Roman Kołtoń: Co się stało na zjeździe?

 

Maciej Sawicki: Wygrała polityka nad faktycznym interesem, jakim było ulepszenie obecnego statutu PZPN, tak, aby odpowiadał dzisiejszym wyzwaniom, jakie stają przed środowiskiem piłkarskim w Polsce. Duet sojuszników w osobach Macieja Wandzla i Zdzisława Kręciny – jak pokazał zjazd - najzagorzalej próbował bronić obecnych zapisów statutowych. W mojej opinii nie przedstawili oni żadnych racjonalnych argumentów przeciw proponowanym zmianom. Co więcej, pan Wandzel kilka dni wcześniej w rozmowach nieformalnych deklarował, że wszystkie propozycje są akceptowalne. Wierzyliśmy mu… Cóż, w szeroko rozumianej polityce jak partner nie dotrzyma słowa, to mimo wszystko następnego dnia jesteś zmuszony do formowania jakiś tam koalicji celem osiągnięcia jakichś tam kolejnych celów. Nie dba się o własne przekonania, liczy się tylko własny interes i arytmetyka wyborcza. W relacjach między poważnymi ludźmi, jeśli raz tak się zachowasz, to obniżeniu ulega twoja wiarygodność. My w politykę się nie bawimy, chcemy dalej reformować piłkę nożną z wszystkimi, którym zależy na dalszym dynamicznym rozwoju tej dyscypliny w Polsce, a nie na realizacji swoich własnych, krótkoterminowych celów politycznych.

 

Jako sekretarz generalny związku jest Pan w środku tego wszystkiego…

 

Jako sekretarz generalny PZPN, a także jako osoba prywatna, mam swoje zdanie, szczególnie, jeśli dotyczy to prac, którymi jestem żywotnie zainteresowany. Od ponad trzech lat wspólnie z całą administracją i pracownikami biura związku mam przyjemność wspierać obecny zarząd PZPN. I Wydaje mi się, że przez ponad trzy lata udało nam się niesamowicie dużo osiągnąć. Doceniają to przede wszystkim kibice, którym PZPN nie kojarzy się już z przestarzałą, niewydolną instytucją. Swoją ciężką pracą zbudowaliśmy bardzo pozytywny wizerunek federacji, co wymiernie wpływa na zainteresowaniem piłką nożną przez kibiców i sponsorów. Wszystkie badania pokazują, że na czele tych pozytywnych zmian jest prezes Zbigniew Boniek i to on jest gwarantem „normalności” w polskiej piłce. A jak to w Polsce bywa, niektórym jego autorytet, sława i sukces przeszkadzają.

 

Wróćmy do zjazdu na którym miały być głosowane poprawki statutowe…

 

Jak wiemy, wyniki głosowania rozkładały się w przybliżeniu stosunkiem 60% za, 40% przeciw. Aby zmiany statutowe mogły zostać przyjęte, potrzebne było 2/3 głosów, czyli minimum 66,66% głosów za. Tymczasem zamiast przyjąć koniecznie zmiany w statucie, tak jak było wcześniej uzgodnione, doszło do dziwnego zamieszania, w którym główną role zaczęła odgrywać Ekstraklasą SA.

 

Ekstraklasa podnosi, że nad statutem nie było właściwych konsultacji…

 

Każdy punkt był omawiany. Konsultacje trwały przez cały czas. W pracach Komisji Statutowej brali udział przedstawiciele klubów Ekstraklasy: Legii, Lecha, Górnika Zabrze, a wiceprzewodniczącym Komisji Statutowej był przedstawiciel Górnika Łęczna. Kilka punktów – jeśli chodzi o zmiany statutu – przygotowane były tylko z myślą o klubach Ekstraklasy, między innymi możliwość potencjalnego rozszerzenie ligi do 18 drużyn czy zapisów w sprawie rozstrzygania sporów sportowych.

 

Ale, ale… Ekstraklasa zaznacza, że tego powiększenia ligi nie chcieliście – rozumiem jako PZPN – połączyć z dodaniem mandatów na Walne Zgromadzenie.

 

Proszę mi wierzyć, że tutaj nie chodziło o mandaty. Można wyobrazić sobie różne warianty. Na przykład dodanie z czasem mandatów dla wojewódzkich związków i dla klubów Ekstraklasy, jeśli poszerzyłby się jej skład do 18 drużyn. Natomiast jest jedna kwestia, co do której nie było zgody, a którą proponował szef Rady Nadzorczej ESA, Maciej Wandzel.
 

Jaka to była propozycja?

 

Chciał zapisu w statucie, żeby wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa zawodowego był wybierany tylko głosami klubów i nie był głosowany przez Walne Zgromadzenie. Taka propozycja spowodowałaby, że adekwatnie wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa amatorskiego byłby również wybierany tylko przez wąskie gremium, a nie przez wszystkich delegatów na zjeździe, w tym przypadku tylko przez prezesów Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej. To wszystko spowodowałoby, że osoby reprezentujące PZPN na zewnątrz nie mają mandatu od władzy najwyższej w stowarzyszeniu, jakim jest w PZPN Walne Zgromadzenie. Co więcej, teoretycznie te dwie osoby - nie pochodzące z wyboru wszystkich delegatów - działając łącznie mogłoby podpisywać wszystkie wiążące umowy w imieniu PZPN, a zatem całego reprezentowanego przez PZPN środowiska.

 

Przebieg zjazdu był dla Pana szokiem?

 

Szokiem może nie, ale na pewno zaskoczeniem. Przed obradami byłem przekonany, że będzie to – swego rodzaju – święto. Że dojdzie do przegłosowania spraw, na które wszyscy się zgodzili. Najbardziej przykrym zaskoczeniem była sytuacja na zjeździe, w której pracownicy spółki Ekstraklasa SA – którzy byli gośćmi na Walnym – biegali po korytarzach celem „mobilizacji” delegatów związanych z klubami Ekstraklasy. Zajmowali się więc czystą polityką. Nie do tego chyba ta spółka została powołana. Przypomnę więc, bo to bardzo ważne, a nie każdy zdaje sobie z tego sprawę - spółka Ekstraklasa SA została powołana wyłącznie w dwóch celach: zarządzania rozgrywkami ligi zawodowej oraz sprzedaży scentralizowanych praw medialnych i marketingowych. Na realizacji wyłącznie tych zadań powinien skupić się zarząd, Rada Nadzorcza i pracownicy spółki. Co więcej, wspomniane obowiązki spółka Ekstraklasa SA realizuje na podstawie upoważnienia otrzymanego z PZPN. Czy Pan widział maila, jakiego już po zjeździe wysłał do przedstawicieli klubów szef Rady Nadzorczej Ekstraklasy?

 

Widziałem... Nadzwyczaj długi – ze trzy strony maszynopisu. Skoro Pan jednak przywołuje ten dokument, to znalazł się tam atak na PZPN za ośmiomiesięczny brak sponsora strategicznego…

 

Znalazła się tam przede wszystkim instrukcja-sugestia dotycząca potencjalnych pytań dziennikarzy po zjeździe z przygotowywanymi tezami odpowiedzi przygotowana przez dział komunikacji Ekstraklasy! Kolejny raz więc polityka… A co do sponsora to wyczuwam tu duży kompleks Ekstraklasy, że PZPN tak dobrze jest zarządzany, ma w pełni zapełnioną piramidę sponsorska, bardzo dobre umowy sponsorskie i tak skutecznie pozyskuje środki na swoją działalność statutową. To wszystko wpływa na to, że PZPN ma tak znakomitą sytuację finansową, jak nigdy dotąd w historii. I zamierzamy te środki mądrze inwestować w piłkę. To, że Ekstraklasa jednak pozbawiona jest sponsora tytularnego od kilkunastu miesięcy, to wszyscy wiemy… Proponuję więc Ekstraklasie, aby na tym się skupić, a nie na polityce, bo na braku sponsora tytularnego tracą wszystkie kluby.

 

Wie Pan, że ta narracja spowoduje „podgrzanie” atmosfery?

 

Przywołuję tylko fakty. Kiedy mówię o Ekstraklasie, nie mam oczywiście na myśli klubów, ale wspomnianą spółkę zarządzającą rozgrywkami. Jeśli chodzi o kluby, to zawsze PZPN będzie dla nich pomocny. Jestem pełen uznania dla tego, co robi się ze szkoleniem młodzieży w Zagłębiu Lubin, Lechu Poznań, Cracovii i wielu innych klubach. Jestem pełen uznania dla działań marketingowych i rozwoju mojego macierzystego klubu, czyli Legii Warszawa, z którą sentymentalnie jestem związany od dziecka - jako kibic i były piłkarz.