – 16-5.


Później batalia przeniosła się na mapę de_inferno. Po stronie CT rozpoczęli nasi zupełnie odpuszczając krycie środka mapy, co w efekcie przyniosło szybki rash Fnatic i obiegną bombsite B. To zaskoczyło Virtus.pro. Zagranie to mogło wydawać się zupełnie pozbawionym sensu. Po znacznie łatwiejszej na tej mapie stronie wręcz obowiązkiem jest wygranie trzech pierwszych rund. Cały czas napierali Szwedzi, co w efekcie przynosiło im kolejne wygrane rundy i nie wyglądało to dobrze. Dopiero przy stanie 7-0 biało-czerwoni obudzili się i zdobyli pierwszy punkt. Był to jednak tylko jednorazowy przebłysk. Pierwsza połowa zakończyła się pogromem 14-1. Posmutniali fani zaczęli opuszczać trybuny i wtedy Virtus.pro przypomniało sobie, że potrafi grać w CS’a. Polacy zaczęli odrabiać straty, a serca kibiców rosły z każdą wygraną rundą. Nadzieja odeszła jednak przy stanie 14-8. Wtedy Szwedzka maszyna włączyła szósty bieg i zwieńczyła dzieło. Tym samym nasz zespół pożegnał się z tegorocznym turniejem w Katowicach.