Dzień wcześniej kapitan Polaków Radosław Szymanik zapowiedział, że prawdopodobnie dokona zmiany w obsadzie na niedzielne single, a decyzja zostanie podjęta wieczorem po rozmowie z zawodnikami i sztabem szkoleniowo-medycznym. Wiele osób - w tym argentyńscy dziennikarze - obstawiało, że w pierwszym tego dnia pojedynku wracającego po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją kręgosłupa Przysiężnego zastąpi Łukasz Kubot.

 

318. w rankingu ATP głogowianin wrócił do treningów zaledwie sześć dni przed meczem w Gdańsku i w piątkowym pojedynku wyraźnie widać było u niego braki kondycyjne. Uległ wówczas Guido Pelli (42.) 1:6, 4:6, 6:7 (5-7). W niedzielę jednak Szymanik posłał go do gry w meczu ostatniej szansy biało-czerwonych.

 

Pierwsze dwa sety miały bardzo podobny przebieg, tyle że z różnym zakończeniem. Oba były licytacją na serwisy. Zarówno Polak, jak i 41. na światowej liście Mayer szybko rozstrzygali na swoją korzyść akcje przy własnym podaniu. Kibice w tej części spotkania obejrzeli bardzo mało wymian i nie byli świadkami ani jednej okazji na przełamanie. Obaj zawodnicy często próbowali wymusić na przeciwniku grę bekhendem.

 

W tie-breaku pierwszej odsłony Polak do końca zachował koncentrację i skupienie, a jego rywal w końcówce popełnił dwa proste błędy. Decydujący okazał się punkt wywalczony przez Przysiężnego przy podaniu rywala przy stanie 4-4. W tie-breaku kolejnej partii zawodnik z Ameryki Południowej od razu odskoczył na 3-0 i niżej notowany z tenisistów nie był w stanie zniwelować tej straty. Argentyńczyk zakończył seta asem.

 

Tak jak w poprzednich dniach na trybunach nie brakowało wolnych miejsc, ale kibice, którzy oglądali spotkanie w Ergo Arenie, zapewnili głogowianinowi głośny doping. Z ławki nieraz podrywali się także jego koledzy z reprezentacji. Mayer jednak także miał wsparcie ze strony kilkunastoosobowej głośnej grupy rodaków.

 

W trzeciej partii siła serwisu nieco osłabła i coraz częściej zaczęło dochodzić do wymian. W nich słabiej radził sobie Polak, który przeważnie posyłał piłkę w siatkę lub na aut. Pierwsze "break pointy" w tym meczu miały miejsce w drugim gemie. Mayer wykorzystał drugą okazję na przełamanie przeciwnika. Argentyńczyk wciąż dobrze spisywał się przy własnym podaniu i dopisywał do konta kolejne asy. W efekcie w pełni kontrolował przebieg spotkania, a na koniec tej odsłony po raz drugi wygrał gema przy serwisie rywala.

 

Opadający z sił Przysiężny ambitnie starał się przeciwstawiać rywalowi. W niedługim odstępie czasu trzykrotnie zawodnicy skorzystali z challenge'u i we wszystkich przypadkach piłka minimalnie trafiała w linię. Dwa razy sytuacja była korzystana dla Mayera, a raz dla Polaka. Jedyne w tej partii przełamanie Argentyńczyk zaliczył w czwartym gemie. W końcówce Polak był już bezbronny. Przy pierwszym meczbolu wyrzucił piłkę na aut.

 

Była to pierwsza konfrontacja tych zawodników; trwała dwie godziny i 33 minuty. Przysiężny miał 11 asów, Mayer - 26. Pierwszy popełnił 37 niewymuszonych błędów, drugi 24. Po ostatniej akcji ekipa gości rozpoczęła świętowanie sukcesu wraz ze swoimi kibicami.

 

Po porażce głogowianina z liderem rywali debiutujący w 16-zespołowej Grupie Światowej biało-czerwoni stracili trzeci punkt, a tym samym szanse na końcowy triumf. W dniach 16-18 września zagrają w barażu o utrzymanie (przeciwnika poznają w lipcu), a Argentyńczycy w lipcowym ćwierćfinale spotkają się z Włochami.

 

Na zakończenie rywalizacji w Ergo Arenie odbył się pojedynek Huberta Hurkacza (602. ATP) z Renzo Olivo (167.), który zastąpił Pellę. W pierwszej w karierze konfrontacji debiutujących w Pucharze Davisa zawodników, w której nie brakło efektownych wymian, Polak wygrał 4:6, 7:6 (8-6), 6:4. 19-letni wrocławianin zanotował popisowe zagranie w drugim secie, w którym obronił pięć meczboli. Biegł do piłki posłanej na tył kortu i wydawało się, że nie wie, jak ją uderzyć, po czym w ostatnim momencie zagrał tyłem, zaskakując przeciwnika i publiczność.

 

W piątek Hurkacz musiał uznać wyższość Mayera 2:6, 6:7 (3-7), 2:6. Nadzieje polskich kibiców przedłużyli debliści Łukasz Kubot i Marcin Matkowski, którzy pokonali Carlosa Berlocqa i Olivo 6:3, 6:4, 6:4.

 

Zespół gospodarzy musiał sobie radzić w pierwszym w historii występie w 16-zespołowej Grupie Światowej bez kontuzjowanego Jerzego Janowicza.

 

Reprezentacje Polski i Argentyny wcześniej się nie spotkały. Biało-czerwoni pierwszy w historii awans do 16-zespołowej Grupy Światowej zawdzięczają pokonaniu we wrześniowym barażu w Gdyni Słowacji 3:2. Drużyna z Ameryki Południowej w ubiegłym roku dotarła do półfinału rozgrywek. Jeszcze nigdy nie zdobyła Pucharu Davisa, ale czterokrotnie była uczestnikiem finału - w 1981, 2006, 2008 i 2011 roku.

 

Ostatnim zespołem, któremu udało się awansować do ćwierćfinału tych rozgrywek w debiucie, był Kazachstan w 2011 roku.

 

Wynik meczu 1. rundy Grupy Światowej: 

Polska - Argentyna 2:3 piątek Michał Przysiężny - Guido Pella 1:6, 4:6, 6:7 (5-7) Hubert Hurkacz - Leonardo Mayer 2:6, 6:7 (3-7), 2:6 sobota Łukasz Kubot, Marcin Matkowski - Carlos Berlocq, Renzo Olivo 6:3, 6:4, 6:4 niedziela Michał Przysiężny - Leonardo Mayer 7:6 (7-4), 6:7 (4-7), 2:6, 3:6
Hubert Hurkacz - Renzo Olivo 4:6, 7:6 (8-6), 6:4