Sebastian Staszewski: Kibicuje Pan Arturowi Szpilce?

 

Kazik Staszewski: Zmienił się mój stosunek do niego i teraz mocno go wspieram. Jakiś czas temu czytałem z nim wywiad i zrobił się z niego niezwykle rozsądny chłopak, który dobrze wie, o co w boksie zawodowym chodzi. I wie, o co jemu chodzi. Myślę, że ostatniego słowa nie powiedział.

 

Szpilka może rozpalić Pana głowę tak, jak lata temu zrobił to Andrzej Gołota, o którym napisał Pan nawet piosenkę?

 

Nie. Jestem już za stary na to, aby tak wariacko zakręcić się na czyimś punkcie. Bo tamta fascynacja była nieracjonalna i z perspektywy czasu – idiotyczna. Szpilce życzę jednak jak najlepiej. Nie chodzi o to, że wierzę, ale ja wiem, że przed nim wszystko, co najlepsze. Wskazują na to wszystkie znaki na ziemi i niebie.

 

Połączenie Szpilki z Gołotą dałoby polskiego mistrza świata wagi ciężkiej?

 

To nierealne, gdyż są to dwa całkowicie inne typy. Nie da się! Andrzej Gołota miał znakomitą technikę, był świetnie przygotowany dzięki przeszłości w boksie amatorskim, ale z tego boksu miał też różne złe naleciałości. Szpilka ich nie ma. Andrzejowi pękała także psychika. Rozpadał się jak domek z kart po napotkaniu pierwszej poważnej przeszkody. Do dziś nie mam zielonego pojęcia jak Andrzej mógł przegrać z Riddickiem Bowe… Artur Szpilka jest dużo bardziej poukładany i przeszkody działają na niego w odwrotny sposób. Napędzają go do samodoskonalenia się.
 
Całą rozmowę z Kazikiem Staszewskim zobacz w materiale wideo.