Tak naprawdę wynik sportowy jest tylko zwierciadłem odbijającym chaos organizacyjny w klubie z Krakowa. Jak można traktować poważnie prezesa, który zapewnia, że trener cieszy się pełnym zaufaniem, aby po trzech dniach go zwolnić? Późniejsze tłumaczenie, że minuta w futbolu to wieczność, było żałosne. Najpierw, nie wiedzieć czemu, wywalony został Kazimierz Moskal. Później zatrudniono Tadeusza Pawłowskiego, aby pozbyć się go po okresie przygotowawczym i trzech meczach. Po raz drugi zespół objął Marcin Broniszewski, aby po raz czwarty mógł wrócić Franciszek Smuda. Oczywiście, jeśli kibice pozwolą, a ci już oświadczyli, że Franza nie chcą…

 

Myli się jednak ten, kto twierdzi, że obecne wydarzenia to jakaś nowość. W Wiśle takie standardy są oczywistością od lat, tyle, że jak było trzeba, właściciel sięgał do kiszeni i problemy zasypywał. Teraz już nie ma tyle kasy i z tej koszuli wychodzą szwy. Trenerów i prezesów Bogusław Cupiał zawsze wymieniał  w zależności od humoru. Pawłowski i tak nie powinien narzekać, bo przy Reymonta Verner Lička został zwolniony po zdobyciu mistrzostwa, a Orest Lenczyk musiał się pakować zostawiając drużynę na pierwszym miejscu w tabeli. Tak samo Maciej Skorża i Henryk Kasperczak.

 

Mimo wielu prób Wiśle nie udało się dostać do Ligi Mistrzów, ani zbudować ciągłości klubu. Nie ma myśli przewodniej, szkolenia młodzieży, kultywowania tradycji. Ci, którzy tam przychodzą, do klubu się nie przywiązują. Wybierają go jako pracę sezonową, aby trochę zarobić. Można by odnieść wrażenie, że ta konstrukcja jest tak nietrwała, że gdyby wycofał się właściciel, klub runąłby jak domek z kart.

 

Cezarego z Pazurem zobacz w materiale wideo.