Wielu ekspertów zastanawia się, po co właściwie rozgrywane są te zawody? Po pierwsze termin został bardzo niefortunnie dobrany. Wiele gwiazd, w tym także polskich, jak chociażby 800-metrowcy Adam Kszczot i Marcin Lewandowski, zrezygnowało z udziału, bo uważa, że zabraknie czasu na odpowiednie przygotowanie do sierpniowych igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.

 

Nie będzie także zawieszonych za udział w aferze dopingowej Rosjan. To jednak tylko jeden wątek kryzysu w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) - Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) ostrzega kolejne kraje o lekkoatletycznych tradycjach, w tym Kenię, niedawny jeszcze szef organizacji Senegalczyk Lamine Diack jest podejrzany o łapówkarstwo, a brytyjskie media coraz częściej piszą o "kupowaniu" praw do organizacji imprez mistrzowskich.

 

Halowe mistrzostwa świata w Portland są pierwszą imprezą po wszystkich ostatnich skandalach związanych z "królową sportu". Szef IAAF Brytyjczyk Sebastian Coe ma nadzieję, że to początek nowej, lepszej ery. On sam stara się bardzo ostrożnie wypowiadać na wszelkie tematy dotyczące dopingu, a już na pewno unika jakichkolwiek stwierdzeń, kiedy mówi także o zawodach mistrzowskich.

 

Dlatego też Rada IAAF, planowana początkowo w Portland, odbyła się wcześniej w Monako. Przyczyna jedna - zbyt wiele było spraw o tematyce dopingowej było tam omawianych, a Coe nie chce, by w jakikolwiek sposób wiązano te dwa wydarzenia.

 

- Lekkoatletyka znowu nabiera tempa. Na horyzoncie widać już igrzyska, dlatego kibice w Portland będą mogli poczuć już przedsmak tego, co będzie działo się w Rio de Janeiro - powiedział Coe.

 

Polaków do Portland poleciało 17. Kadra jest okrojona, ale są zawodnicy doświadczeni, jak chociażby sprinterka Marika Popowicz (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL), jednak nie brakuje też debiutantów, a wśród nich kulomiot Michał Haratyk (AZS AWF Kraków).

 

Prezes PZLA Jerzy Skucha bedzie zadowolony z jednego medalu, a szans upatruje w skoku wzwyż kobiet i o tyczce mężczyzn. W pierwszej konkurencji tytułu bronić będzie Kamila Lićwinko (Podlasie Białystok), która prezentuje równą formę. A dodatkowo ze startu zrezygnowało kilka jej poważnych konkurentek, w tym m.in. Chorwatka Blanka Vlasic. Z kolei z powodu zawieszenia rosyjskiej federacji nie będzie Anny Cziczerowej czy Marii Kucziny.

 

- Na pewno Kamila ma spore szanse na medal. Wśród kandydatów do podium można wymienić także tyczkarzy Roberta Soberę czy Piotra Liska. W tej konkurencji jednak też nie prezentujemy najmocniejszego składu, bo z występu zrezygnował nasz lider Paweł Wojciechowski – wspomniał Skucha.

 

Oprócz tego prezes związku liczy na niespodzianki.

 

- Bardzo ładnie zaprezentowała się w trakcie halowych mistrzostw Polski w Toruniu w biegu na 3000 m Renata Pliś, mocna wydaje się też kobieca sztafeta 4x400 m – wymienił.

 

Impreza rozpocznie się w piątek nad ranem czasu polskiego. O godz. 3.05 w finale skoku o tyczce powalczą Sobera i Lisek. W dotychczasowych 15 edycjach HMŚ Polacy wywalczyli 24 medale, ale tylko trzy złote.