Sosnowski wrócił po dwuletniej przerwie, chcąc pożegnać się z kibicami. Oczywiście w dobrym stylu - nic innego nie wchodziło w grę. "Dragon" rozpoczął tak, jak zwykle podczas swojej kariery - agresywnie i chaotycznie. Csomor nie był rywalem z najwyższej półki, lecz nie było mowy o lekceważeniu. "Dragon" spokojnie punktował przeciwnika i dopiero pod koniec pierwszej rundy zmusił go do rozpaczliwej obrony i ostatecznie dotrwał do ostatniego gongu.